29. Twardo grasz.
-Dwieście za strzyżenie, pięćset za cały wieczór, plus to, co wypracowałeś w ogrodzie. Odpowiada?
Szybko przeliczyłem, jak miałem już brnąć w to łajno, to już na całego.
-Niech będzie, - kiwnąłem głową, - ale w zakładzie postara się pani o większą premię dla mnie i mam mieć dwóch ludzi do pomocy.
-Twardo grasz, ale dobrze, masz to.
-Przecież robi pani ze mnie męską dziwkę, - broniłem się.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza.
-No dobrze, przepraszam, - odezwała się w końcu, - nie chciałam pana obrazić... chociaż na razie mówimy tylko o strzyżeniu, panie Jarku.
Popatrzyłem na nią.
-A to coś zmienia?
-To tylko przycięcie zarostu.
-I co, myśli pani, że na przycięciu się skończy?
-Hm... no nie wiem... - śmiała mi się w twarz.
-Aha, nie wie pani...
-To, co stanie się dalej, to już tylko od pana zależy.
-Pani Elu, co my robimy?
-Jak to co?!
-Jest pani moją szefową, to niemoralne.
Skrzywiła się tylko połową twarzy i kwaśno powiedziała:
-A niech mi pan powie, czy moralne jest okradanie pana przez banki i komorników?
-No chyba nie, ale przecież ja jestem żonaty.
-Panie Jarku, niech pan na mnie spojrzy.
-Nie rozumiem.
-Do jasnej cholery, czego pan tu nie rozumie?! Kto panu każe opowiadać o wszystkim żonie?!
Przełknąłem ślinę.
-Moje sumienie, pani Elu.
-Taaaa... pięknie... to nakarm pan sumieniem swoje dzieci.
Teraz dopiero poczułem się nieswojo.
-Nie mogę.
Znów się pochyliła i zwróciła poufnym tonem:
-Słuchaj... to tylko robota... jak każda inna... dostaniesz za to uczciwą zapłatę...
-Nie, nie tak powinno się zarabiać. To nie są uczciwe pieniądze.
-Sugerujesz, że je ukradłam?
-Nie.
-A może ty je ukradniesz?
-Nie o to mi chodziło.
-Może nie są ci potrzebne?
Nie wiedziałem już, jak dobierać argumenty.
-Są potrzebne, ale...
Usiadła na oparciu fotela i położyła dłoń na moim kolanie.
-Jarusiu kochany proszę cię, nie drocz się ze mną, - powiedziała pieszczotliwym tonem.
Czułem jej presję. Jakby nie było, była moją szefową, a ja niedawno podjąłem pracę. Mogła pod byle pretekstem zabrać mi premię, albo zwolnić.
-Daj spokój, tylko ty będziesz wiedział, jak zarobiłeś te pieniądze. Żonie powiesz, że wziąłeś ekstra zlecenie i będzie to zgodne z prawdą.
-No tak, - uśmiechnąłem się.
Popatrzyła na mnie, a ja wiedziałem, że dla niej mój uśmiech oznaczał wyrażenie zgody. Dalsza część rozmowy potoczyła się już dziwnie swojskim torem.
-No to ile? - spytałem krótko.
-Dwieście za strzyżenie, pięćset za cały wieczór, plus to, co wypracowałeś w ogrodzie. Odpowiada?
Szybko przeliczyłem, jak miałem już brnąć w to łajno, to już na całego.
-Niech będzie, - kiwnąłem głową, - ale w zakładzie postara się pani o większą premię dla mnie i mam mieć dwóch ludzi do pomocy.
-Twardo grasz, ale dobrze, masz to.
Czułem się jak skazaniec prowadzony na szafot, kompletnie bezradny, ale szczęśliwy, szczególnie że pani Ela podjęła miłą, niezobowiązującą rozmowę.
-Co tam u pana? Dzieci zdrowe?
-Tak. Dziękuję, zdrowe.
-A jak tam mała Kasia? Wkrótce pewnie pójdzie do szkoły?
-W przyszłym roku maszeruje do zerówki.
-Hm tak, a Patryk?
-Patryk za tydzień kończy sześć miesięcy, a co tam u pani, pani Elu?
-A nic, Anielka jesienią wychodzi za mąż, a Romek w przyszłym roku zdaje maturę.
-Jestem u pani dość często, ale od jakiegoś czasu ich nie widuję.
-Są w Londynie.
-Och, dlaczego nie z panią?
-Wyjechały z ojcem.
-O, a dlaczego?
-Rozwodzę się, panie Jarku.
-Rozumiem, to przykre.
Popatrzyła na mnie, przerywając dialog w momencie, w którym zaczął być ciekawy i chrząknęła.
-No to co, zabiera się pan do pracy? Czas ucieka!
Zawahałem się, jakbym w ostatniej chwili zamierzał uciec spod topora.
-Nie mam narzędzi, - jęknąłem.
Bezceremonialnie rozchyliła poły szlafroka. Teraz widziałem nie tylko jej cipkę, ale część brzucha i te wielkie wspaniałe piersi.
-Ja przyniosę, - powiedziała rzeczowo, ale spokojnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz