Szukaj na tym blogu

14 października 2021

Usługi ogrodnicze.

8. Szyte grubymi nićmi.


I tak to z cichego, niepozornego chłopaczka stałem się kimś, komu można zazdrościć, chociaż nie bardzo wiedziałem czego. Nie poprzestałem na jednej opowieści, codziennie powstawały nowe, a jako że mam dość dobrą pamięć wszystkie łączyłem w jeden solidnie uporządkowany ciąg chronologiczny. Po jakimś czasie nauczyłem się ich na pamięć i mogłem opowiadać choćby w środku nocy. W całej grupie nie znalazł się ani jeden na tyle bystry, by dopatrzyć się, że wszystko szyte jest grubymi nićmi.


Jeszcze raz się przysunął.

-Młody, nie podskakuj! Teraz ci daruję, ale po wypłacie zasuwasz do „Edka”! - I na koniec śmiejąc się dodał, - Nie musi być droga.

Myślałem, że zapomni. Niestety myliłem się. Po paru dniach najbardziej aktywni zaczęli mi dokuczać.

Moje stanowisko wchodziło w skład działu logistycznego. Składała się nań zbierania różnych profesji, od hydraulików poczynając, poprzez stolarzy, murarzy i na elektrykach kończąc. Byli to ludzie o dość niskim ilorazie inteligencji, zatrudnieni jeszcze w najlepszych komunistycznych czasach, słowem, środowisko specyficzne, zamknięte, gdzie każdy nowo przybyły, niezależnie od tego, jak był dobry, miał pod górkę.

Wiedziałem, że jeśli się poddam i zacznę uciekać, będzie jeszcze gorzej, z drugiej strony nie mogłem ze wszystkimi ciągle walczyć. Byli, jacy byli. Któregoś dnia zauważyłem, że każdy w tej firmie jest jakoś zaszufladkowany. Na jednego wołali „stary złodziej”, co mu w ogóle nie przeszkadzało, drugi nosił miano „opierdalacz” i był z niego dumny, a na tego, który pierwszy mnie zaczepił, wołali „alkoholik”. Szybko spostrzegłem jednak, że większa część cech przypisywana konkretnym ludziom w ogóle nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ci prości ludzie mieli bardzo schematyczny sposób postrzegania nie tylko siebie nawzajem, ale również reszty świata. Zrozumiałem, że i ja muszę mieć jakieś miano, inaczej będę poza grupą. Jako że od dziecka miałem bujną wyobraźnię to właśnie ją zaprzęgłem do pracy.

Kłamałem na potęgę. Zmyślałem najróżniejsze historie, najczęściej erotyczne, ale opowiadałem je tak, jakbym to ja sam wszystko przeżył i wszystkiego doświadczył. Trafiłem w dziesiątkę, od razu wzbudziłem podziw i aplauz. Byli tak naiwni, że niczego nie podejrzewali.

Pierwszy raz było to w piątek. Po śniadaniu zaczepił mnie jeden z murarzy.

-Młody wiesz, jak się robi patelnię?

Uśmiechnąłem się chytrze.

-Wiem.

-No ciekawe?!

Popatrzyłem na niego.

-No co, myślisz, że jak jestem młody to niedoświadczony?

-Nooo he, he... pewnie myślisz, że patelnia do smażenia służy...

Spojrzałem na pozostałych i wypaliłem:

-A ty jesteś stary grzyb, pewnie ci nie staje i dlatego patelnia ci została. 

Pozostali wybuchli głośnym śmiechem.

-No to jak jesteś taki mądry, to opowiedz, jak się robi patelnię. Wiesz, co?

-Jak nie wiesz, to ci powiem. Baba najpierw musi szeroko rozłożyć nogi, później rozwierasz jej cipę... rozumiesz, o tak...

W tym miejscu wykonałem odpowiedni ruch palcami, a chłopakom aż języki wyszły ze zdziwienia i podniecenia. Wiedziałem, że mogę sobie pozwolić na jeszcze więcej.

-... no a teraz jęzorem, jęzorem... do dołu do góry...

Poruszyłem głową, jakbym rzeczywiście coś lizał.

-... no bo wiesz, trzeba dobrze wymasować jej dzyndzelek... łapiesz?

Widziałem, jak szczęki im opadają, a ja sam o mało nie prychnąłem śmiechem.

-O w mordę, toż to erotoman! - odezwał się ktoś obok.

-Zbok, prawdziwy zbok! - dogadywali, nadając mi jednocześnie soczyście brzmiący pseudonim.

I tak to z cichego, niepozornego chłopaczka stałem się kimś, komu można zazdrościć, chociaż nie bardzo wiedziałem czego. Nie poprzestałem na jednej opowieści, codziennie powstawały nowe, a jako że mam dość dobrą pamięć wszystkie łączyłem w jeden solidnie uporządkowany ciąg chronologiczny. Po jakimś czasie nauczyłem się ich na pamięć i mogłem opowiadać choćby w środku nocy. W całej grupie nie znalazł się ani jeden na tyle bystry, by dopatrzyć się, że wszystko szyte jest grubymi nićmi.

No i zaakceptowali mnie. Nie musiałem już walczyć o pozycję w stadzie, miałem ją już zagwarantowaną, na zawsze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...