34. Pokaże pan swój wycior.
-No widzę, że profesjonalnie podchodzi pan do swojego zajęcia, ale nie o taki sprzęt mi chodziło.
-Tak? Nie rozumiem... - udawałem.
-Pokaże pan swój wycior.
-Wycior?
-Tak wycior. Muszę zobaczyć, czy jest odpowiednich rozmiarów.
Tydzień później zadzwoniła pierwsza klientka. Przyznam się, że byłem kompletnie zaskoczony.
-Pan Jarek?
-Tak.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Słucham.
-Dzwonię z polecenia pani Eli.
-Tak?
-Nie wiem jak zacząć?
-Najlepiej od początku, - roześmiałem się.
-Kiedy widzi pan... to nie takie proste.
-Może jednak pani powie?
-Ela dużo o panu opowiadała.
-Tak? - spytałem z zaciekawieniem.
-Podobno jest pan wyśmienitym ogrodnikiem...
-Jestem dobry, ale bez przesadny.
-Boże, jak to panu powiedzieć? - westchnęła.
-Czy to taki problem?
-Problem? Tak, och tak.
-Niech pani mówi.
-No dobrze. Mój ogródek jest bardzo zaniedbany.
-Jak większość o tej porze roku.
-Doprowadzi go pan do porządku? - wypaliła, jakby bała się, że nie dam jej skończyć.
-Jestem ogrodnikiem, proszę pani. Myślę, że dam sobie radę nawet z najbardziej zaniedbanym ogrodem.
Zamilkła.
-Halo?!
Cisza.
-Halo, proszę pani?!
-Nie o taki ogródek chodzi...
-Ach rozumiem...
-Zgodzi się pan?
-Jeśli pani Ela polecała... dobrze.
-Doprowadzi go pan do porządku?
-No zobaczymy, co się da zrobić.
-Bardzo, bardzo panu dziękuję.
-Nie ma za co. Pani za to płaci.
-Tak, tak... wiem. No, to na kiedy możemy się umówić?
W słuchawce słyszałem jej przyspieszony oddech.
-Halo!
-Jestem.
-Jak ma pani na imię?!
-Mirka.
-Pani Mirko, pozwoli pani, że spojrzę w kalendarz?
-Tak, tak oczywiście.
-W przyszłą sobotę może być?
-Jak najbardziej, o której mam się pana spodziewać?
-Będę około dziewiątej. Gdzie pani mieszka?
Podała adres i zakończyła.
Kiedy przyszła sobota, poddenerwowany wyruszyłem dużo wcześniej. Na miejscu zastałem piękny dom otoczony dużym wypielęgnowanym ogrodem. Nim nacisnąłem na hamulec brama sama zaczęła się otwierać.
Moja klientka stała w drzwiach, w samym szlafroku. Od razu przypadła mi do gustu. Miała około czterdziestu pięciu lat, ciemne półdługie włosy i brązowe, łagodne oczy.
-Ależ pan młody, - westchnęła z nieskrywanym zadowoleniem. -Zapraszam.
Może nie była tak ładna, jak pani Ela, ale odniosłem wrażenie, że jej cera jest jeszcze bardziej delikatna. Zacząłem się zastanawiać jak one to robią?
Rozejrzałem się dookoła tak, jakbym przyjechał tu robić porządki, ale nigdzie nie widziałem czegokolwiek, co wymagałoby poprawienia.
-Och, niech pana nie zwiedzie wygląd tego wszystkiego. Musiałam zwolnić ogrodnika.
-Był za stary? - uśmiechając się wszedłem jej w słowo.
-Powiedzmy, że nie ze wszystkimi czynnościami sobie radził.
Postanowiłem się z nią nieco podrażnić.
-Co pani mówi, przecież ogród jest przepiękny.
Spojrzała na mnie z pretensją, wręcz oburzeniem.
-Tak pan sądzi, a to?! - rzuciła odsłaniając poły szlafroka.
Zaniemówiłem. Pod spodem nic nie miała. Zmierzyłem ją wzrokiem od góry do dołu. Jej ciało było dość obfite, ale zgrabne, a między jej udami kipiał busz czarnego włosia.
-O cholera! - wyrwało mi się.
-No właśnie... podobno jest pan świetnym fachowcem... niech pan nie pozwoli, bym straciła wiarę w pana umiejętności. No i co pan o tym sądzi? Niech mi pan powie, czy to można nazwać zadbanym ogródkiem?!
-No... nie, oczywiście, że nie.
Wiedziałem, że te wszystkie słowa są tylko częścią gry wstępnej, która miała na celu podgrzanie atmosfery, mimo wszystko nieco się zmieszałem. Postanowiłem, że wpasuję się w rolę, jaką mi przypisała najlepiej jak potrafię. Przykląkłem przed nią, zmrużyłem powieki, obejrzałem jej cipkę pod różnymi kątami i mruknąłem:
-Pani Mirko, postaramy się to ogarnąć.
-Przepraszam, że tak spytam. Czy jest pan wyposażony w odpowiedni sprzęt?
Zmarszczyłem brwi a później się uśmiechnąłem. Tym razem wiedziałem co mnie czeka i byłem świetnie przygotowany. Postawiłem przed nią torbę i wyjąłem wszystko, co było niezbędne.
-No widzę, że profesjonalnie podchodzi pan do swojego zajęcia, ale nie o taki sprzęt mi chodziło.
-Tak? Nie rozumiem... - udawałem.
-Pokaże pan swój wycior.
-Wycior?
-Tak wycior. Muszę zobaczyć, czy jest odpowiednich rozmiarów.
Przełknąłem ślinę, no cóż, dla klientki trzeba zrobić wszystko.
-Ach tak, tak oczywiście wycior...
Zachłannie patrzyła na mój rozporek. Kiedy sięgnąłem do niego ręką, zatrzymała mnie.
-Nie, ja sama.
Bezceremonialnie ścisnęła dłoń za mój pasek i chwyciła sztywnego chuja tak mocno, że mimowolnie pisnąłem.
-Och! - westchnęła.
-Och, - odpowiedziałem.
Po chwili mój kutas był już na wierzchu.
-Noooo... ładna sztuka! - jęknęła z zachwytem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz