309. Szaleństwo nieokiełznanej kopulacji.
Zawzięcie ssała moje jaja, a ja jak szalony trzepałem sobie gruchę. Kiedy tylko je uwolniła, znów chwyciła samą głowicę i od razu zajęła się nią bardzo starannie. To, co się działo, było niesamowite. Koleś w wodzie zachowywał się jak nawiedzony, ruchał ją jak samiec modliszki. Był jak szaleniec, który za chwilę ma ze sobą skończyć.
Tego nie dało się ogarnąć umysłem, było w tym zbyt dużo perwersji. Trzeba to było brać takim, jakim jest. W końcu i mnie ogarnęło szaleństwo nieokiełznanej, niczym niepohamowanej kopulacji. Stojąc w szerokim rozkroku, położyłem dłonie na jej potylicy i mocno pociągnąłem do siebie. Nic mnie nie obchodziło, co się będzie z nią działo. Chodziło tylko o to, żeby mogła głębiej pochłonąć moją podnieconą do granic wytrzymałości fujarę. Na szczęście poddawała się tym zabiegom bez najmniejszego oporu. Z wielką ochotą wręcz zachłannością rzucała się na moje przyrodzenie.
Chłopak, który posuwał ją od spodu, zniknął w wodzie prawie całkowicie. Choć nie było tu głęboko, widać było tylko ugięte kolana i kawałek głowy, ale doskonale dawał sobie radę. W największym amoku wtedy kiedy nie mógł już wytrzymać, zgiął kark i wynurzył się trochę więcej. Kiedy ona głośno jęczała i robiła mi laskę, on chwycił za swojego wielkiego kutasa i skierował go tak, żeby trafić w dokładnie między jej pośladki. Nie pomyliłem się, teraz zamierzał wyruchać ją w kakaowe oczko. Nie byłem pewien, czy była świadoma tego, czy też nie. Cała jej uwaga była skupiona na moim przyrodzeniu.
Grzmociliśmy się jak w filmie porno. Koleś jedną ręką trzymał ją w pół tak, żeby się mu nie wymknęła, a drugą trzymał swojego chuja i szukał po omacku drugiej dziurki. Stękał przy tym jak stary cap, dając wyraz temu jak bardzo jest zaangażowany.
-O tak, właśnie tak mała, - wydobywało się z jego gardła.
Nie wiedziałem, jak on zamierza tam wejść, bo do smarowania miał tylko wodę z jeziora, a jej obfite pośladki sprawiały, że trudno było dostać się między nie. Szczególnie że jego chuj był tak gruby. Mimo to starał się bardzo i wierzył, że mu się to uda.
W końcu za którymś razem, z dość sporym wysiłkiem udało mu się osiągnąć swój cel. Powoli, lecz nieubłaganie wchodził jej dupę. Trwało to dość długo, bo ona zawzięcie broniła, swojego bastionu.
-Aaaaaa, - stęknął ciężko i pchał się uparcie.
Kiedy przebił się przez pierwszą bramę, a ona westchnęła:
-Oooooohhhh…
Później było już nieco łatwiej. Pchał się w nią szybkimi, krótkimi, szarpanymi ruchami tak, jakby wbijał gwóźdź w deskę. Pomogła mu w tym, prostując się i opadając całym ciężarem na jego wielką pytę.
-Oooo taaak, - westchnęła głęboko, kiedy prawie już tam siedział.
Poprawiła pozycję, przesuwając się z boku na bok. Jej dupeczka za każdym razem wchodziła głębiej.
-O mój Boże, - jęknął, trzęsąc się na całym ciele.
Widać było, że coraz trudniej jest mu się powstrzymać od wytrysku.
Tymczasem laska cały czas trzymała mnie za rozgrzanego do czerwoności fiuta i poruszała swoją dłonią w jedną i w drugą stronę.
-O taak, o taak, taaaaak, - wzdychał chłopak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz