75. Kiedy wróciła moja właścicielka.
W końcu wróciła moja właścicielka. Właścicielka, jak to fajnie brzmi. Za każdym razem myśląc o tym, czułem się trochę dziwnie. W sumie nie wiedziałem, jak ją mam nazywać. Czy w istocie do kogoś należałem? Oczywiście tak. No cóż, kiedy się pojawiła moja pani, ledwie trzymałem się na nogach. Byłem spocony jak mysz, buchało ze mnie gorąco jak ze spoconego konia. Zapach spermy oraz podnieconych, mokrych cipek wypełniał każdą szczelinę pomieszczenia. Był tak intensywny, tak mocno wdzierał się w nozdrza, że nie dało się tego ukryć. Musiał to czuć każdy, kto tu wchodził. Musiała to czuć także i ona. Musiała też widzieć, w jakim jestem stanie. Nie odezwała się jednak ani słowem. Nie padła żadna uwaga pod moim adresem. Nie wiem, może takie tutaj panowały zwyczaje.
W każdym bądź razie chwiałem się na miękkich nogach. Było mi tak dobrze tak słodko, że nie chciałem stąd wychodzić. Gdyby to było możliwe, zostałbym tu na zawsze. Żałowałem, że to już koniec. Chciałem to kontynuować, Bóg jeden raczy wiedzieć jak długo. No i oczywiście czy w ogóle starczyłoby mi sił na cokolwiek więcej. No ale nad tym na razie się nie zastanawiałem. Nie było co martwić się na zapas.
Z drugiej jednak strony doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie jest to normalny świat. Coś było nie tak. Coś działo się ze mną. Byłem jakiś inny. Niby wszystko było w porządku, ale miałem dużo więcej energii i towarzyszyło mi bezustanne coraz bardziej intensywne podniecenie.
Stanęła w drzwiach z dwiema torbami w rękach i odezwała się z uśmiechem:
-Jak się ma mój chłopczyk?
Ona rzeczywiście mnie lubiła. Byłem jej maskotką i narzędziem przyjemności, jak porządne dildo. Od razu zrobiło mi się bardzo gorąco. Miałem ochotę rzucić się na nią i zrobić to samo, co z tymi dwiema. Powstrzymałem się jednak. Sam nie wiem dlaczego.
-Och, wszystko w porządku, - odezwała się pani doktor, siadając na krześle i poprawiając swoje wielkie cyce, - przeszedł wszystkie badania pomyślnie. W szczepiliśmy mu chip, dostał niezbędne szczepionki i wydaje się, że możesz go wykorzystywać jeszcze bardzo długo.
Czułem się dziwnie. Nie tylko z powodu wszechobecnej nagości i seksu, bo do tego zaczynałem się już przyzwyczajać, ale też, że mówiły o mnie jak o rzeczy. Jeżeli w ogóle tak to można określić. Tak jakbym był przedmiotem, a nie podmiotem. No cóż, pewnie tak już miało być.
Odruchowo spojrzałem na materac w miejsce, gdzie przed chwilą się pieprzyliśmy, gdzie mój kutas penetrował ich gorące cipeczki. Oczywiście było tam wszystko. Dowody zbrodni jak na dłoni. Tego też nie dało się ukryć. Wszędzie były plamy spermy. Duże rozpryski niczym artystyczne esy-floresy i serpentyny. Moja właścicielka potraktowała to tak, jakby nic nie widziała, jakby nic specjalnego się nie wydarzyło.
-Och to dobrze, to bardzo dobrze. Był taki biedny, taki wystraszony, kiedy wzięłam go z tego schroniska. Kocham mężczyzn, chciałabym, by był ze mną szczęśliwy. Jest taki milutki i grzeczny. Może uda się zrobić z niego porządnego samca.
“Och tak kurwa, nie ma co, pojebane baby!” - pomyślałem tylko, bo bałem się powiedzieć to głośno. Poznałem już konsekwencje nieodpowiedniego zachowania, ale miałem ochotę zrobić z nimi porządek. A może one tylko na to czekały?
Młoda, ta brzydko-ładna asystentka przeszła za plecy pani doktor. Przestępowała z nogi na nogę, a z jej cipki powoli wypływała gęsta lepka strużka mojego nasienia. Tego też moja właścicielka zdawała się nie widzieć. W każdym bądź razie znów byłem gotowy. Gotowy do porządnej erotycznej akcji. Mój fiut był jak gruby pal, przymocowany do podbrzusza. Delikatnie pulsował, unosił się i opadał. Nie dało się ukryć, że on też swoje przeszedł, ale wciąż jest spragniony i gotowy. Trudno było mi uwierzyć, że jestem w stanie tyle wytrzymać. W normalnych okolicznościach byłbym wykończony, ale w tym dziwnym świecie wszystko było możliwe. No i zapowiadało się, że to wcale nie będzie koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz