15. Czym żeś ty go karmił?!
Po chwili była kompletnie naga. Siadła przodem do mnie, odchyliła się do tyłu i podparła na jednej ręce. Nie przejmowała się, chciała wpędzić mnie w kompleksy. Precyzyjnie dobierała zwroty.
-Czym żeś ty go karmił?! - ciskała słowami.
Pani Ela nic nie mówiła. Przysunęła się tylko bliżej i uważnie słuchała, ale ja czułem, że dopiero teraz się zacznie. Starałem się całą uwagę skupić na opowieści i nie zwracać uwagi na nią. Wszystkimi swoimi zmysłami czułem, że jest bardzo podniecona. Wystarczyła tylko iskra, aby rozniecić pożar. Przymykając lekko powieki mówiłem dalej:
Jej kolana i uda zsunięte były do środka, dość mocno napięte. Milczałem, na zewnątrz byłem spokojny, ale w środku dygotałem, jak galareta. Wyczuwała co się ze mną dzieje i, jeszcze bardziej, ją to nakręcało.
-Chcę, żebyś na mnie patrzył, - mówiła głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Cały ciężar ciała oparła na palcach szeroko rozstawionych stóp. Byłem skrępowany, zdenerwowany, ale i tak zachłannie patrzyłem pod jej sukienkę. W środku tego specyficznego tulipana siedział zgrabny tyłeczek i, już poprawnie naciągnięte, majtki.
-Przestań, zachowujesz się nieodpowiedzialnie, - wyraziłem swoje niezadowolenie.
Nie dawała się zbić z tropu.
-Chcę, żebyś na mnie cały czas patrzył.
Podniecałem się coraz bardziej.
-Nie chcę, przestań! - protestowałem.
Wciąż się na mnie gapiła, uśmiechała się szeroko, chociaż może mi się tylko tak zdawało, może ten uśmiech był grymasem. Mrużyła powieki, jej jasna, długa grzywka częściowo zasłania oczy. Pół siedziała, pół leżała zwrócona do mnie dupą. Nie potrafiłem określić, jak zakończy się ten wieczór. Zastanawiałem się, co za chwilę się stanie. Może dostanę w mordę, może sama mnie zgwałci, a może jeszcze coś innego. Na podłodze znajdowała się miękka wykładzina dywanowa. Wyobrażałem sobie, że ją na niej rucham. Mój kutas raz podnosił się, raz opadał. Nie wiedziałem, dlaczego tak się działo, nie panowałem nad własnym ciałem.
-Nie odwracaj wzroku! - krzyknęła.
Po krótkim czasie jej majtki ściągnięte były na uda. Może to śmieszne, ale od początku naszej znajomości, ani razu, nie uprawialiśmy normalnego seksu. Owszem pieściliśmy się, lizałem jej cipeczkę, ona waliła mi konia, ale nigdy, tak do końca. Zawsze lubiła mnie w jakiś sposób wykorzystywać i pastwić się. Czułem się z tym dziwnie, ale mimo wszystko, nie mogłem się bez tego obejść.
-He, co ty na to?! - żachnęła się.
Skręciła tułów i patrzyła w moją stronę.
-Twój fiut nie siedział jeszcze w takiej piździe, - mówiła ironicznie.
Jej słowa raniły, ale, w jakiś dziwny sposób, podniecały.
Jedną ręką podparła się na podłodze a drugą rozchyliła pośladki. Patrzyła w moje krocze.
-Ale ci się odznacza przez spodnie, - powiedziała ze śmiechem.
Coraz trudniej było mi zapanować na sobą. Między jej palcami przeciskała się szparka z delikatnymi różowymi płatkami. Miałem prawdziwy dylemat: zrobić co chciała, czy pozostać niewzruszonym. Co byłoby lepsze?
-No wyjmij go, śmiało, - zachęcała łagodniejszym tonem.
Na jej nadgarstku znajdowała się rozkoszna biżuteria: łańcuszek, i kłódeczka w kształcie serduszka. Zastanawiałem się, kto jej to kupił. Czekałem.
-Nie krępuj się, - powtórzyła ciepło. Jej dłoń była drobna, ale mocna. Uśmiech nie znikał z jej twarzy, jednak mierzyła mnie czujnym spojrzeniem.
-Hi, hi, hi… ale masz małego kutaska. Mój fiut wcale nie był taki mały. Nie był może olbrzymem, raczej normalnych rozmiarów, ale ona i tak wiedziała swoje.
Po chwili była kompletnie naga. Siadła przodem do mnie, odchyliła się do tyłu i podparła na jednej ręce. Nie przejmowała się, chciała wpędzić mnie w kompleksy. Precyzyjnie dobierała zwroty.
-Czym żeś ty go karmił?! - ciskała słowami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz