27. Ale ma pani bobra!
Właśnie rozważałem dylemat, czy pod spodem ma jeszcze jakąś bieliznę, czy też nie, kiedy niespodziewanie, lecz jakby od niechcenia rozchyliła dwie części podomki.
-O matko, ale ma pani bobra! - wyrwało się z moich ust.
Myślałem, że się obrazi albo coś w tym rodzaju, a ona tylko stęknęła:
-Ano mam.
Tej listopadowej soboty miałem wykonać ostatnie koszenie trawnika. Miałem też nadzieję, że zdążę okryć co wrażliwsze rośliny przed mającymi wkrótce nadejść mrozami. Wiedziałem, że muszę uwinąć się w dziesięć godzin, bo inni klienci czekali już w kolejce.
Moja szefowa chodziła po domu. Była jakaś inna. Właściwie nie wiedziałem, czy jest zdenerwowana, czy zagubiona. Zdawała się zachowywać jak kotka, która czuje, że ptaszek, na którego poluje, za chwilę może jej uciec. Chyba czuła, że jeśli teraz do niczego między nami nie dojdzie, to ja, wiedząc, co się święci, z nadejściem nowego sezonu mogę do niej już nie wrócić. Tak naprawdę od jakiegoś czasu nosiłem się z takim zamiarem. Za bardzo dręczyły mnie wyrzuty sumienia i byłem zbyt rozdarty wewnętrznie, by sprostać tej grze.
To była zimna i wietrzna sobota, mimo szybkiego tempa, jakie sobie narzuciłem, zmarzłem niemiłosiernie. Nie czułem palców u rąk, a kiedy spojrzałem w szybę, stwierdziłem, że moje usta robią się sine. Nagle zobaczyłem ją za oknem. Na jej twarzy malowało się przerażenie wymieszane z troską. Wybiegła w samym szlafroku.
-Panie Jarku, na Boga, co pan wyprawia! Chce pan umrzeć?! - krzyknęła.
-Nic mi nie będzie, to pani niech się raczej schowa, - odpowiedziałem, patrząc na jej skromny strój.
Spojrzała mi prosto w oczy, a później chwyciła moje zimne dłonie.
-Panie Jarku, nie mogę pozwolić panu się przeziębić. Natychmiast niech pan wchodzi do środka!
-O nie, nie... dam sobie radę, - odpowiedziałem, wiedząc, że kiedy przekroczę jej próg, będę miał nikłe szanse, by się obronić.
-Niech pan nie gada głupot! No już, niech man wchodzi! - nakazała, wskazując na drzwi.
-Dobrze, już dobrze, - uśmiechnąłem się, wiedząc, że nie ma sensu się opierać.
-Zrobię panu coś gorącego na rozgrzanie.
Kiedy tylko przekroczyłem próg domu, jej twarz rozjaśniła się słonecznym, ciepłym uśmiechem.
-No widzi pan, po co to było? Tu jest tak przyjemnie, prawda? Niech pan siada, - zachęcała, wskazując głęboki skórzany fotel.
Poczułem się dziwnie. W środku rzeczywiście było bardzo ciepło. Jej salon przesiąknięty był jakimś bliżej niesprecyzowanym, ale bardzo przyjemnym zapachem. Przymglone światło wzmagało nastrój przytulnego, zacisznego gniazdka. Usiadła w podobnym fotelu po przeciwnej stronie niziutkiej szklanej ławy.
Podała mi kubek gorącej herbaty i włączyła nastrojową muzykę. Jeszcze przez kilka minut moim ciałem targały nieprzyjemne dreszcze.
-Na chwilę wyjdę do łazienki, a pan niech się rozgości, - powiedziała, patrząc tak, jakbym zamierzał uciec.
Byłem przemarznięty i dlatego postanowiłem zostać. Pijąc, wsłuchiwałem się w spokojne rytmy. Nim skończyłem, moje ciało wróciło do normalnej temperatury.
Przyszła po kilku chwilach, wciąż była w tym samym szlafroku, ale tym razem miała mokre włosy. Wiedziałem, że znowu się zaczyna. Byłem bezradny, bardzo się męczyłem, próbując na nią nie patrzeć jak wygłodniały wilk. W końcu się poddałem i gapiłem się, chłonąc każdy centymetr jej ponętnego ciała. Jej skóra miała piękny różowy kolor i cudownie pachniała.
Żeby nie rzucić się na nią, zacząłem myśleć o żonie. Próbowałem wyobrażać sobie, że dotykam jej ciała, głaszczę i pieszczę tylko, że... to nie była moja żona, to była ona.
Usiadła po drugiej stronie, a przez szklany stolik bez najmniejszego trudu mogłem obserwować jej podniecające uda niesfornie próbujące wydostać się spod krótkiego szlafroczka.
Właśnie rozważałem dylemat, czy pod spodem ma jeszcze jakąś bieliznę, czy też nie, kiedy niespodziewanie, lecz jakby od niechcenia rozchyliła dwie części podomki.
-O matko, ale ma pani bobra! - wyrwało się z moich ust.
Myślałem, że się obrazi albo coś w tym rodzaju, a ona tylko stęknęła:
-Ano mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz