Szukaj na tym blogu

15 października 2024

Ostatnie wakacje.

317. Wreszcie cywilizacja


Nagle romantyczny spacer stał się upiornym koszmarem. Cisza nocy była przerywana nie tylko odgłosami natury, ale i naszymi przyspieszonymi oddechami. Mimo ciemności dostrzegłem zarys sylwetek zwierząt w bajorku. Jedno z nich podniosło głowę, a jego oczy zalśniły w świetle księżyca.  Był duży i wyglądał groźnie. To wystarczyło, bym poczuł, jak zimny dreszcz przechodzi po moich plecach.

Dziewczyny również przyspieszyły. Starały się nie robić zbyt wiele hałasu. Amelia rzuciła mi krótkie, uspokajające spojrzenie, ale widziałem, że i ona jest zaniepokojona. Grace, zawsze bardziej opanowana, jechała na przedzie, uważnie nasłuchując i obserwując otoczenie.

To było naprawdę nieprzyjemne. Droga przed nami zdawała się ciągnąć w nieskończoność, a każdy szelest i trzask wydawał się głośniejszy i bardziej złowrogi. Starałem się nie myśleć zbyt wiele i skupiałem się jedynie na pedałowaniu. Chciałem jak najszybciej minąć to niefortunne miejsce. Powoli, lecz zdecydowanie, oddalaliśmy się od jeziorka błotnego, a odgłosy dzików stawały się coraz cichsze.

Gdy byliśmy już bezpiecznie daleko, zwolniłem nieco, a napięcie powoli zaczęło opuszczać moje ciało. Amelia i Grace również odetchnęły z ulgą, choć żadne z nas nie odważyło się od razu przerywać ciszy. W końcu, kiedy las wokół nas znowu wypełnił się tylko szumem drzew i śpiewem ptaków, Amelia spojrzała na mnie z uśmiechem.

-No cóż, przygoda jak każda inna, prawda? — zażartowała, a my wszyscy zaczęliśmy się śmiać, rozładowując napięcie.

-Tak, tylko nie mów, że się nie bałaś , odpowiedziałem, próbując się uspokoić.

-No co ty ja się nie boję dzików, przyjeżdżamy tutaj co roku i często je widujemy, prawda Grace? 

Jakoś nie mogłem jej uwierzyć. 

-Tak, to dlaczego tak mocno naciskałaś na pedały? Ledwo ci dogoniłem, - rzuciłem. 

Ta przygoda była naprawdę fajna i wspominam ją bardzo ciepło, jednak nie chciałbym drugi raz spotkać się z dzikami. Ani z tymi, ani z żadnymi innymi. Choć wychowałem się na wsi, blisko lasu, te naturalne siedliska znałem tylko ze wczesnych wspomnień, zresztą bardzo mglistych. Tak naprawdę byłem mieszczuchem, przyzwyczajonym do wygodnego, bezpiecznego życia, gdzie wszystko jest przewidywalne. Takie sceny wolałem oglądać na filmach National Geographic. 

Amelia i Grace śmiały się jeszcze ze mnie, że jestem strachliwy i uciekam przy najmniejszym szmerze. No cóż, ja tak nie uważałem. Myślałem, że jestem po prostu ostrożny i wolę nie ryzykować za bardzo. Chociaż oczywiście wszystko zależy od interpretacji. Kiedy dotarliśmy do Giżycka i wjechaliśmy na pierwsze oświetlone ulice, wreszcie mogłem odetchnąć z ulgą.

"Wreszcie cywilizacja", - pomyślałem.

W blasku ulicznych latarni poczułem, jak napięcie opuszcza moje ciało. Miasto, ze swoim hałasem i ruchem, wydawało się teraz oazą spokoju i bezpieczeństwa. Amelia spojrzała na mnie z uśmiechem i powiedziała:

-Widzisz, przetrwaliśmy. Nie było tak źle, prawda?

-Może i nie, - odpowiedziałem, starając się, aby zabrzmiało to przekonująco, - ale nie planuję powtarzać tej przygody.

Grace zaśmiała się głośno.

-No cóż, następnym razem możemy wybrać mniej dziką ścieżkę.

Ruszyliśmy w stronę pensjonatu, gdzie mieszkały dziewczyny. Mijając spokojne uliczki przytulnego miasteczka, zbliżaliśmy się do centrum. W miarę jak oddalaliśmy się od lasu, nocne odgłosy przyrody zastępowały odgłosy cywilizacji. Czułem się coraz bardziej zrelaksowany, wiedząc, że jesteśmy już w bezpiecznym miejscu. Myśli o dzikach powoli odchodziły w niepamięć. Szybko zastąpiły je obrazy ciepłego łóżka i gorącej herbaty. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...