328. Grzeczna, skromna, niewinna
Zdawało mi się, że śnię. Aromat, smak, a później głębokie, przejmujące westchnienie, które wypełniło moje uszy, było niczym poezja. Mój drżący język siedział w jej mokrej cipce, a ona sama kurczyła się, pulsując rytmicznie w rytm cichej pieśni, którą znała tylko ona.
W końcu uniosła swoje kolana bardzo wysoko aż do piersi, odsłaniając swoje krocze. Nie zastanawiałem się i przejechałem swoim językiem od dołu do góry, orząc jej szparkę niczym starym radłem. W tym samym momencie usłyszałem głębokie, przeciągłe westchnienie, które świadczyło o tym, że robię to we właściwy sposób.
Widziałem wszystko to, co najważniejsze widziałem jej cudowny kwiatuszek - różowy, delikatnie rozchylony, wilgotny i bardzo ciasny. Trzymałem swoje kciuki na brzegach większych warg sromowych. Mniejsze wysuwały się swobodnie, tworząc kwiat lili, który zapraszał swoją perlistą głębią. Napawałem się niesamowicie intensywnym, słodkim zapachem miłości, który rozchodził się jak najcudowniejszego rajskiego kwiatu. Nigdzie się nie spieszyłem, mój język pracował bez pośpiechu, wytrwale, precyzyjne. Przesuwałem nim wokół jej twardej, napęczniałej wisienki. Teraz jej cipka była całkowicie w moim posiadaniu. Słyszałem głębokie przeciągłe westchnienia, które zdawały się przeszywać moją duszę.
Kiedy skończyłem wykonywać kółeczka wokół jej antenki, przeszedłem do podłużnych ruchów od dołu do góry, a mój język rozgniatał jej perełkę.
-Aaaaaaaahhh, ooooooooo… - dyszała i jęczała coraz głośniej, co zachęcało mnie to jeszcze intensywniejszej pracy.
Po długich posuwistych ruchach całą powierzchnią języka przyszedł czas na krótkie muśnięcia samym jego czubkiem. Jej westchnienia odgłosy zadowolenia były dla mnie niczym najlepsza aria, niczym koncert. Bardzo zadowolony z siebie, szybko wchodziłem na właściwy rytm, uczyłem się na swoich błędach i już po chwili znów wykonywałem kółeczka, ale tym razem mniejsze, które skupiały się na samym wierzchołku łechtaczki.
-Ehhhh… - wyrzuciła z siebie, a ja widziałem, że to jest to czego w tej chwili potrzebuje.
Zaraz później zacząłem przesuwać swoim językiem na boki w prawo i lewo, w prawo i w lewo jak wahadłem.
-Mmmhhh…
Chlip, chlip… - rozchodziły się słodkie mlaskania.
Nie przestawałem, nie zwalniałem, przechodziłem od jednego ćwiczenia do drugiego płynnie i bezpośrednio, starając się w miarę moich możliwości urozmaicać repertuar doświadczeń, które jej prezentowałem. Znów pracowałem od dołu do góry, skupiając się na najwyraźliwszej części jej muszelki.
-Oh, oh…
Teraz trzymałem mój język między zębami sztywno jak wycieraczkę i poruszałem całą głową, mocno naciskając na jej kobiecość. Odpowiedzią było głębokie:
-Oooooohhhh…
Trwało to jakiś czas i wiedziałem, że zadanie jest wykonane poprawnie. Starała się powstrzymywać od głośnych westchnień, aby skupić się bardziej na odczuwaniu, ale wychodziło jej to z trudem.
Później z jakiegoś powodu przerwałem, sam nie wiem dlaczego. Może dlatego, że tego poranka miałem zbyt duży wybór, jak na jednego młodego chłopaka. Choć wiedziałem, że to niemożliwe, chciałem wszystkiego doświadczyć, wszystkim się zachłysnąć.
Siedziała na krawędzi łóżka, była jakaś inna: grzeczna, skromna, niewinna. Może to też była gra? Bardzo prawdopodobne. Zresztą takie rzeczy bardzo trudno ocenić, gdy jest się tak bardzo podnieconym. W każdym razie miałem poczucie, że mam nad nią większą władzę. Nie wiem, czy jakąkolwiek władzę nad nią w ogóle miałem, ale tak mi się zdawało.
Choć przed chwilą tak zachłannie lizałem jej cipkę, teraz siedziała ze złączonymi udami, całkowicie zakrywając swoje gniazdko miłości i czekała, aż zajmę się jej piersiami. To było zadziwiające, taka metamorfoza w tak krótkim czasie. Jednak może właśnie o to chodziło? Działała na mnie jak płachta na byka, wywoływała we mnie najdziksze instynkty. Kipiała we mnie zupa emocji, a panowanie nad nimi było praktycznie niemożliwe. Jedną z wielu reakcji, jaką we mnie wołała, była większa pewność siebie. Stało się ze mną coś, co dodało mi skrzydeł, odsunęło niepewność, wstyd i skrępowanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz