74. Dorwały mnie jeszcze raz.
Dorwały mnie jeszcze raz. Już po chwili leżałem na tym materacu. Ze złączonymi nogami jak śledź. Młoda dosiadała mnie jak dzikiego rumaka. Ta nie zastanawiała się ani sekundy. Po prostu nadziała się na mnie jak na wibrator. Zachowywała się, jakbym był jej własnością, jakbym nie miał nic tutaj do gadania.
Z głośnym mlaśnięciem wszedłem w nią głęboko i do samego końca. Była ciaśniejsza niż jej szefowa, nieco mniej mokra, ale dostatecznie, by zrobić wszystko, co trzeba. Każdy ruch był niesamowity, bardziej podniecający i gorący.
Podpierała się na kolanach po obydwu stronach moich bioder. Wspierała się też na jednej ręce obok mojego obojczyka. Drugą dłoń położyła na własnych pośladkach, jakby chcąc rozchylić je na boki. Wyglądało to tak, jakby chciała stworzyć więcej miejsca na moje napęczniałe narzędzie, które wdzierało się w nią tak bardzo mocno. Jej ruchy były głębsze, wolniejsze, przez co bardziej płynne, ale wchodziła na mnie z poślizgiem, na całej długości.
-Eeeeeehhhh, eeeeeehhhh! - wzdychała głośno i namiętnie.
Z mojego gardła także zaczęły wydobywać się dość intensywne odgłosy, które świadczyły o zbliżającej się rozkoszy. Była młoda mniej doświadczona, ale bardziej namiętna i co najważniejsze, ciaśniejsza. Wszystko wskazywało na to, że to ona wydobędzie ze mnie tę ostateczną pieśń.
Jakby tego było mało, pani doktor ustawiła się tuż za jej pośladkami. Siłą rozsunęła moje nogi. Usadowiła się między moimi udami i wyglądało na to, że ma zamiar coś wykombinować z pośladkami przyjaciółki, lub też z moim penisem. Coś się święciło, chociaż nie widziałem dokładnie co.
Już po chwili dane było mi to sprawdzić. Chwytała za jej dupcię raz z jednej, raz z drugiej strony, szczypała, zaciskała na niej swoje paznokcie. W odpowiedzi młoda jęczała i wzdychała coraz głośniej coraz bardziej namiętnie. Z wielkim zaangażowaniem zająłem się jej małymi cyckami. Pieściłem, ugniatałem i robiłem to, co chciałem.
Okrzyki i jęki były coraz głośniejsze wypełniały echem całe pomieszczenie. Cały czas unosiła się i opadała. Była lekko pochylona w moją stronę. Do góry, do dołu, do góry, do dołu… jeszcze trochę, jeszcze trochę. Brakowało mi tchu, finiszowałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz