Szukaj na tym blogu

21 października 2022

Misja.

58.  Fiut co chwilę uderzał w jej usta.


Jej cycki huśtały się do góry i do dołu,  do góry i do dołu, na przemian…  niczym wielkie worki wypełnione wodą. Fiut co chwilę uderzał w jej usta. Próbowała go nimi chwycić. Cmokała za każdym razem. 


Tym razem otworzyła nieco oczy i spojrzała na niego. Źrenice były szkliste, załzawione, śledziły każdy jego ruch.

-Ou-ooo… - odezwała się, kiedy wyjeżdżał. 

I tym razem jego fiut znowu chował się między cyckami. Znów pozorny ruch bez emocji: do przodu i do tyłu. 

-Au-a-ha… 

Przez pewien okres czasu można było odnieść wrażenie, że jej ciało zaczyna się kurczyć. Wyglądało to tak, jakby zwijała się do środka, niczym ślimak, jakby chciała schować się we własnej skorupie. 

Bez przerwy patrzyła na własne piersi. 

Za którymś razem, kiedy wjechał i mocno uderzył, nie cofnął się, tylko tak już pozostał. Rozgniótł jej cycki niczym nabiał. Miało się wrażenie, że za chwilę po prostu pękną i rozleją się. 

Mocno przywarł do jej delikatnych usteczek, a ona nie odwróciła głowy, tylko tak zastygła. Trwali tak razem w bezruchu przez długą chwilę. Miała zamknięte oczy i zdawało się, że pogrążona jest w transie. 

W tym momencie fioletowe macki, które podtrzymywały jej piersi z jednej i z drugiej strony, zaczęły nimi rzucać do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu. Tym sposobem przesuwały się po jego fiucie, sprawiając mu jeszcze więcej rozkoszy. Jego głowica uderzała co chwilę, co sekundę w jej usta. Ona tylko wzdychała, stękała, coraz bardziej słodko i namiętnie. 

Tak to trwało. Jej cycki huśtały się do dołu i do góry, do dołu do góry… Chlapały i uderzały głośno, mokro. 

Wydawałoby się, że te fioletowe liny nie trzymają jej zbyt mocno, jednak było to tylko złudzenie. Jej ciało było zawieszone jakiś metr nad podłożem. Była podtrzymywana grubymi, wężowatymi ramionami. Jej ręce opadały do dołu bezwładnie, były związane fioletowymi linami. Każda z nich stanowiła część z jego nowych odnóży. 

Klęczała tak, pochylona mocno do tyłu opleciona i związana. Zdawało się, że nie ma żadnych szans. 

-Uuu-aaa… - wyrzuciła z siebie. 

Ściskał ją coraz bardziej, zdawał się unosić do góry. 

-A-kha… - westchnęła głęboko. 

Poruszał jej cyckami na przemian: jednym górę, drugim w dół. Poruszał też swoimi biodrami, bez przerwy uderzając swoim fiutem w jej usta. 

Jedna z lian, wijąc się,  podpierała jej głowę. Jej koniec zwieńczony był identycznym łbem, jak kutas, który siedział między jej cyckami. 

-Ła-ha-kha… - stękała. 

Walił w jej balony. Była jak rusałka, jak nimfa wodna, sponiewierana, zniewolona przez obcego. 

Walił coraz szybciej. Coraz gwałtowniej poruszał jej cyckami. Coraz szybciej poruszały się jego biodra. Nie miej, tym razem, coraz dłużej pozostawał na krawędzi jej ust. 

-Um… kha-a… um… aha… um… - wydobywało się z jej gardła. 

Jego ruchy były coraz krótsze i coraz rzadsze. Coraz dłużej pozostawał w ustach. Ona sama zdawała się go zatrzymywać, jakby nie miała ochoty się z nim rozstać.

-U-a-a... - wyrzucała z siebie za każdym razem. 

Jej cycki huśtały się do góry i do dołu,  do góry i do dołu, na przemian…  niczym wielkie worki wypełnione wodą. Fiut co chwilę uderzał w jej usta. Próbowała go nimi chwycić. Cmokała za każdym razem. 

-U-kha, u-kha, u-kha… - rozlegało się jej ciche stękanie. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...