60. Coś paraliżującego.
Przygwoździła mnie hipnotycznym wzrokiem. Już któryś raz z kolei poczułem się dziwnie. W spojrzeniu wszystkich tych istot było coś paraliżującego.
Ktoś mówił:
-Cały Wszechświat przenika energia, myśl i wola Wielkiego Twórcy. To on zesłał Naszego Projektanta...
Otworzyłem oczy. Spostrzegłem, że jestem przypięty metalowymi obręczami do wielkiego fotela.
-Jesteśmy potomkami potężnego narodu, który przybył z najdalszych krańców rzeczywistości. Pochodzimy z Edenu. Naszą wiedzę i mądrość dziedziczymy po najstarszej cywilizacji we Wszechświecie.
-Co to za szopka?! - zaprotestowałem, - Gdzie jaj jestem?
Rozejrzałem się i tuż obok siebie spostrzegłem zmarszczone brwi.
-Ciiiii... - usłyszałem.
Znajdowałem się w pomieszczeniu z kościelnymi nawami, łukowymi sklepieniami, kolorowymi freskami i pięknymi witrażami w strzelistych oknach. Co prawda mury były stare, spękane, malowidła wyblakłe niewyraźne a witraże pokryte szarym kurzem, ale i tak wszystko robiło niesamowite wrażenie.
Przemawiała kobieta. Stała na podwyższeniu jej włosy były w kolorze roztopionego metalu, bujnymi łagodnymi falami sięgały do ramion. Tęczówki oczu były zielone a pełne usta pomalowane na czekoladowo.
Kiedy zorientowała się, że oprzytomniałem, przygwoździła mnie hipnotycznym wzrokiem. Już któryś raz z kolei poczułem się dziwnie. W spojrzeniu wszystkich tych istot było coś paraliżującego. Usilnie próbowałem odwrócić głowę, ale nie byłem w stanie. Spociłem się w ciągu kilku sekund. Po chwili ponownie usłyszałem dźwięczny głos:
-Nikt nie zna ich adresu...
Nagle w drugim końcu sali ktoś poderwał się ze swojego miejsca.
-Niech żyje wolna nacja Glogów!!! - krzyknął na całe gardło.
Pozbawiony hipnotycznego uścisku wykręciłem głowę. Kogoś właśnie tam obezwładniano. Po chwili znów zapanowała niczym niezmącona cisza.
Poczułem wewnętrzny nakaz powrócenia wzrokiem do stojącej na mównicy istoty. Po drodze jednak zdążyłem spostrzec, że w auli znajdowało się ponad tysiąc osobników. Zastanowiłem się. Wszystkie na pierwszy rzut oka były podobne do ludzi.
Kobieta, która przemawiała, chyba, była mulatką, karnacja jej skóry miała oliwkowy odcień. Na jej ciele znajdowało się coś, co wyglądało, jak jednoczęściowy kostium kąpielowy, jednak przeznaczenie tego wdzianka było czysto erotyczne. Uniform wykonany był z czerwonego lateksu, czarnej siateczki i skórzanych pasków.
Czerwony materiał zakrywał jej krocze, nad wzgórkiem łonowym rozbiegał się na dwie części, szerokimi pasami piął się po obu stronach brzucha, by połączyć się znowu między piersiami. Z tej samej materii wykonane były rękawy.
Cały środek stanowiła cieniutka siateczka a na biodrze i żebrach umieszczone były skórzane paski spięte metalowymi klamrami. Na jej szyi znajdowała się obroża ze stalowym kółkiem.
Mówiła:
-Ich wiedza, wierzenia i historia wywarły tak duży wpływ na to, kim jesteśmy teraz. Dziś wszyscy korzystamy z ich osiągnięć. Choć to było tak dawno, wiele ich dzieł i wynalazków przetrwało. Niektóre z nich tak doskonale nam służą.
Odwróciła się bokiem i zrobiła krok do przodu tak, jakby chciała opuścić salę. Mimo to spojrzała do tyłu przez ramię. Jej wzrok padł na ekran, taki sam, jaki widzieliśmy w tunelach tylko nieco większy. Obraz przedstawiał jezioro otoczone wysokimi szarobiałymi skałami. Toń wody była nieskazitelnie czysta, błękitna, lekko pomarszczona. W głębi dostrzegłem niewielki wodospad. Strumień spadał z jakichś dziesięciu metrów, wznosząc obłoki mgły. Powyżej krawędzi kotliny dostrzegłem ścianę bujnego zielonego lasu.
Nagle z lewej strony ekranu wybiegła czarnowłosa dziewczyna, odbiła się od stromego nabrzeża, wykonała perfekcyjny skok, jak strzała przecięła lustro i zniknęła w głębinach.
Przepadła. Na długą chwilę zapanował całkowity bezruch. Po minucie może po dwóch spod powierzchni wynurzyły się trzy ciemnowłose rusałki. Spoglądały na siebie i się uśmiechały. Dobrze się bawiły.
Uświadomiłem sobie, że są to te same istoty, które widziałem na ekranie pod ziemią. Ta, która przed chwilą wykonała skok zanurzona była nieco głębiej i gestami rąk tłumaczyła coś pozostałym. Wszystkie były normalnego wzrostu i bardzo ponętne. Poczułem, jak mój fiut powoli sztywnieje.
Znajdująca się na wprost miała oliwkową skórę, ciemną oprawę oczu i kruczoczarne włosy spięte w kucyk. Ta po lewej była posiadaczką cudownych dużych piersi i dredów. Nigdy nie lubiłem dredów, ale przy tak pięknym ciele stanowiły one pikany dodatek.
W pewnym momencie wszystkie trzy wynurzyły się jeszcze bardziej i to, co zobaczyłem, całkowicie odebrało mi chęć na nieprzyzwoite zabawy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz