76. Wyszliśmy na ulicę.
-No to co, to my już chyba pójdziemy, prawda? - zwróciła się jednocześnie do mnie i do nich.
To, że traktuje mnie jak dziecko albo kogoś umysłowo niedorozwiniętego było trochę denerwujące, ale nie aż tak, żeby zbyt długo się nad tym zastanawiać.
-Oczywiście, oczywiście, - odezwała się cycata blondyna, - z naszej strony wszystko jest w porządku, a jakby coś się działo, zawsze możesz do nas wpaść. Zadbamy o niego odpowiednio. Prawda? - zwróciła się do swojej koleżanki stojącej tuż za jej plecami.
Wizyta dobiegła końca. Wyszliśmy na ulicę. Miasto było jakby znajome. Te same budynki i ulice. Jednocześnie było tu wiele szczegółów, których nie kojarzyłem z realnego świata. Tu i ówdzie pojawiały się nieco inne domy i trochę zmienione położenie sklepów. Ruszyliśmy wąską uliczką w stronę głównego placu. Pamiętałem, że tam był. Uliczka była wyłożona kostką brukową. O tej porze dnia ruch był stosunkowo mały. Fasady domów były czyste, zbyt czyste jak mi się zadawało, a na balkonach kolorowe pelargonie, petunie. Mnóstwo doniczek z kwiatami. Pieszych także było niewielu. Mijały nas pojedyncze kobiety. W tym świecie to one dominowały. W dość brutalny sposób zdążyłem to pojąć na własnej skórze. Chociaż, kiedy się dobrze przyjrzeć, można było dojść do wniosku, że jednak nie do końca tak było.
Wszystkie kobiety, zresztą i mężczyźni także byli nadzy. To było normalne, ale i tak trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Pomimo tego, że miasto wydawało się być zupełnie normalne, nagie i dość młode, powiedzmy w wieku reprodukcyjnym, dziewczyny, spacerujące po ulicach sprawiały, że ciągle byłem podniecony. Mój wzrok odruchowo biegał od jednej do drugiej. Śledziłem ich kształty, głodnym spojrzeniem przejeżdżałem po cyckach, różnej wielkości, po sutkach, biodrach, brzuchach i tyłkach. Moja wyobraźnia podpowiadała mi różne scenariusze, tego co i z którą mógłbym robić. Te wyobrażenia były tak realne, że gdyby nie moja pani, która szła tuż obok, być może już kopulowałbym z jedną lub z drugą w jakimś cichym spokojnym zaułku bezwstydnie gorąco i namiętnie. Kto wie, co by się stało gdybym był sam.
Nie odzywała się, szła o jeden krok przede mną. Nie umiałem sobie wytłumaczyć, dlaczego tak się działo. Nie protestowałem jednak, gdyż nie widziałem po temu powodu. Dopóki nie działa mi się krzywda, wszystko wydawało się być w porządku.
W końcu wyszliśmy na dość duży plac z niewielkim skrawkiem zieleni pośrodku. Dziedziniec otoczony był czterema uliczkami o podobnej szerokości i ładnymi kamieniczkami. Pełno tu było pubów z ogródkami piwnymi. Stoliki stały rozstawione pod dużymi parasolami, jednak nigdzie nie było samotnych mężczyzn sączących złoty trunek z wielkich kufli, do czego byłem przyzwyczajony z mojego świata. Jeżeli już gdzieś się zdarzali, zawsze byli w towarzystwie swoich kobiet. Niektórzy mieli na szyjach obroże ze smyczami i prowadzeni byli jak psy przez swoje samice. Inni nosili podobne do mnie wynalazki. To znaczy elektroniczne urządzenia, które trzymały ich w zasięgu bez użycia siły i zmuszały do tego, by byli grzeczni i posłuszni. Ciągle dręczyła mnie myśl, że to dziwny porąbany świat. Wciąż tak trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Przynajmniej do niektórych jego aspektów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz