79. Kula w łeb na miejscu.
Nagie funkcjonariuszki, przeciskając się przez tłum, podeszły do miejsca zdarzenia.
-Rozejść się! Zrobić miejsce! - krzyknęły kilka razy, aby przywołać wszystkich do porządku.
Grupa kobiet jakby bojąc się konsekwencji, automatycznie rozstąpiła się na boki. Mężczyzna, który przed chwilą dokonał tak brutalnego morderstwa, stał ze zwieszonymi ramionami i dziko wpatrywał się w policjantki. Pomyślałem sobie, że zaraz pewnie wyjmą kajdanki i go skują, a później za prowadzą do radiowozu i podwiozą na komisariat. Przez głowę przemknęła mi myśl, że teraz faceta pewnie czeka sąd i długoletnie więzienie.
Tymczasem stało się coś, co mnie zamurowało coś, czego kompletnie się nie spodziewałem. Jedna z policjantek wyjęła pistolet, stanęła w rozkroku i z odległości dwóch metrów strzeliła mężczyźnie prosto w głowę.
Huk jeszcze rozbrzmiewał w moich uszach, a ja szeroko otworzyłem usta. Nie mogłem uwierzyć w to co widziałem. Wielkolud stał jeszcze przez chwilę, po czym osunął się na kolana i padł na twarz. Na tyle jego czaszki i ziała wielka czerwona dziura.
-Ja pierdolę, zabiła go! - odruchowo wyrwało się z moich ust.
Pierwszy raz w swoim życiu byłem świadkiem tak makabrycznego widoku. Tymczasem kobieta stojąca obok mnie odwróciła głowę i warknęła:
-A co żeś kurwa myślał?! Zabił kobietę przecież!
Z trudem łapałem powietrze.
-Ale ona go zabiła! - powtórzyłem jeszcze raz.
-No zabiła go, przecież nie strzela się dla zabawy, - dziewczyna stojąca obok mnie także była poruszona, ale w inny sposób, - Nie można pozwolić żyć facetowi, który zabił kobietę.
-O ja pierdolę, co ty gadasz?! Przecież ta policjantka zastrzeliła człowieka! - podkreśliłem ostatnie słowa.
-Nie. Nie człowieka, tylko mężczyznę, - odpowiedziała dziewczyna. Zawszonego faceta. Takich zabija się bez sądu.
-Ale ona zabiła…
Byłem naprawdę bardzo zły. Nawet nie wiedziałem, jak to wyrazić. Spojrzała na mnie zimnym wzrokiem.
-A coś ty z choinki się urwał?! Ile ty masz lat?! Facet, który zabił, nie może żyć! Kula w łeb na miejscu. Takie jest prawo. Nawet nie wozi się ich na komisariat.
Dla niej wszystko było takie jasne, takie normalne, ale nie dla mnie. Nie dla mnie. Wiedziałem, że po tym co zobaczyłem, bardzo długo nie będę mógł dojść do siebie. Teraz docierało do mnie, w jak niebezpiecznym miejscu się znalazłem. Gówno mogłem. Zrozumiałem jedno, że im szybciej się do tego przyzwyczaję, tym lepiej.
Wychodziło na to, że mężczyźni są tu nie tylko niewolnikami, ale też nie są traktowani jak normalni ludzie. Te kobiety traktowały nas jak zwierzęta domowe. Zwierzęta, które można zabić bezkarnie. Które należy zabić, kiedy są niepokorne. Które można zabić, byleby tylko nie sprawić im cierpienia i bólu.
-Chodź, - powiedziała, pociągając mnie za sobą, - chyba nie będziesz się temu przyglądał.
Stałem jak zahipnotyzowany.
-No już, idziemy, - powtórzyła polecenie, - Mam się z kimś spotkać.
Miała rację. Przyglądanie się jak podjeżdża czarny bus, jak pakują gościa do worka i wrzucają do środka jak jakieś ścierwo, nie należało do przyjemności. Rzeczywiście i ja wolałem sobie to odpuścić. Chociaż z drugiej strony jakaś taka ludzka natura trzymała mnie tutaj i kazała patrzeć. To tak jak byłbyś świadkiem wypadku samochodowego. Wiesz, że to będzie nieprzyjemne, a mimo to stoisz w miejscu i przyglądasz się zafascynowany i przerażony jednocześnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz