73. Bukiecik niebieskich kwiatuszków.
Kiedy Renata weszła do pokoju synka zobaczyła na stole bukiecik drobnych niebieskich kwiatuszków. Zachodziła w głowę, skąd one się wzięły, a jednak miała nieodparte wrażenie, że już gdzieś je widziała.
Pochyliła głowę i obficie splunęła. Między piersiami zrobiło się mokro i ślisko. Teraz była o wiele lepiej. Zaczął poruszać biodrami, jego drąg wyglądał jak biała kiełbasa między dwiema połówkami ciemnej grahamki. Aż zakręciło mu się w głowie od natomiast wrażeń.
Usiadła na powalonym pniu drzewa i odchyliła się do tyłu. Stanął nad nią, obejmując jej ciało swoimi nogami. Trzymała cycki jeden przy drugim, a on walił, co chwila, szturchając ją swoim orężem w podbródek. Najwidoczniej się jej to spodobało, bo uśmiechała się szeroko.
W pewnym momencie głośno jęknął i trysnął. Nasienie ochlapało jej twarz i szyję. Nie spodziewał się tak szybko i reakcji, ale wiedział, że prędzej czy później musi się to tak skończyć.
Drżał jeszcze, kiedy uklękła przed nim i wzięła jego opadającego kutasa w swoje gorące usta. Nie musiała długo się męczyć, by ponownie sterczał jak pal.
***
Renata podeszła do wielkiego lustra i poprawiła fryzurę. Po chwili wzięła do ręki szminkę. Nagle podłoga pod jej stopami zaczęła lekko drżeć. Rozejrzała się wokół siebie. Goście zdawali się niczego nie dostrzegać, doskonale się bawili.
-Co się dzieje? - spytała.
Po chwili jeszcze raz spojrzała w lustro i oniemiała z wrażenia. Salon za jej plecami był pusty, a ona sama kompletnie naga. Potrząsnęła głową i na moment przymknęła powieki.
-Pewnie za dużo wypiłam, - powiedziała do siebie, czując, że dostaje nieprzyjemnych zawrotów głowy.
Ostrożnie uniosła powieki i z niepokojem odwróciła się w stronę pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, jednak ona sama nie była już tą samą osobą.
-Dobrze, że Tadeusz się uratował, - westchnęła.
Nagle zatrzymała się i potrząsnęła głową.
-Tadeusz? Uratował? Przecież nigdzie się nie ruszał. Co się ze mną dzieje?! - powiedziała na tyle głośno, że niektórzy to usłyszeli.
Wróciła do gości.
-Skąd macie taki zabytek, przecież teraz takie rzeczy można znaleźć jedynie w muzeum? - zwrócił się do niej z pytaniem Staszek, wskazując na stary gramofon.
Była oszołomiona i nie wiedziała, co ma powiedzieć. Spojrzała na męża.
-To stara rodzinna pamiątka, przekazywana z pokolenia na pokolenie, -wyręczył ją mąż.
-Pamiątka? Tyle razy u was byłem i nigdy tego czegoś nie widziałem.
-Staszku, daj spokój, jak mogłeś go nie widzieć, przecież ciągle tu stoi?
-Daję słowo, wczoraj widziałem tu olbrzymi wazon z kwiatami. Nie było tego gramofonu.
Tymczasem w schowku na szczotki...
-Co się stało? -
-Nie wiem, coś się zatrzęsło.
Zastygli w bezruchu czekając. Po chwili podłoga zadrżała jeszcze raz. Tym razem mocniej. Oboje wyraźnie czuli, że coś jest nie tak.
-Trzęsienie ziemi?
-Coś ty Julka, u nas?!
-No to, co to było?
-Pojęcia nie mam.
Zapadła cisza.
W oczach dziewczyny pojawił się lęk. Zeskoczyła ze stołu, zdjęła z wieszaka jakiś stary ręcznik i jednym ruchem wtarła spermę z krocza. Po chwili zebrała swoje jasne, jak mleko włosy i związała je ciasno gumką.
-No dobrze, wychodzimy, - powiedziała.
Na piętrze Karolina leżała na kanapie w oczekiwaniu na mojego kochanka i przyglądała się sobie. Patrzyła na swoje nagie ciało i uśmiechnęła się do siebie.
-No co Karolinko, w końcu uwiodłaś tego chłopaka? Udało się? - mruknęła, tak jakby była tam druga osoba.
Dotknęła palcami ust i westchnęła.
-Och!
Czując mrowienie między udami, lekko pogładziła okolice swojej myszki.
-Och Sławku, wracaj szybko, - jęknęła cicho.
W tym samym momencie cały dom zatrząsł się w posadach. Z łazienki dało się słyszeć odgłos spadającego szklanego przedmiotu. Szybko odwróciła głowę. Odwróciła głowę.
-Sławek, co to było? - spytała z przerażeniem.
Odpowiedziała jej cisza.
-Sławek!
Zza ściany nie dobiegał żaden odgłos.
-Sławek, Sławek, nic ci się nie stało?!
-Nic, nic, - usłyszała w końcu jego uspokajający głos.
Po chwili chłopak wyszedł z łazienki.
-Wychodzimy stąd! - powiedział i bez wyjaśnień zaczął szybko się ubierać.
-Co się stało?
-Nie wiem, ale nie podoba mi się to. Wrzucaj ciuchy!
Kiedy oboje byli już ubrani, pociągnął ją za rękę i zeszli na parter.
Po drodze Karolina doznała dziwnego uczucia. Czas jakby przyspieszył, w jej głowie pojawiły się wspomnienia wydarzeń, których nie było.
Na dole przyjęcie zdawało się trwać w najlepsze, ale bliższe spojrzenie na poszczególnych gości od razu rozwiewało obraz sielanki. Niektórzy zdawali się być całkowicie rozkojarzeni, rozbici, inni oszołomieni.
-Ten dom wzbudza we mnie strach, - powiedziała do Sławka.
-We mnie też, - odpowiedział, - popatrz na nich, nie są tacy sami.
Naleli sobie po lampce wina i usiedli obok siebie na kanapie. W pewnym momencie, po schodach, z piętra zszedł Piotruś.
-Mamuś, mamuś, a u mnie w pokoju jest wiosna! - powtarzał w kółko radośnie się uśmiechając.
Kobieta spojrzała na niego ze zdziwieniem.
-Piotruś, co ty mówisz? Jest środek zimy, popatrz, za oknem sypie śnieg.
Mówiąc to wskazała na przeszkloną ścianę, za którą duże, białe płatki wolno opadały na ziemię.
-Zima? Mamusiu, ale tamte aniołki...! - powiedział chłopczyk.
-Ach, rozumiem, - zwróciła się do synka, - pewnie coś ci się przyśniło? Opowiesz mamie o tym jutro rano, a teraz idź do swojego pokoiku i połóż się grzecznie do łóżeczka, dobrze?!
Po chwili zwróciła się do gości i z przepraszającym uśmiechem powiedziała:
-No tak, ta dziecięca wyobraźnia...
Chłopiec odwrócił się i dosyć niechętnie poszedł na górę.
Impreza skończyła się na nad samym ranem. Szalejąca śnieżyca zawiała drogi dojazdowe do posesji. Nikt nie mógł ruszyć w drogę powrotną. Wszyscy czekali aż służby miejskie usuną zaspy.
Kiedy Renata weszła do pokoju synka zobaczyła na stole bukiecik drobnych niebieskich kwiatuszków. Zachodziła w głowę, skąd one się wzięły, a jednak miała nieodparte wrażenie, że już gdzieś je widziała.
-Tak na pewno je widziałam, tylko gdzie?
KONIEC

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz