326. Pokaż, co potrafi twój języczek.
Zauważyła to i uśmiechnęła się samymi oczami. Był to uśmiech porozumienia dusz, choć jeszcze w tym momencie nie wiedziałem, co za nim się kryje.
-Och Keira, Boże! - westchnąłem, tracąc nad sobą kontrolę.
-Co? No co, głuptasku? - szepnęła, uśmiechając się tak słodko, że o mało nie straciłem przytomności.
-Keira, Boże, twoje piersi…
-Hmm… - westchnęła, - podobają ci się?
Cały zadrżałem.
-Czy się podobają? - głęboko wciągnąłem powietrze, - O Boże, one są oszałamiające!
Coraz trudniej było mi się opanować, a ona zachowywała się jak dobra Samarytanka, gotowa dać mi wszystko, czego zapragnę.
-Chcesz ich dotknąć, głuptasku? - szepnęła.
Głośno przełknąłem ślinę, bo nie wiedziałem, czy w ogóle będę w stanie to zrobić. Byłem w coraz większym szoku i nie miałem pojęcia, czy będę w stanie się ruszyć z miejsca.
-Tak, chcę. Bardzo, - odpowiedziałem po chwili.
-No dobrze , - rzekła głosem, w którym brzmiała nuta przekory, - pozwolę ci pod warunkiem, że ty dasz mi dotknąć swojego ptaszka.
Jeszcze raz przełknąłem ślinę. Spełniał się najcudowniejszy scenariusz mojego życia.
-No to jak, umowa stoi? - spytała na koniec.
Kiwnąłem głową, dygocąc jak listek osikowy. Jak mogłem odmówić? Każdą komórką swojego ciała pragnąłem to zrobić. Nie umiałbym sobie wybaczyć, gdyby to się nie stało.
A w chwilę później stało się coś, co rozłożyło mnie na łopatki. Keira rozsunęła szeroko uda, pokazując mi swoją cipkę. Ze zdziwienia otworzyłem szeroko oczy, a moja szczęka opadła do samego dołu. Jej cipka była kosmicznie cudowna. Zarost był niezwykle delikatny i przypominał raczej meszek, niż kędzierzawą szczecinę. Był aksamitnie czarny i dość rzadki. Nie wyglądał jak u dojrzałej kobiety, raczej jak u dorastającej dziewczyny. To było niesamowite doświadczenie, lecz i tak nie było to wszystko.
Chwilę później zrozumiałem , że to był zaledwie wstęp przed czymś znacznie bardziej wysublimowanym. To była gra wstępna przed aktem, który miał dopiero nastąpić. Raczej to wyczuwałem, niż rozdawałem sobie świadomie sprawę. Ta dziewczyna doskonale wiedziała, co robi. Każde słowo, każdy gest, wszystko to było doskonale przemyślane, wyreżyserowane i dopracowane najdrobniejszych szczegółach. No cóż, ja sam byłem tylko marnym aktorem w jej sztuce, na dodatek nie do końca świadomym swojej roli.
Kiedy zbliżałem się do niej na czworakach, aby zrobić to, co miałem zrobić, uśmiechnęła się triumfalnie. Wiedziała, że osiągnęła swój cel. Zachowywałem się dokładnie tak, jak chciała i na dodatek byłem z tego faktu bardzo szczęśliwy. Nie miałem pojęcia, jak się tutaj znalazła, ale byłem pewien, że jej celem był seks.
-No pokaż chłopaku, co potrafi twój języczek, - powiedziała, patrząc na mnie tymi swoimi wielkimi błękitnymi oczami, - pokaż, bo zwariuję.
Nie mogłem odmówić, a każda chwila spędzona z nią, zaskakiwała mnie coraz bardziej. Kiedy odwróciła się do mnie tyłem, uklękła, i wystawiła w moją stronę swoje jędrne i zgrabne pośladki, zadrżałem jeszcze mocniej. Nie mogłem uwierzyć,, że to co widzę, jest realne i rzeczywiste. Zdawało mi się, że to jakaś bajka, albo sen, erotyczne majaki.
Po raz kolejny wciągnąłem głęboko powietrze. Jej cipka była czystą poezją. Idealnie wydepilowane, czyste wargi sromowe, rozchylały się, zapraszając mnie do siebie. Jej szparka była ciasna, głęboka i wilgotna tak jak trzeba.
Mocno oszołomiony postanowiłem robić wszystko, czego ode mnie zarządza. Zdawało mi się, że jakikolwiek protest nie ma absolutnie żadnego sensu. W zasadzie byłem całkowicie pod jej przemożną władzą. Jedyną rzeczą, na jaką w tej chwili mogłem się zdobyć, to opaść tuż za nią na kolana, pochylić swoją głowę i delektować się tym cudem natury, tym nieziemskim zjawiskiem, jaki przede mną się rozciągał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz