38. Nie będę jej wyprowadzał z błędu.
Teraz leżę pod palmami na Wyspach Wielkanocnych i sączę egzotycznego drinka. Ania jest święcie przekonana, że wyjazd w całości sfinansowałem z działalności firmy i raczej nie będę jej wyprowadzał z błędu.
Mijał czas, dzwoniły kolejne panie. Nauczyłem się masażu erotycznego, z zapałem studiowałem zasady savoir-vivre, z wypiekami na twarzy i ukradkiem czytałem sztukę Kamasutry i szybko stałem się rzeczywistym fachowcem w tej dziedzinie. Okazało się, że mam do tego wyjątkowy dar, tak przynajmniej twierdziły moje klientki. Wieść o moich niezwykłych umiejętnościach rozeszła się wśród dojrzałych bizneswomen pocztą pantoflową na taką skalę, że prawdziwa pielęgnacja ogrodów stała się tylko skromnym dodatkiem i przykrywką dla mojej niecnej działalności.
Co tu dużo mówić, stałem się żigolakiem, chłopakiem do towarzystwa, albo jak twierdzą złośliwi męską, lecz luksusową dziwką. Zresztą, trudno było to gdzieś zaszufladkować. Nie tylko wyśmienicie goliłem cipki na najprzeróżniejsze, wymyślnie nieraz sposoby, ale też służyłem ramieniem podczas kolacji towarzyskich, czy biznesowych, zabawiałem ciekawą, wysublimowaną rozmową, czy też, jak czasami bywało, po prostu słuchałem. Wraz z umiejętnościami rosła też moja stawka. Zacząłem przebierać w ofertach i podejmowałem się tylko tych najbardziej intratnych.
W ciągu kilku miesięcy zarobiłem taką sumę, że bez problemu za jednym razem mógłbym spłacić wszystkie moje długi. Nie zrobiłem tego jednak w obawie przed ujawnieniem się. Moja żona nawet najczarniejszych snach nie podejrzewała, czym się naprawdę zajmuję. Część mojego dochodu ulokowałem w obligacjach skarbu państwa, część akcjach, ale ogromną większość odkładałem do tak zwanej skarpety.
Po roku wynająłem nowy, luksusowy samochód, oraz kawalerkę w Warszawie, zakupiłem też kilka drogich garniturów. Prowadziłem podwójne życie: z jednej strony byłem skromnym ogrodnikiem a z drugiej ekskluzywnym panem do towarzystwa. Moja szefowa, poza tym, że była serdeczną przyjaciółką, została moim mentorem i przewodniczką po nowym świecie. Ustawiała kolejne spotkania, dbała o to, żebym, po późniejszym niż zwykle powrocie do domu, zawsze miał alibi.
Po dwóch latach całkowicie zrezygnowałem z pracy w przedsiębiorstwie i zarejestrowałem niezależną działalność gospodarczą. Zacząłem płacić regularnie podatki i ZUS. Zatrudniłem dwóch ludzi, tylko po to, żeby nikt nie podejrzewał, skąd pochodzi mój rzeczywisty dochód.
Teraz leżę pod palmami na Wyspach Wielkanocnych i sączę egzotycznego drinka. Ania jest święcie przekonana, że wyjazd w całości sfinansowałem z działalności firmy i raczej nie będę jej wyprowadzał z błędu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz