101. Coś chwyta mnie za chuja.
No cóż, jakby to powiedzieć, ten dzień miał być jednak pełen niespodzianek. Kiedy zajmowałem się Gretą, przestałem zwracać uwagę na Romę. Działałem tak, jakby w ogóle jej tam nie było. Moja uwaga skupiła się tylko na jej koleżance. Tymczasem ona nie zamierzała pozostawać bierna ani minuty. Sama postanowiła przejąć inicjatywę i towarzyszyć nam w tej słodkiej i gorącej zabawie.
W pewnym momencie wzdrygnąłem się, bo poczułem, jak coś chwyta mnie za chuja. To było tak szybkie i niespodziewane, że szarpnąłem się w dziwnym skurczu paniki i podniecenia. Ale zaraz później stwierdziłem, że to tylko dalsza część zabawy. Roma stała za mną, ocierała się cyckami o moje plecy. Czułem drapiące sutki na skórze wokół kręgosłupa. Czułem głęboki, gorący oddech na swoim karku. Trzymała mnie za penisa od tyłu swoją sprawną dłonią. Robiła to tak, jakby brała swoją własność, jakby nie zamierzała ze mną na ten temat dyskutować, rozmawiać.
No tak, ale z drugiej strony czy one kiedykolwiek, o cokolwiek mnie tutaj pytały? Tak czy inaczej, trzymała mnie za pulsującego kutasa. Robiła to mocno, mocniej niż jej koleżanka. Nie mieściła się. Jednym gwałtownym pociągnięciem zerwała skórę z żołędzi i pociągnęła ją do samych jaj. Słodka boląca rozkosz przeszyła całe moje podbrzusze. Westchnąłem głęboko i zachwiałem się jeszcze mocniej na nogach.
-Och kurwa! - wyrzuciłem z siebie, - Ja pierdolę!
W odpowiedzi usłyszałem cichy, słodki i gorący chichot za swoimi plecami, a później jeszcze dodała:
-No i jak pieseczku, nie spodziewałeś się tego, co?
Zacisnąłem zęby. "No, kurwa nie."
Wykonała ruch w przeciwną stronę, do żołędzi. Jej dłoń zakryła łeb mojego kutasa. Poczułem chropowatość skóry. Później przejechała z powrotem, do jaj, mocno wciskając je w moje krocze. Myślałem, że zwariuję.
-Ja pierdolę, kobieto! - jęknąłem jeszcze raz.
-Hehehe… - usłyszałem za swoimi plecami, - mam cię, kurwa mam cię.
Próbowałem odwrócić głowę, ale ona przywierała do mnie coraz mocniej. Starała się nie dać mi szansy zrewanżowania się czymś podobnym. Teraz jeszcze mocniej ściskała mojego szarpiącego się konia. Byłem przekonany, że za chwilę się spuszczę. Ta myśl cały czas krążyła mi po głowie. Byłem przekonany, że spuszczę się wprost na twarz Grety. Tak naprawdę chciałem tego. To byłaby jakaś odmiana.
-O, kurwa, o, kurwa… - powtarzałem cicho, zaciskając zęby.
Znów miałem ochotę, bardzo wielką ochotę na gorące wulkaniczne ruchanie. Znów chciałem zamoczyć swojego kutasa. Ta myśl dominowała. Nie umiałem się temu oprzeć, nie chciałem, nie mogłem. To było ponad moje siły. Czułem jej gorący oddech za sobą, czułem jej cycki na swoich plecach. Jej dłoń coraz mocniej zaciskała się na moim penisie. Posuwała się do przodu i do tyłu, doprowadzając mnie na sam szczyt.
-Nie ruszaj się. Stój prosto, - przywołała mnie do porządku, - O, tak. Bardzo dobrze. Świetnie. Dobry chłopczyk, bardzo dobry. Ty sobie grzecznie stój, a ja zrobię swoje.
Raz i dwa, raz i dwa, raz i dwa… do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu… Jej dłoń mocno zaciskała się na moim sztywnym fiucie. Wiedziałem, że jeszcze tylko chwila, minuta, może pół i będzie po wszystkim. Napięcie wciąż rosło. Nie mogłem dojść do tego jak mogłem mieć w sobie tyle sił. Przecież już dawno powinienem był być już wykończony. Jednak nie byłem. Wciąż miałem mnóstwo energii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz