77. Zapaśnicy sumo.
Na rogu uliczki, którą weszliśmy na plac, znajdował się kiosk z gazetami, a przed nim stały dwie albo trzy kobiety. Chociaż nie, to były chyba jeszcze dziewczyny. Młode. Szczupłe i delikatne. Jedna o ciemnych długich włosach, druga blondynka, ostrzyżona na chłopaka o błękitnych oczach i ślicznym uśmiechu. Urocze.
W ich towarzystwie znajdowało się dwóch mężczyzn. Od razu zwrócili moją uwagę. Byli dziwni. Wysocy na ponad dwa metry, potężnie zbudowani, o szerokich silnych karkach, płaskich umięśnionych brzuchach i udach. Ostrzyżeni na pałę. W ich oczach było widać dzikość i agresję. Gdybym był w naszym świecie, powiedziałbym, że to kibole na amfetaminie po jakimś meczu. Można było się ich naprawdę wystraszyć.
Jedna z dziewczyn podeszła właśnie, aby kupić jakąś gazetę, czy może coś innego. Nagle, nie wiadomo, z jakiego powodu mężczyźni rzucili się na siebie. Wcześniej zachowywali się względnie poprawnie. Wrogość, która do tej pory przejawiała się tylko ich spojrzeniach, teraz przerodziła się w czystą agresję.
Jeden, ten większy, dopadł tego nieco drobniejszego, chwycił go za szyję i przycisnął mocno do siebie. Nie odzywał się, tylko dusił.
Głowa tego drugiego znajdowała się pod pachą pierwszego, a szyja w nienaturalny sposób się wyginała. Jasne było, że jeśli ktoś teraz nie za interweniuje, coś mu się stanie. Próbował chwycić przeciwnika za biodra, później za udo i przewrócić, ale mu się to nie udawało. Dyszał ciężko. Z jego ust płynęła strużka śliny. Na rynku zrobił się rumor i rwetes. Dziewczyny zaczęły odciągać ich na potężnych łańcuchach od siebie, ale były zbyt słabe. W żaden sposób nie były w stanie tego dokonać. To były zwierzęta w ludzkiej skórze.
To wszystko wydawało się jakieś surrealistyczne. Mężczyźni się szamotali na chodniku przed kioskiem. Zbiegł się spory tłumek ludzi, nie, wróć, samych kobiet. Wszystkie były nagie, ale nie zwracały na to uwagi. Tak jakby to wszystko było normalnością. Bo było. Widownia podzielona na dwie grupy, próbowała odciągnąć mężczyzn od siebie.
-On go zabije! Zabije go! Zróbcie coś! - krzyczała jedna z dziewczyn.
-Odciągnij go! Ciągnij w tamtą stronę! Mocno! No ciągnij, ciągnij, mówię! - wtórowała druga.
Odruchowo wyrwałem się do przodu. Chciałem coś zrobić, pomóc, ale w pewnym momencie obroża na mojej szyi zacisnęła się tak mocno, że padłem na kolana. Nie wiedziałem, co się dzieje. Byłem w szoku. Dopiero po chwili zobaczyłem, iż moja pani trzyma w dłoni coś w rodzaju pilota i właśnie wciska czerwony guzik. To on mnie powstrzymał, przed gwałtownym impulsywnym działaniem.
-Nigdzie się nie ruszaj, - usłyszałem jej spokojny, ale bardzo stanowczy głos.
Mimo wszystko jeszcze to do mnie nie dotarło.
-Ale… - chciałem coś powiedzieć, zaprotestować jakoś.
Patrzyła na mnie. W jej wzroku było zdecydowanie i pewność.
-Powiedziałam, nigdzie się nie ruszaj! Jeśli chcesz żyć, to stój w miejscu. Nie chciałabym cię stracić słonko.
Nie wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi, ale w jej głosie było coś takiego, co kazało mi niezwłocznie wykonać polecenie. Zresztą duszenie przez obrożę podkreślało rozkaz. Mogłem tylko stać i biernie się przyglądać temu, co działo się kilkanaście metrów dalej.
Moja właścicielka nie miała zamiaru zbliżać się bardziej. Ona też się bała. Jej zachowanie było podyktowane czymś, czego nie rozumiałem. Mężczyźni siłowali się w klinczu umięśnionych ramion jak zapaśnicy sumo. Widać było, że jeden z nich ma przewagę. Ten słabiej zbudowany, aczkolwiek także potężny zdawał się tracić siły z każdą minutą. Dyszał, charczał właściwie. Większy wcale nie zamierzał go puścić. Przeciwnie jego uścisk był coraz mocniejszy i coraz bardziej pewny.
-Kurwa, jeżeli nic nie zrobimy, on go udusi, - powiedziałem zdenerwowanym głosem.
-Myślisz, że o tym nie wiem, -odezwała się dziewczyna stojąca obok mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz