Szukaj na tym blogu

8 października 2021

Usługi ogrodnicze.

2. Nie wystarczy zwykła praca.


Dobrze wiedziałem, że aby wyjść z wiru zobowiązań, nie wystarczy zwykła praca. Jeśli nie chciałem uciekać przed dłużnikami, musiałem wymyślić coś zupełnie nowego. W tamtej chwili poprzysiągłem sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pomóc mojej rodzinie. Mimo wszystko nie miałem pojęcia jak tego dokonać.


Chcąc się bardziej zbliżyć, drugi raz mruknąłem porozumiewawczo.

-No, a ta druga?

Ania się uśmiechnęła.

-Sam sprawdź.

Odsłoniła lekko brzuch, przyłożyłem dłoń. Przysunęła się bliżej i głęboko spojrzała mi w oczy.

-Ale wielki, - westchnąłem

-To twoja sprawka, kochanie, - szepnęła.

Podrapałem się po głowie.

-Wiem...

Po chwili poczułem delikatne, ale wyraźne uderzenie.

-Kopie! - zawołałem.

-I to jeszcze jak?!

-Czy to normalne? - zdziwiłem się.

-Ma swoje humory, - wyjaśniła, śmiejąc się.

Ja też się roześmiałem.

-Niezły ancymonek z niego rośnie, - powiedziałem, w ogóle już nie czując zmęczenia.

  Chciałem, już nie tyle, się z nią kochać ile przede wszystkim mocno przytulić. 

-Chodź do mnie, - powiedziałem. 

-Słucham? - zdziwiła się.

Objąłem ją czule.

-Dziękuję, - szepnąłem.

Wtuliła się we mnie jak w poduszkę. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że byłem w brudnej, roboczej kurtce. 

- Poczekaj chwilę, przebiorę się.

Mimo wszystko najpierw poszedłem do pokoju dziecka. Zbliżyłem się do łóżeczka, w którym spała Kasia.

Ania stanęła za moimi plecami.

-Znowu... - odezwała się.

Spojrzałem na nią zdziwiony.

-Ten, twój anielski uśmiech, - dodała.

-Przepraszam, nie mogę inaczej.

Jasne, lekko kręcone włosy, okalały piękną harmonijną malutką buzię. Kiedy się pochyliłem, dziecko otworzyło oczy.

-Tatuś?

-Śpij kochanie, - powiedziałem cicho i pogłaskałem ją po główce.

-Tatuś przyjechał, - powtórzyła już całkiem rozbudzona.

Tymczasem za moimi plecami spokojnie czekała żona. Kiedy córka przytuliła się do mnie, Ania zaczęła niepewnie:

-Przyszło wezwanie do spłaty długu.

Oprzytomniałem. Te słowa, od razu przypomniały mi, w jakiej znajdujemy się rzeczywistości. Od czasu, kiedy wzięliśmy ślub, to właśnie żona zajmowała się naszymi sprawami finansowymi: prowadziła dom i regulowała należności. Do tej pory, mimo trudnych warunków, robiła to perfekcyjnie. Jednak tym razem musiało pójść coś nie tak.

-Nie chcą czekać?

-Piszą, że sprawę kierują do sądu.

-Jak to możliwe, przecież tyle pracuję?!

-Mówisz tak, jakbyś nie znał dzisiejszych cen!

-Przecież płaciliśmy na bieżąco, Aniu.

-Płaciliśmy, Jarku, płaciliśmy...

-Nie rozumiem.

-W ostatnim miesiącu trzy razy byłeś z małą u lekarza i dużo mniej pracowałeś.

Usiadłem na krześle. Świat zaczął usuwać mi się spod stóp.

-Nie da się z nimi, jakoś dogadać?!

Pokręciła głową. Nie mogłem w to uwierzyć. Nie należę do ludzi, którzy zbyt łatwo się poddają. Czasami mimo znikomych szans na zwycięstwo, walczę do samego końca.

-Musimy zapłacić, - powiedziałem cicho.

Spojrzała na mnie pustym wzrokiem.

-Jak?

Zagryzłem wargę.

-Chociaż część...

Zmarszczyła brwi.

Dobrze wiedziałem, że nasze oszczędności skończyły się już dawno. 

Jakby gorączkowo szukała jakiegoś rozwiązania.

-Z czego? Przecież, jeszcze mamy te raty za meble i samochód!

Długą chwilę milczeliśmy. Sytuacja na pozór była bez wyjścia. Staliśmy i patrzeliśmy na siebie. Po chwili w jej oczach pojawiły się łzy. Nie wytrzymałem i odezwałem się pierwszy.

-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Dam ogłoszenie w prasie lokalnej, wezmę więcej zleceń, jakoś podołamy.

Dobrze wiedziałem, że aby wyjść z wiru zobowiązań, nie wystarczy zwykła praca. Jeśli nie chciałem uciekać przed dłużnikami, musiałem wymyślić coś zupełnie nowego. W tamtej chwili poprzysiągłem sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by pomóc mojej rodzinie. Mimo wszystko nie miałem pojęcia jak tego dokonać.

Pochyliła głowę, by schować się w moich ramionach. Pocałowałem ją w sam czubek.

Położyliśmy się do łóżka. Przez zasłonięte okna sypialni wpadały mętne smugi światła ulicznych latarni. Leżeliśmy wtuleni w siebie, było mi dobrze, nie pragnąłem nic więcej, nic, co wykraczałoby poza granice zapewnienia mojej kobiecie i moim dzieciom bezpieczeństwa. Chciałem, żeby nigdy więcej już nie płakała, by zawsze była szczęśliwa. 

Mimo tak olbrzymich kłopotów tamte chwile wspominam, jako jedne z najbardziej szczęśliwych w moim życiu. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...