9. Moja kierowniczka.
Moja kierowniczka była aktywną, zadbaną kobietą oraz energiczną bizneswomen. Oprócz pracy na rzecz przedsiębiorstwa prowadziła prężnie rozwijającą się prywatną firmę. Pamiętam, jakim zaskoczeniem była dla mnie informacja, że ma już czterdzieści pięć lat. Oceniałem ją najwyżej trzydzieści pięć.
Na koniec dnia byłem tak podniecony, że nie nie byłem w stanie myśleć o niczym innym jak tylko o seksie. Co tu dużo mówić, nabrałem niesamowitej ochoty na szybki numerek z moją żoną, więc kiedy tylko stanąłem na progu domu, zawołałem:
-Aniu, cukiereczku mój, jesteś?
Objąłem ją wpół, a ona spojrzała na mnie zdziwiona.
-Co ci się stało? - spytała.
-Czy ty wiesz, jak na mnie działasz? - odpowiedziałem podekscytowany.
Moje dłonie automatycznie powędrowały pod jej sukienkę.
-Jesteś tak cudownie słodka, że mam ochotę cię zjeść.
Nim zdążyła zaprotestować, moje palce już spoczywały w jej cieczce.
-Jarek, daj spokój! - zaprotestowała.
Nie mogłem uwierzyć, że próbuje mnie odepchnąć. Miałem nadzieję, że to tylko chwilowo zły humor.
-Zróbmy to tutaj, - szepnąłem jej do ucha.
Jedną ręką masowałem jej wzgórek, z drugą rozpinałem rozporek spodni. Kiedy stałem ze sterczącym fiutem na wierzchu, wywinęła się z moich objęć.
-Kochanie, nie dzisiaj, - powiedziała stanowczo.
Nie dałem za wygraną, podszedłem z drugiej strony i zacząłem ją rozbierać.
-Aniu, słodkości ty moje.
Kiedy jej sukienka była na wysokości brzucha a figi zsunięte do kolan, odsunęła się na dwa metry. Zrobiło mi się bardzo przykro.
-Aniu, co się stało? Pragnę cię.
Zachowywała się dość nietypowo i chłodno. Patrzyłem na nią błagalnym wzrokiem.
-Aniu, proszę...
Całkowicie pozbyłem się slipów i spodni. Mój penis pulsował z pożądania, a ona nie miała ochoty.
-Daj spokój, boję się, że naszemu dziecku może się coś stać, przecież to już niedługo.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że ma prawo się obawiać, że nic nie wyjdzie z mich miłosnych zapędów.
-Rozumiem, nie możesz... no trudno.
Poczułem się nieswojo. Założyłem spodnie, a ona szybciutko schowała się w łazience. Wiedziałem, że stoję przed nowym rozdziałem mojego życia. Czekał mnie dość długi okres abstynencji seksualnej i musiałem się z tym jakoś uporać.
Kiedy ponownie pojawiła się w przedpokoju, przytuliłem ją i powiedziałem.
-Bardzo cię kocham, Aniu.
***
Na początku grudnia spadło dużo śniegu. Mimo to codziennie chodziłem do pracy. Nierówny teren, pełen stromych skarp i wzniesień był jakiś bajkowy, odrealniony.
O tej porze roku moja praca nie była ani zbyt ciężka, ani zbyt skomplikowana. Głównie odgarniałem śnieg i posypywałem chodniki piaskiem.
Któregoś pogodnego, ale bardzo mroźnego poranka, kiedy ubrany w watowe spodnie, dwa swetry i ciepłą kurtkę, wychodziłem w teren, pani Ela, moja bezpośrednia przełożona, spostrzegłszy mnie przez otwarte drzwi swojego pokoju, zawołała:
-Panie Jarku, gdzie się pan wybiera?! Dziś jest minus piętnaście, to nie jest pogoda do pracy na zewnątrz.
Stanąłem kompletnie zaskoczony.
-Więc co mam robić? - spytałem patrząc na nią.
Zerknęła na mnie i się uśmiechnęła.
-Wejdzie pan do kadrowej, tam jest dodatkowy komputer z dostępem do internetu... niech się pan doszkala.
Spojrzałem przez okno a później na cieplutki pokoik kadrowej. Rachunek był prosty. Nie było co się zastawiać. Pokiwałem głową.
-Dobrze, jak sobie pani życzy, - powiedziałem.
Moja kierowniczka była aktywną, zadbaną kobietą oraz energiczną bizneswomen. Oprócz pracy na rzecz przedsiębiorstwa prowadziła prężnie rozwijającą się prywatną firmę. Pamiętam, jakim zaskoczeniem była dla mnie informacja, że ma już czterdzieści pięć lat. Oceniałem ją najwyżej trzydzieści pięć. Już pierwszego dnia, kiedy wręczała mi dokumenty do wypełnienia, spostrzegłem, że ma zgrabne, dobrze utrzymane ciało. Jej atutem były też jasne długie włosy, duże niebieskie oczy i delikatna wypielęgnowana twarz. W moich oczach od samego początku była kanonem piękna i estetyki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz