3. Brałem też inne zlecenia.
Oprócz Leśniewskich miałem kilku innych, także stałych klientów. Starałem się być wobec nich lojalny, ponieważ stanowili filar mojej działalności, byli niezawodni i zapewniali równomierny dopływ gotówki. Chociaż brałem też inne zlecenia: nie tylko kosiłem trawniki, czy przycinałem krzewy, ale też pieliłem, zamiatałem, a nawet trzepałem dywany. Wykonywałem wszystko, co przynosiło jakikolwiek dochód.
W pewnym momencie moja ręka powędrowała pod jej koszulę. Czułem, jak mocno bije jej serce, jak drży, jak szybko oddycha. Bez pośpiechu gładziłem i ugniatałem jej piersi, końcami palców muskałem twarde, jak żołędzie, sutki.
-Kochany, och, rób mi tak, och... - szeptała, zagryzając moje ucho.
Przejechałem dłonią po napiętej skórze wydatnego brzuszka, sięgnąłem do kępki włosów między jej udami. Mój penis był sztywny i gotowy.
-Aniu, słodka moja!
Drżała coraz bardziej.
-Kocham cię, kocham! Weź mnie teraz! - szeptała, a w tym szepcie było pragnienie całkowitego zjednoczenia.
Objęła mój tors i szerzej rozchyliła uda.
-Och, kochana moja, twój kwiatuszek jest taki napęczniały, soczysty, och tak bardzo mnie podnieca! - mówiłem, gładząc jej wzgórek.
Przytuliła się jeszcze mocniej. W końcu palec wskazujący mojej prawej dłoni wjechał między grube wargi i zanurzył się w wilgotnym, gorącym wnętrzu.
-Ooooooch! - jęknęła słodko. Sięgnęła ręką do mojego penisa, wyłuskała go ze slipów i zaczęła się nim bawić.
W tym samym momencie, w pokoju obok rozległ się płacz. Przerwaliśmy pieszczoty i nasłuchując, odczekaliśmy chwilę. Zawodzenie nie ustawało.
-Poczekaj, trzeba sprawdzić, co się stało, - powiedziałem, unosząc się na łokciach.
Ania zatrzymała mnie w pół drogi.
-Ja to zrobię, - powiedziała, uśmiechając się słodko.
Wstała i poszła do pokoju dziecka.
Leżałem z rękoma pod głową, zastanawiając się, jakie pieszczoty sprawią jej większą przyjemność. Miałem ochotę posmakować jej soczystej muszelki, chciałem poczuć jej zapach i ciepło. Rozmarzyłem się. Jednak minęło kilka minut i płacz nie ustawał. Podniosłem i poszedłem do żony.
Kiedy wszedłem, zobaczyłem, że chodzi z córką po pokoju.
-No co ty, na ręku ją nosisz, w twoim stanie?! - powiedziałem z wyrzutem. Pochyliłem się i wziąłem dziecko. W chwilę potem spojrzałem w wystraszone oczka.
-No, co się stało? - spytałem ciepło.
Kasia od razu przywarła do mnie. Jej mała buzia była mokra od łez. W ostatnim miesiącu parokrotnie budziła się w środku nocy z płaczem. Śniły się jej koszmary. Tak było i tym razem.
Parę razy przemierzyłem pokój.
-Już dobrze, już dobrze, zobacz, tatuś jest tutaj, nie pozwoli, ny stało ci się coś złego.
Wciąż płakała. Musiała wystraszyć się bardziej niż zwykle.
-Co to było, córeczko?
-Potwoly, potwoly, - powtarzało dziecko.
Po paru minutach uznałem, że najlepszym sposobem, by zasnęła, jest położenie się razem z nią. W salonie stała wygodna sofa, Ania przykryła nas kocem. Wkrótce zasnęliśmy.
Następnego dnia, podczas pracy zadzwonił telefon:
-Panie Jarku, kiedy pan do nas przyjdzie? - usłyszałem głos Leśniewskiej.
Leśniewscy byli dobrze sytuowanymi emerytami, prowadzącymi sklep internetowy. Byli moimi stałymi klientami. Ceniłem ich za to, że nigdy nie zalegali z płatnościami. Miałem u nich zaległą pracę. Pani Jadzia wszystkiego skrupulatnie pilnowała, jednak nie sądziłem, że tak szybko się odezwie.
-Panie Jarku, trzeba skosić trawnik i przyciąć krzewy, - była wyraźnie zaniepokojona.
-Rozumiem, ale mam nawał pracy... jednak dla pani znajdę czas.
-To kiedy?! - podchwyciła.
-Dziś o szesnastej? - zaproponowałem.
-Dobrze, w takim razie czekam.
-Będę o szesnastej, - powiedziałem, uśmiechając się do komórki.
Jakby to wyczuła i roześmiała się w głos.
-Panie Jarku, jest pan niezastąpiony.
Oprócz Leśniewskich miałem kilku innych, także stałych klientów. Starałem się być wobec nich lojalny, ponieważ stanowili filar mojej działalności, byli niezawodni i zapewniali równomierny dopływ gotówki. Chociaż brałem też inne zlecenia: nie tylko kosiłem trawniki, czy przycinałem krzewy, ale też pieliłem, zamiatałem, a nawet trzepałem dywany. Wykonywałem wszystko, co przynosiło jakikolwiek dochód.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz