Szukaj na tym blogu

14 listopada 2021

Zakazane sny.

1. Szelmowski śmiech.


Następnego ranka, mijając nieprzyjemnego typa, Anna postanowiła nie odwracać wzroku i przeszyć go swoim przenikliwym spojrzeniem. Była przekonana, że facet skapituluje, albo przynajmniej nieco się speszy, jednak jego odpowiedzią był cichy, ale szelmowski śmiech, który jeszcze bardziej ją sparaliżował.


Od pięciu lat Anna Kilińska prowadziła samotne życie rozwódki. Często zadawała sobie pytanie, dlaczego tak się stało? Dlaczego nie potrafiła utrzymać mężczyzny przy swoim boku? Jednak nigdy, nawet jak bardzo się starała, nie mogła znaleźć jednej, sensownej odpowiedzi. Być może najważniejszym powodem było to, że w jej związku nie pojawiło się dziecko. Być może powodem było też to, że bez reszty poświęciła się karierze zawodowej, totalnie zaniedbując wszystko inne.

Była inteligentną, rozgarniętą, a do tego bardzo ładną kobietą. Dość szybko wspinała się po szczeblach drabiny awansów, bez problemów zajmując coraz wyższe stanowiska. Kiedy w końcu została dyrektorem działu do spraw finansowych i zgromadziła spore oszczędności, mogła sobie pozwolić na kupno pięknego domu na skraju miasta.

Niestety wciąż była sama. Mężczyźni bali się jej, chyba dlatego, że miała względem nich zbyt wysokie wymagania. Lubiła, gdy facet miał nie tylko silne ramiona i sprawne ciało, ale też dużą inteligencję i wyważone poczucie humoru zwieńczone subtelnym dowcipem. To prawda, że zawsze była pewna siebie, zawsze doskonale zorganizowana, a w niektórych sprawach wręcz perfekcyjna. Wiedziała, że to właśnie jej silny charakter odstrasza kolejnych kandydatów na męża, czy chociażby przyjaciela, ale nie potrafiła się zmienić. Tak została wychowana i takie wpojono jej zasady. Mężczyźni pojawiali się w jej życiu, lecz na krótko, zaspokajali ją seksualnie, a później szybko znikali.

Tak się złożyło, że od pół roku Ania nie miała nikogo, od pół roku nie była z nikim w łóżku. Oczywiście jak każda kobieta miała swoje potrzeby, może nawet większe niż jej rówieśniczki, ale obowiązki zawodowe nie pozostawiały jaj zbyt wiele czasu na życie towarzyskie.

Był pochmurny, dość chłodny poranek. Anna, jak zwykle, o siódmej trzydzieści szybkim krokiem zmierzała do firmy. Przecięła na ukos niewielki skwer, do bramy zakładu dzieliło ją już tylko kilkanaście metrów, musiała minąć grupę gęstych krzewów. Stała tu zielona ławeczka, na której zwykle siedziała para starszych ludzi. Chociaż ich nie znała, zawsze mówiła dzień dobry i uśmiechała się przyjaźnie. Tym razem przytulne siedzisko okupował jakiś obleśny typ. Był wstrętny, z daleka czuć było od niego alkoholem. Rozwalił nogi i grzebał sobie w gaciach. Bezczelnie spojrzał na nią, oblizał się i głupawo się uśmiechnął. Miała wrażenie, że gość jest niespełna rozumu, że za chwilę rzuci się na nią, zaciągnie w zarośla i zgwałci. Ze wstrętem, a może bardziej ze strachem odwróciła wzrok.

Następnego dnia było to samo, kolejnego też. Nie wiedziała co ten zboczeniec myśli, ale czuła, że patrzy na jej nogi uda i tyłek.

Wchodząc do swojego gabinetu, szarpnęła koleżankę za rękaw.

-Widzisz go, widzisz?! - wyrzuciła z siebie drżącym głosem.

Przez okno drugiego piętra, bez trudu mogły go dostrzec. Bożenka uśmiechnęła się.

-Nie przejmuj się, to zwykły lump, jest nieszkodliwy.

-No co ty, nie masz pojęcia, jak on na mnie patrzy!

-Widziałam go, jest upośledzony umysłowo, ale nie agresywny.

-Bożenko, a jak on mnie zgwałci?!

Bożena roześmiała się w głos.

-Przestań, jakby miał zamiar to zrobić, to już dawno zaciągnąłby cię w te krzaki.

-No wiesz co?! - obraziła się.

Następnego ranka, mijając nieprzyjemnego typa, Anna postanowiła nie odwracać wzroku i przeszyć go swoim przenikliwym spojrzeniem. Była przekonana, że facet skapituluje, albo przynajmniej nieco się speszy, jednak jego odpowiedzią był cichy, ale szelmowski śmiech, który jeszcze bardziej ją sparaliżował.

-He, he, he...

Kiedy opowiedziała o tym koleżance, ta uspokoiła ją:

-Pytałam ludzi, od lat tu łazi i zbiera butelki. Nikomu jeszcze nic złego nie zrobił.

-Aha, czyli ja mam być pierwsza?! - bąkała spanikowana.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

16. Rozkosz z przerażeniem Później, choć ona już nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni, jej pączek – ten delikatny, ukryty skarb między ud...