2. Nie wystarczy zwykła praca.
Dobrze wiedziałem, że aby wyjść z wiru zobowiązań, nie wystarczy zwykła praca. Jeśli nie chciałem uciekać przed dłużnikami, musiałem wymyślić coś zupełnie nowego. W tamtej chwili poprzysiągłem sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pomóc mojej rodzinie. Mimo wszystko nie miałem pojęcia jak tego dokonać.
Chcąc się bardziej zbliżyć, drugi raz mruknąłem porozumiewawczo.
-No, a ta druga?
Ania się uśmiechnęła.
-Sam sprawdź.
Odsłoniła lekko brzuch, przyłożyłem dłoń. Przysunęła się bliżej i głęboko spojrzała mi w oczy.
-Ale wielki, - westchnąłem
-To twoja sprawka, kochanie, - szepnęła.
Podrapałem się po głowie.
-Wiem...
Po chwili poczułem delikatne, ale wyraźne uderzenie.
-Kopie! - zawołałem.
-I to jeszcze jak?!
-Czy to normalne? - zdziwiłem się.
-Ma swoje humory, - wyjaśniła, śmiejąc się.
Ja też się roześmiałem.
-Niezły ancymonek z niego rośnie, - powiedziałem, w ogóle już nie czując zmęczenia.
Chciałem, już nie tyle, się z nią kochać ile przede wszystkim mocno przytulić.
-Chodź do mnie, - powiedziałem.
-Słucham? - zdziwiła się.
Objąłem ją czule.
-Dziękuję, - szepnąłem.
Wtuliła się we mnie jak w poduszkę. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że byłem w brudnej, roboczej kurtce.
- Poczekaj chwilę, przebiorę się.
Mimo wszystko najpierw poszedłem do pokoju dziecka. Zbliżyłem się do łóżeczka, w którym spała Kasia.
Ania stanęła za moimi plecami.
-Znowu... - odezwała się.
Spojrzałem na nią zdziwiony.
-Ten, twój anielski uśmiech, - dodała.
-Przepraszam, nie mogę inaczej.
Jasne, lekko kręcone włosy, okalały piękną harmonijną malutką buzię. Kiedy się pochyliłem, dziecko otworzyło oczy.
-Tatuś?
-Śpij kochanie, - powiedziałem cicho i pogłaskałem ją po główce.
-Tatuś przyjechał, - powtórzyła już całkiem rozbudzona.
Tymczasem za moimi plecami spokojnie czekała żona. Kiedy córka przytuliła się do mnie, Ania zaczęła niepewnie:
-Przyszło wezwanie do spłaty długu.
Oprzytomniałem. Te słowa, od razu przypomniały mi, w jakiej znajdujemy się rzeczywistości. Od czasu, kiedy wzięliśmy ślub, to właśnie żona zajmowała się naszymi sprawami finansowymi: prowadziła dom i regulowała należności. Do tej pory, mimo trudnych warunków, robiła to perfekcyjnie. Jednak tym razem musiało pójść coś nie tak.
-Nie chcą czekać?
-Piszą, że sprawę kierują do sądu.
-Jak to możliwe, przecież tyle pracuję?!
-Mówisz tak, jakbyś nie znał dzisiejszych cen!
-Przecież płaciliśmy na bieżąco, Aniu.
-Płaciliśmy, Jarku, płaciliśmy...
-Nie rozumiem.
-W ostatnim miesiącu trzy razy byłeś z małą u lekarza i dużo mniej pracowałeś.
Usiadłem na krześle. Świat zaczął usuwać mi się spod stóp.
-Nie da się z nimi, jakoś dogadać?!
Pokręciła głową. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie należę do ludzi, którzy zbyt łatwo się poddają. Czasami mimo znikomych szans na zwycięstwo, walczę do samego końca.
-Musimy zapłacić, - powiedziałem cicho.
Spojrzała na mnie pustym wzrokiem.
-Jak?
Zagryzłem wargę.
-Chociaż część...
Zmarszczyła brwi.
Dobrze wiedziałem, że nasze oszczędności skończyły się już dawno.
Jakby gorączkowo szukała jakiegoś rozwiązania.
-Z czego? Przecież, jeszcze mamy te raty za meble i samochód!
Długą chwilę milczeliśmy. Sytuacja na pozór była bez wyjścia. Staliśmy i patrzeliśmy na siebie. Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy. Nie wytrzymałem i odezwałem się pierwszy.
-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Dam ogłoszenie w prasie lokalnej, wezmę więcej zleceń, jakoś podołamy.
Dobrze wiedziałem, że aby wyjść z wiru zobowiązań, nie wystarczy zwykła praca. Jeśli nie chciałem uciekać przed dłużnikami, musiałem wymyślić coś zupełnie nowego. W tamtej chwili poprzysiągłem sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pomóc mojej rodzinie. Mimo wszystko nie miałem pojęcia jak tego dokonać.
Pochyliła głowę, by schować się w moich ramionach. Pocałowałem ją w sam czubek.
Położyliśmy się do łóżka. Przez zasłonięte okna sypialni wpadały mętne smugi światła ulicznych latarni. Leżeliśmy wtuleni w siebie, było mi dobrze, nie pragnąłem nic więcej, nic, co wykraczałoby poza granice zapewnienia mojej kobiecie i moim dzieciom bezpieczeństwa. Chciałem, żeby nigdy więcej już nie płakała, by zawsze była szczęśliwa.
Mimo tak olbrzymich kłopotów tamte chwile wspominam, jako jedne z najbardziej szczęśliwych w moim życiu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz