17. Niczym lawa w wulkanie.
Czarny wstał, był już bez spodni. Uklękła u jego stóp i chwyciła w usta jego grubą pałę. Byłem przerażony. Fiut był gigantyczny, ledwie mieścił się w jej buzi. Murzyn miał gęsty kędzierzawy, ale bardzo krótko przystrzyżony, zarost. Wzbierała we mnie zazdrość i pożądanie. Uczucia buzowały niczym lawa w wulkanie.
Można powiedzieć, że całkowicie zatraciłem się w opowiadanej przez siebie historii. Wciągnęła mnie tak bardzo, że straciłem poczucie gdzie się znajduję i jaką rolę w tym wszystkim tak naprawdę odgrywam. Chociaż z drugiej strony jej obecność, obecność prawdziwej atrakcyjnej kobiety niesamowicie pobudzała. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Dodawałem coraz to nowe szczegóły, detale, których nie było w poprzednich wersjach mojego opowiadania. Tak więc mówiłem:
Stała przed oknem, za którym widać było bujny, zielony ogród.
-Masz tylko patrzeć, - rozkazała.
Następnego wieczoru nakazała mi stawić się w tym samym hotelu. Kiedy wszedłem do jej pokoju półleżała na sofie oparta o miękkie poduchy. Nie potrafię nawet określić, w którym momencie mieliśmy już towarzystwo.
-Och chłopcy, chłopcy! - wzdychała z przejęciem.
Z jednej strony siedziałem ja, z drugiej czarnoskóry, potężny facet.
-Bawcie się ze mną, zróbcie mi dobrze! - zachęcała, jak kotka w rui.
Czarny miał na sobie, jeszcze czarniejszą, koszulkę na wąskich ramiączkach.
-Kurwa, Leo, King Kongu ty, - wyrwało się z jej gardła, kiedy zerknęła w jego krocze.
Na jej twarzy malował się prawdziwy zachwyt.
-W Afryce upolowaną zwierzynę na nim wieszasz?!
-Nie, takie dziwki, jak ty, - warknął szczerząc zęby.
Była ściśnięta między naszymi ciałami. W ogóle się nie przejęła jego drwiącym tonem.
-Taki chuj, to marzenie każdej dupy.
-Nie wątpię, - prawie parsknął śmiechem.
Rozłożyła szeroko uda, szerzej niż poprzednio. Uniosła do góry i założyła na nasze kolana. Byłem jeszcze bardziej skrępowany niż wczoraj. Poza tym było mi gorąco i dość niewygodnie.
-Chcę, żebyś rozerwał mi cipę. Teraz! - zwróciła się z rozkazem do czarnoskórego.
-Pierdol się, stara kurwo, - warknął łamaną polszczyzną po raz drugi.
Jej sukienka podwinęła się na środek brzucha, odsłaniając białe majtki w różowe lody.
-Jak tego nie zrobisz, to naślę na ciebie urząd imigracyjny i wywiozą cię do dżungli małpy ruchać.
Pani Ela zrobiła wielkie oczy, ale nie odezwała się ani słowem. Wiedziała, że jak przerwę to mogę już nie skończyć, a ona bardzo chciała usłyszeć, jaki będzie finał tej opowiastki. Mówiłem dalej:
Czarny koleś chwycił ją za szyję i spojrzał spod mocno opuszczonych powiek. Najwyraźniej miał zamiar ją pocałować.
-A tobie Jurek, fiutek jeszcze nie stanął?! - rzuciła macając mnie przez spodnie.
Jasne, że stanął, tylko jej ręka znalazła się nie tam, gdzie trzeba.
Dziewczyna trzymała go za grubego, sztywnego chuja, który wystawał z jego rozporka. Laga była jak kij bejsbolowy o spiczastej, czarnej, lśniącej głowicy. Drugą dłonią macała mnie przez spodnie.
-A, stanął ci. Aha, - mruknęła.
Jednak to fujara Leonarda interesowała ją bardziej. Patrzyła na nią z taką miną, jakby za chwilę miała zjeść tego węża. Drugą ręką grzebała po przeciwnej stronie, starając się dobrać do mojego kutasa. W końcu się jej to udało.
-To już wszystko?! - fuknęła niezadowolona.
Patrzyłem i widziałem, że zaczynała trzepać gruchę czarnuchowi. W końcu wybadała rzeczywiste rozmiary mojego narzędzia.
-Dobra może być, - stęknęła krzywiąc się.
Czarny wstał, był już bez spodni. Uklękła u jego stóp i chwyciła w usta jego grubą pałę. Byłem przerażony. Fiut był gigantyczny, ledwie mieścił się w jej buzi. Murzyn miał gęsty kędzierzawy, ale bardzo krótko przystrzyżony, zarost. Wzbierała we mnie zazdrość i pożądanie. Uczucia buzowały niczym lawa w wulkanie.
-Elżbieto, och, co ty robisz, nie ja nie mogę, co ty wyprawiasz, przestań, zostaw go, zostaw to paskudztwo! - próbowałem ją powstrzymać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz