33. Mam kilka koleżanek.
-Posłuchaj, - zaczęła, - nie chciałbyś rozwinąć... hm... tej działalności?
-Że co? - spytałem z niedowierzaniem.
-Mam kilka koleżanek, które... powiedzmy... chętnie skorzystałyby z twoich usług.
Spojrzałem na nią z oburzeniem.
Nastała kolejna zima, spadł śnieg, ścisnęły mrozy. Pani Ela co chwilę zlecała mi kolejne prace. Wokół domu zawsze coś się działo. W tym okresie było to zwykle odśnieżanie podjazdu do garażu oraz alejek. Oczywiście cały czas dbałem też o jej cipeczkę. Nazywała ją pieszczotliwie swoim malutkim ogródeczkiem i przyznam, że czasami trudno było mi się zorientować, o który ogródek chodzi.
Jej norka, mimo swojego uroku, nie robiła już na manie tak piorunującego wrażenia. Oczywiście podniecała mnie, kto wie, może nawet bardziej, ale nauczyłem się nad tym panować i nigdy nie pozwoliłem sobie na przedwczesny wytrysk.
Ta aromatyczna psitka dojrzałej kobiety po tym pierwszym, dość stresującym, strzyżeniu zrobiła się bardzo sympatyczna i miła. Była dla mnie niemalże jak maskotka. Polubiłem ją, polubiłem też wszelkie zajęcia z nią związane: delikatne podcinanie, zmiany stylu i fasonu, mycie, nacieranie balsamem...
Do perfekcji panowałem golenie. Byłem ambitny, starałem się dbać o każdy szczegół. Za punkt honoru postawiłem sobie, by była zadowolona. Starałem się profesjonalnie podchodzić do swojego zajęcia. Polubiłem nawet czyszczenie jej kanałku analnego.
Któregoś razu po skończonej pracy na dworze, po oporządzeniu jej miejsc intymnych oraz seksualnym, z dumą się pochwalę, podwójnym zadowoleniu, cała w skowronkach jęknęła:
-Uuuach... ależ było mi dobrze!
Popatrzyłem na jej szczęśliwą twarz i uśmiechając się powiedziałem:
-Cieszę się, pani Elu.
Zastanawiałem się, dlaczego wciąż zdarza mi się mówić do niej per pani.
-Hm... nie myślałam, że możesz być w tym aż tak dobry, - mruknęła puszczając do mnie przysłowiowe oko.
-Dziękuję.
-No, no... panie Jarku, muszę przyznać, wiele się pan przez te ostatnie tygodnie nauczył, - pochwaliła.
W tej jednej, krótkiej chwili poczułem rzeczywistą dumę.
-Miałem dobrą nauczycielkę, - wyszczerzyłem zęby.
Pogłaskała mnie delikatnie, jak chłopczyka po twarzy.
-Dobrze, że doceniasz moją rolę, ale uważam, że do tego trzeba mieć talent i ty właśnie go masz.
Popatrzyłem jej w oczy, zbliżyłem się i zupełnie nie zawodowo, co było wbrew moim zasadom, a z czystej przyjemności pocałowałem ją w usta.
-Nie przesadzasz, Elu? - odezwałem się jak do przyjaciółki.
Odpowiedziała takim samym spojrzeniem i jeszcze gorętszym pocałunkiem.
-Ani trochę, Jarku. Miałam wielu kochanków, ale ty jesteś... najlepszy... sprawny, wytrzymały, gorący, a do tego dyskretny, - słodziła.
Zrobiło mi się trochę głupio.
-Oj, chyba jednak trochę przesadzasz?
Spoważniała i uważnie zmierzyła moją twarz.
-Posłuchaj, - zaczęła, - nie chciałbyś rozwinąć... hm... tej działalności?
-Że co? - spytałem z niedowierzaniem.
-Mam kilka koleżanek, które... powiedzmy... chętnie skorzystałyby z twoich usług.
Spojrzałem na nią z oburzeniem.
-Co?! Że niby ja?!
Zapadła chwila niezręcznej ciszy.
-Pani Elu, - zwróciłem się do niej bardzo oficjalnie, - nie wystarczy pani, że zdradziłem żonę z jedną kobietą, czyli z panią? Czy mam rozumieć, że teraz che pani, żebym moją Anię zdradzał z każdą, którą pani poleci?!
Uśmiechnęła się tak słodko, że nie wiedziałem, jak zareagować. Po chwili palcem wskazującym dotknęła czubka mojego nosa.
-A jaka to różnica, tygrysku? Zdrada to zdrada, a pieniądze to pieniądze, - powiedziała rozbrajająco szczerze.
-Różnica?! Ty nie widzisz w tym różnicy?
-Przecież to już się stało, - nie dawała za wygraną. - Dziwię się, że jeszcze wracamy do tego tematu.
-To jest stręczycielstwo, wiesz o tym?!
-Ależ ty jesteś zasadniczy. Jeszcze mnie gdzieś zadenuncjujesz.
-Nie, ale mnie zdenerwowałaś.
-No dobra, już dobra... to była tylko propozycja. Nie chcesz, to nie, ja nie będę cię do niczego zmuszać.
Jeszcze raz popatrzyłem na nią i zacząłem się zastanawiać, że być może rzeczywiście miała rację. Przecież już zdradziłem żonę, jakie ma znaczenie, czy zrobię to po raz kolejny i kolejny? Po chwili spytałem:
-Co to za koleżanki?
Uśmiechnęła się.
-Moje.
-W jakim są wieku?
Jej uśmiech stał się jeszcze szerszy.
-A co, ty na randkę się umawiasz? To tylko płatna usługa.
-Jak mam to z nimi robić, to muszę wiedzieć, - powiedziałem rzeczowo.
Rozgarnęła dłonią moją grzywkę.
-Co myślisz, że nastolatki ci się trafią?
Zawstydziłem się.
-Nie, no nie...
Ciągle się uśmiechała i obserwowała moje reakcje.
-Mniej więcej w moim wieku.
Patrzyłem na nią z niedowierzaniem.
-Bez obaw, - uspokoiła mnie, - to zadbane kobiety. Każda z nich prowadzi własną firmę. Mają pieniądze, ale nie mają czasu na takie zabawy. Chcą szybko i dyskretnie załatwić swoje potrzeby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz