Szukaj na tym blogu

27 marca 2026

Czerwona rybka

83. Ostatni akord


Na koniec, gdy piosenka wybrzmiała ostatnimi, drżącymi, niebiańskimi nutami, gdy gitary ucichły w westchnieniu, gdy perkusja zamilkła w ostatnim, głębokim uderzeniu serca, gdy cały tłum, zniewolony przez nią całkowicie, bez reszty, bez szans na ratunek, szalał w euforii tak czystej, tak niepohamowanej, tak nieziemskiej, że powietrze drżało od wrzasków, od śmiechów, od łez szczęścia, to już nie był występ, to była wspólna zabawa, wspólne szaleństwo, wspólna miłość, w której każdy czuł się częścią niej, częścią nas, częścią czegoś większego niż życie.

A kiedy wybrzmiał ostatni akord, kiedy muzyka ucichła powoli, leniwie, jakby sama nie chciała odejść, a ona powiedziała słodkie dziękuję – głosem jeszcze drżącym od wysiłku, jeszcze ciepłym od rozkoszy śpiewu, jeszcze pachnącym miłością – byłem pewien, czułem każdym nerwem, każdym oddechem, każdym uderzeniem serca, że coś się w niej zmieniło, coś istotnego, coś nieuchwytnego, coś przeznaczonego tylko dla mnie, coś, co widziałem w jej oczach, w jej uśmiechu, w jej drżeniu.

– Dziękuję, dziękuję bardzo! – krzyczała rozpromieniona, machając dłońmi wysoko, wysoko, jakby chciała objąć cały tłum, całe niebo, całą miłość, a jej głos, jej śmiech, jej radość rozlewały się po scenie, po tłumie, po mnie.

Później ukłoniła się głęboko – z gracją, z namaszczeniem, z miłością – i zeszła ze sceny, ale publiczność nie dała jej tak zniknąć, nie pozwoliła, nie chciała, wrzeszczała, klaskała, skandowała jej imię, aż musiała bisować jeszcze trzy razy, jeszcze trzy niebiańskie razy, w których jej głos, jej ruchy, jej wszystko było jeszcze piękniejsze, jeszcze bardziej nasze.

W końcu prowadzący, z uśmiechem na twarzy, z uznaniem w oczach, przerwał tę wrzawę, wyjaśniając ciepło, że są kolejni wykonawcy, którzy też chcieliby zaśpiewać na tej scenie, że czas płynie, że noc czeka.

Kiedy wreszcie spotkaliśmy się na tyłach amfiteatru – w cieniu, w półmroku, w zapachu trawy, potu i miłości – rzuciła mi się w ramiona z taką zachłannością, z taką tęsknotą, z taką miłością, że o mało mnie nie przewróciła, że prawie upadliśmy oboje na ziemię, splątani, mokrzy, pachnący sobą.

Była zdyszana, spocona, ledwie mówiła – oddech urywany, gorący, pachnący wysiłkiem i triumfem – ale nie mogła się ode mnie oderwać, jej ręce na moim karku, jej usta na mojej szyi, jej ciało przyciśnięte do mojego.

– Jak było, jak było, no powiedz, powiedz, tylko nie lukruj, mów prawdę. No powiedz, było dobrze, było okej? – wyszeptała, głosem drżącym, pełnym nadziei, pełnym miłości.

Przytuliłem ją jeszcze mocniej – mocno, czule, z całą siłą – a moja dłoń, niby odruchowo, niby przypadkiem, wsunęła się między jej pośladki, pod tę bufiastą, białą sukieneczkę, muskając skórę, ciepło, wilgoć.

Westchnęła głęboko – aaaah – a jej oczy zaiskrzyły się ogniem, miłością, pożądaniem.

– Och, Kuba… dobrze, że jesteś… mam ci coś ważnego do powiedzenia… – wyszeptała wprost w moje ucho, oddechem gorącym, wilgotnym, pachnącym nią.

Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, oderwała się ode mnie lekko, wsunęła w moje dłonie niewielką tekturkę i kawałek plastiku – drżące dłonie, wilgotne, gorące.

– Co to? – spytałem zdziwiony, głosem, który drżał.

– Nie widzisz… – odpowiedziała, próbując opanować emocje, oczy błyszczące, usta drżące. – Jestem w ciąży.

Jestem w ciąży z tobą.

Będziemy mieli dziecko, Kuba.

Przez długi czas stałem jak oniemiały – czas zatrzymał się, świat zatrzymał się, oddech zatrzymał się.

To było za dużo jak na jeden wieczór – triumf, miłość, tęsknota, a teraz to.

A kiedy byłem w stanie cokolwiek powiedzieć, z moich ust wyrwało się tylko:

– Ze mną… jak to możliwe?

Spojrzała na mnie jak na wariata, ale też z niesamowitą miłością – miłością, która była jednocześnie śmiechem i łzami.

– Kuba, co ty gadasz? – wyszeptała, przyciągając mnie bliżej. – Kochaliśmy się jak szaleńcy.

Tyle razy.

Brałeś mnie na plaży, u mnie, u ciebie w domku.

Kuba, twoje nasienie nie zmieściłoby się w mojej wannie, a ty pytasz…

I przytuliła mnie znowu.

Mocno.

Gorąco.

Na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...