4. Ostrą stroną gąbki.
Nim zamilkła mydliłem ją już żelem do kąpieli. Ostrą stroną gąbki jeździłem między jej łopatkami, bo to sprawiało jej największą przyjemność i to był właśnie najlepszy sposób, żeby ją udobruchać. Nie chciałem jednak sprawić jej bólu i dlatego starannie dobierałem siłę nacisku.
Mój kalendarz wypełniony był po brzegi, ciągle praca goniła pracę, w domu byłem jedynie gościem. Odbijało się to na sytuacji rodzinnej. Żona była rozdarta: z jednej strony chciała, bym zarabiał jak najwięcej, a z drugiej pragnęła mieć mnie przy sobie.
Któregoś dnia powiedziała do mnie z żalem:
-Kasia prawie cię nie widuje, żebyś wiedział, jak ona na ciebie czeka.
Doskonale o tym wiedziałem. Przecież to ja kilkakrotnie byłem z nią u psychologa dziecięcego, jednak w tej sytuacji niewiele mogłem poradzić. Popatrzyłem i pokiwałem głową.
-Co ja mogę?! Widzisz przecież, że haruję jak wół.
Spojrzała mi w oczy.
-Mnie też jesteś potrzebny, już nie pamiętam, kiedy ostatnio kochaliśmy się, jak Bóg przykazał.
Rzeczywiście w pewnych dziedzinach naszego życia, trzeba było co, nie co poprawić.
-Zawsze coś nam przeszkadza... - próbowałem się tłumaczyć.
Popatrzyła mi w oczy i dodała:
-A kiedy nie przeszkadza, to jesteś, tak zmęczony, że zasypiasz?
Miała rację, bywały dni, że nawet na seks nie miałem ochoty.
Zrobiło mi się głupio.
-Obiecuję, że jak tylko będziemy mieli trochę więcej czasu, wszystko nadrobię.
-Taa obiecanki, cacanki, - odpowiedziała z ironią.
Ta rozmowa zaczęła mnie trochę irytować. Nie mogłem wydłużyć doby, a mój organizm też miał swoje prawa.
-Aniu, myślisz, że mnie ciebie nie brakuje?! Sama zawsze powtarzasz, że w naszej sytuacji to pieniądze muszą być najważniejsze.
-Tak, wiem, - zgodziła się.
Kolejnego wieczoru, jak zwykle, zmęczony i brudny wróciłem do domu. Zaskoczyła mnie, rzadko spotykana, o tej porze cisza.
-Aniu, już jestem! - zawołałem od progu, oczekując, że za chwilę przywita mnie słodkim buziakiem.
Nikt nie odpowiadał. Pomyślałem, że jest w kuchni i wszedłem.
-Ale jestem głodny! Co na kolację? - mówiłem zaczepnie.
Wciąż nie było odzewu. Zaniepokoiłem się.
-Halo! - zawołałem.
Kiedy wszedłem do salonu, usłyszałem szum wody dobiegający z łazienki.
-Ach, tu jesteś, - mruknąłem do siebie, - zrobię ci niespodziankę.
Cicho rozebrałem się i, w samym ręczniku, nacisnąłem klamkę. Drzwi nie były zamknięte. Wszedłem do środka i przekręciłem klucz. Po chwili rozsunąłem połówki kabiny. Była tak zaabsorbowana kąpielą, że nic nie słyszała. Stała naga, cała w pianie, tyłem do mnie.
Wykorzystałem sytuację i chwyciłem ją za mokre pośladki. Wrzasnęła, przywierając do przeciwległej ściany. Zacząłem się śmiać, a z jej oczu strzeliły iskry.
-Ty łajdaku, chcesz wystraszyć mnie na śmierć. Roześmiałem się.
-Nic z tych rzeczy, kochanie, chcę umyć ci plecy.
Wszedłem do środka i przytuliłem ją mocno.
-Ale ci serce łomocze, - powiedziałem.
Trwaliśmy tak przez chwilę, jej lęk zdawał się przeradzać w subtelne, lecz gorące podniecenie.
-Chciałeś wyszorować mi plecy? - spytała.
Wiedziałem, że wmyśliła słodką zemstę, patrzyłem, jak na jej ustach pojawia się chytry uśmiech.
-No dobrze, dam ci szansę.
Odczekała kilka sekund i zmysłowo zagryzła dolną wargę.
-Jeśli jesteś taki dobry, to myj.
Nim zamilkła mydliłem ją już żelem do kąpieli. Ostrą stroną gąbki jeździłem między jej łopatkami, bo to sprawiało jej największą przyjemność i to był właśnie najlepszy sposób, żeby ją udobruchać. Nie chciałem jednak sprawić jej bólu i dlatego starannie dobierałem siłę nacisku. Ona jednak narzekała:
-Co tak marnie?!
-Będzie piekło, - ostrzegłem.
-Ty już się o nie tak nie martw, tylko szoruj!
Stałem się mniej delikatny.
-O lepiej! - westchnęła.
-Straszna z ciebie pieszczocha, - stęknąłem, czując drętwienie rąk.
-Ale mi dobrze! - przeciągnęła się jak kotka.
-Przecież wiem, - mruknąłem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz