28. Zabieraj się do strzyżenia tej cipy.
Wstała i nachyliła się nade mną. Miałem wrażenie, że za chwilę mnie uderzy.
-Słuchaj chłopczyku, zabieraj się do strzyżenia tej cipy, bo jak się wkurzę, to mnie dopiero popamiętasz! - prawie krzyczała.
Gapiłem się, jak zahipnotyzowany. Z wrażenia szeroko otworzyłem usta i czułem, że moje oczy robią się okrągłe. Nie mogłem zdobyć się na żadne inne słowa. Zresztą, o czym miałbym mówić? Widziałem kępę czarnych, gęstych, kręconych włosów na samym środku przeciętą pionowo szeroką szramą. Dwie połówki jej cipki rozchylały się na boki krwisto czerwonymi płatkami jeszcze mieniącymi się drobniutkimi kropelkami wody.
-No panie Jarku, teraz panu nie daruję. Na zewnątrz wszystko pięknie porobione, a ten ogródek zupełnie nieruszony. Niech pan natychmiast zabiera się do roboty, - powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
-Eeeeeee... - jęknąłem wystraszony.
-No, co się pan tak patrzy?! Trzeba skosić ten trawnik, przeczyścić kominki... nie uważa pan?
-Eeeeee... noooo... ale ja przecież nie mogę... - dukałem, jak uczniak nagle wyrwany do odpowiedzi.
W swojej wyobraźni widziałem twarz mojej żony, taką delikatną, niemal jeszcze dziewczęcą. Bardzo kochałem tę rudowłosą dziewczynę, nie mogłem jej zdradzić. Dlatego tym bardziej nie mogłem sobie wytłumaczyć tego, dlaczego widząc tę podstarzałą matronę, byłem taki podniecony. Czułem, że wewnątrz mnie toczy się zacięta walka. Spociłem się.
-Panie Jarku, przecież jest pan dorosły, - powiedziała, uśmiechając się szelmowsko.
Robiła to celowo, bawiło ją moje zakłopotanie. Jakby od niechcenia gładziła się po cipce, co chwilę rozchylając jej płatki.
-Ależ pani Elu... och pani Elu, nie mogę... żona, dzieci! - jęczałem, drżąc.
Miałem niesamowitą ochotę zerżnąć ją, jak starą dziwkę tylko po to, by ją ukarać. Chciałem zaspokoić buzujące we mnie pożądanie, nic więcej. Jednak myśl o moich najbliższych, o tych, których kochałem, skutecznie blokowała gorszą część mojej osobowości. Walczyłem z samym sobą, skrajne uczucia próbowały przejąć władzę nad moim ciałem. To było niesamowicie wyczerpujące i trudne do zniesienia.
-Halo, panie Jarku, jest tam pan jeszcze?! - zawołała, ściągając mnie do rzeczywistości.
Jej autorytet i to gorące, podniecające ciało na krótką, na bardzo krótką chwilę zwyciężyły, jednak to wystarczyło, by dokonać wyłomu w mojej barierze ochronnej.
-Tak, tak, oczywiście, ale wie pani... nie mam pojęcia, czy potrafię. Nigdy tego nie robiłem.
Przełknąłem ślinę, a ona uśmiechnęła się serdecznie.
-Da sobie pan radę, panie Jarku.
Krok po kroku wciągała mnie w swoją sieć, ale wciąż próbowałem sobie wmawiać, że jestem silny, że dam sobie radę, że gram tylko na zwłokę.
-Ale ja mam żonę, dwójkę dzieci, pani Elu, proszę...
-Niech pan przestanie płakać, przecież jest pan mężczyzną!
-Nie... pani Elu...
-Zapłacę.
-Nie.
-Nie będzie pan żałował, przecież potrzebuje pan pieniędzy.
-Nie.
Zmarszczyła brwi.
-Niech pan natychmiast skosi ten trawnik, panie ogrodniku! - rozkazała.
Zebrałem w sobie wszystkie siły i powiedziałem stanowczo:
-Nie! Myśli pani, że pieniądze to wszystko?!
-Dwie stówy za samo ścięcie. Nie chce pan takiej kasy?!
Teraz byłem w podwójnym szoku.
„Ale suka!” - pomyślałem.
Dotarło do mnie, że mogę od niej wyciągnąć sporą sumkę, wcale się nie męcząc.
-No to jak, panie Jarku, kosi pan? Za te pieniądze zabierze pan swoją żonę do jakiejś przytulnej knajpki. Zjecie jakiś pyszny obiad albo kolację.
Patrzyłem na nią, milczałem.
-No da pan spokój.
Przez moment czułem, że się uśmiecham, a później znów spoważniałem.
-Nie mogę kochać się najpierw z panią a później z żoną, to nie do przyjęcia. Jak ja później spojrzę sobie w twarz?!
Wstała i nachyliła się nade mną. Miałem wrażenie, że za chwilę mnie uderzy.
-Słuchaj chłopczyku, zabieraj się do strzyżenia tej cipy, bo jak się wkurzę, to mnie dopiero popamiętasz! - prawie krzyczała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz