40. Makabryczna rzeźba.
Znajdowaliśmy się w sztolni wyłożonej czerwoną cegłą. Z góry, z bardzo wysoka docierało do nas światło. Naprzeciw nas, na wysokości jakichś dwóch metrów znajdowała się przedziwna, makabryczna rzeźba. Przedstawiała ukrzyżowaną kobietę.
Odbiornik ponownie zaczął przerywać.
-… aby uniknąć… regularnie pierdolić… dawać dupy… sperma… nasienie…
Cisza. Nic więcej się nie dowiedzieliśmy.
-To już koniec, - odezwała się Lara, - kompletnie rozładowane.
-Cholera jasna, - zakląłem i podskoczyłem ze złości.
W tym samym momencie grunt pod moimi stopami zapadł się tak szybko, że nie zdążyłem zorientować się, o co chodzi. Poleciałem nie tylko ja. Wszyscy błyskawicznie zaczęliśmy spadać w głąb jakiejś gigantycznej dziury. Nikt nie zdążył wydobyć z siebie, choćby najkrótszego, słowa. Nagle zrobiło się ciemno. Sunęliśmy coraz szybciej po jakiejś stromej pochylni. Na nasze głowy sypały się tony piachu. Miałem wrażenie, że spadam na dno piekła. Próbowałem trzymać głowę w górze i uważać, żeby nic ciężkiego na nią nie spadło.
Kiedy wreszcie zatrzymaliśmy się pod jakąś ścianą stwierdziłem, że niewiele się pomyliłem. To mogła być tylko jaskinia diabła.
-Kurwa, co to było?! Mam pełno piachu w ustach, - klął Morgan.
-W ustach?! Daj spokój! Wiesz gdzie ja go mam?! - złorzeczyła Lara.
-Hahaha… daj to ci go wyciągnę…
-Uciszcie się! Patrzcie. - próbowałem ich uspokoić. Czasami zachowywali się jak dzieci.
-Co jest?! - rzuciła Cristi zgarniając ziemię z pleców.
-Tam! - wskazałem palcem przed siebie.
-O ja pierdolę! - zawołała skośnooka niska dziewczyna.
Znajdowaliśmy się w sztolni wyłożonej czerwoną cegłą. Z góry, z bardzo wysoka docierało do nas światło. Naprzeciw nas, na wysokości jakichś dwóch metrów znajdowała się przedziwna, makabryczna rzeźba. Przedstawiała ukrzyżowaną kobietę. Chociaż nie. To złe określenie. Postać piękna jak Afrodyta przywiązana była szerokimi, skórzanymi pasami do odwróconego krzyża. Była naga, a jej nogi rozpięte były na poprzecznej belce, ręce zaś, związane razem na pionowej.
Po moich plecach przebiegł zimny dreszcz. Odwróciłem wzrok. Było tam coś jeszcze: trzy, ni to węże, ni przerośnięte dżdżownice, wystające z ramy poniżej jej ciała. Jeden starał się wcisnąć w jej usta, drugi obejmował ją wpół, a trzeci siedział w mocno rozwartej cipce. Kobieta miała wielkie napęczniałe piersi a jej usta zastygły w okrzyku bólu i rozkoszy.
-Cristi, czy my coś wiemy o wierzeniach rdzennych mieszkańców tej planety? - zapytałem niepewnie.
Tak samo jak inni byłem w szoku.
-Jeśli o tym myślisz, - powiedziała wskazując na rzeźbę, - to nie, na pewno nie.
-Ciekawe jak stary jest ten posąg. Jak myślisz?
-Nie wiem, - odpowiedziała Cristi, ale sądząc po zniszczeniach może mieć nawet tysiąc lat.
Mógłbym jej nawet przyznać rację, gdyby nie pewien mały szczegół. Kamień, z którego był zrobiony, nie pochodził stąd. Cristi także to zauważyła.
-Myślisz, że oni mogą tutaj jeszcze być? - rzuciłem.
-Być może, kapitanie, - odpowiedziała nie odrywając wzroku od znaleziska.
-Nie wiem, jak wy, ale ja stąd spadam! - odezwała się lękliwym głosem Lara.
-Dobry pomysł, - odezwał się Morgan, - spierdalamy stąd.
Powoli zaczęliśmy się cofać.
-Jestem tego samego zdania, - powiedziałem wykonując kolejny krok wstecz, -Wrócimy uzbrojeni. Tak na wszelki wypadek.
-I z odpowiednim sprzętem, - dokończył Morgan.
Za nami znajdował się niewielki otwór o łukowatym sklepieniu. Przechodząc przezeń musieliśmy mocno pochylić głowy. Po drugiej stronie był szeroki korytarz. Powoli odwróciliśmy się i, jeszcze raz tego dnia, odebrało nam mowę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz