67. To tylko orgazm.
Stopniowo przestawałem myśleć racjonalnie. Zdawało mi się, że wsiąkam w ten seks, że się w nim rozpuszczam. Wtedy właśnie dotarło do mnie to, że zadawanie pytań typu: czy to ma sens, czy to jest moralne, czy też nie, przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie. Wyuzdanie, brak jakiejkolwiek pruderii i totalna swoboda, o to, co liczyło się w tamtej chwili. Im mniej myślałem, tym wspanialsze to wszystko było.
Zachęcamy jej słodkimi, gorącymi odgłosami, zacząłem jeszcze szybciej i mocniej pracować swoim językiem. Od dołu do góry, od dołu do góry... i raz, i raz, i raz…
-Janusz, Boże! Ooooch tak, tak oooo!!! - krzyczała już na całe gardło.
W tym momencie przeszedłem już samego siebie. Wiedziałem, że muszę wydobyć z siebie sto pięćdziesiąt procent mocy. Chwyciłem w usta cały ten gruby, pokaźny wyrostek. Zacząłem ssać. Nie bawiłem się. Od razu przeszedłem konkretnie do rzeczy.
-Iiiiiaaaaahhhh!!! - usłyszałem jej donośny krzyk.
Trzęsła się dygotała, szarpała silnych konwulsjach. Nie przerywałem. Ciągnąłem tak, jakby to był sutek jej piersi.
-Yyyyhhhh, uuuuaaahhh!!! - jęczała rozkosznie.
Wiedziałem, że muszę wytrwać jeszcze parę chwil. Przyczepiłem się jeszcze mocniej. Ciągnąłem.
-Aaaaaaa!!! - darła się na całe gardło.
Nagle padła jak nieprzytomna. Wpadła wprost w objęcia Jolki. Ta zaczęła śmiać się bardzo serdecznie.
-Spokojnie mała, spokojnie, to tylko orgazm, - mówiła do niej łagodnym tonem.
Tuliły się do siebie czule. Drobne ciało Jadzi podskakiwało jeszcze przez długą chwilę, jak ryba wyjęta z wody.
-Yyyh, yyyh, yyyh… - wyrzucała ze swojego gardła bezwiedne odgłosy.
Jej gorąca cipka jeździła po całej mojej twarzy, zostawiając mokry ślad jak ślimak. Byłem dumny z siebie, że spowodowałem takie zamieszanie w jej głowie i ciele. Wiedziałem jednak, że nigdy by mi się to pewnie nie udało, gdyby nie była tak mocno podniecona.
Teoretycznie, według moich wyobrażeń, w tej chwili powinno stać się coś takiego: Jolka powinna ze mnie zejść i, obydwie razem, miałyby mnie doprowadzić do wytrysku. Nic takiego, jednak, się nie stało. Obydwoje razem, po tym co przed chwilą zaszło, byliśmy tak podnieceni, że w zupełnie naturalny sposób, absolutnie niczego nie przyspieszając, wkroczyliśmy w głęboki świat orgazmu.
Wszystko zaczęło się bardzo powoli. To było jak, nadciągająca z bardzo daleka, potężna fala tsunami. Byliśmy wobec niej całkowicie bezbronni. Nawet w małym stopniu nie zdawaliśmy sobie sprawy z jej ogromu.
W moim przypadku, zaczęło się to delikatnym mrowieniem, gdzieś pod jądrami. Dołączyło do tego jeszcze ledwie wyczuwalne drętwienie skóry na głowie. Czułem jak włosy stopniowo unoszą się do góry. Obserwowałem to z rosnącą fascynacją i zaciekawieniem. To jeszcze nie było nic wielkiego. Ot, po prostu, miłe wrażenie.
Jola unosiła się i opadała, unosiła się i opadała… delikatnie… wolniej niż poprzednio… ale jej cipka, jej gorąca norka, już zachowywała się inaczej. Czułem jej skurcze. Na początku nie było to nic wielkiego. Przypominały jakby dudnienie: łup, łup, łup… jakby jakaś maszyna pracowała na sąsiedniej posesji. Pomyślałem sobie nawet, że to ciekawe odczucie.
I nagle… nie potrafię nawet tego nazwać… moje ciało pogrążyło się w słodkim niebycie. Jej cipeczka obejmowała mojego fiuta tak mocno, a jednocześnie tak bardzo subtelnie i przejmująco, że to co miało być tylko zwykłym orgazmem, było tak silnym kopniakiem, że w przeciągu jednej chwili, wyrzuciło mnie na obrzeża galaktyki.
Nie potrafię opisać następnych kilku chwil. Po prostu mnie nie było. Kiedy się ocknąłem Jolka wyła jak syrena.
-Iiiiiaaaaahhhh, iiiiiaaaaahhhh, iiiiiaaaaahhhh!!!
Nie unosiła się i nie opadała, nawet nie podskakiwała, jej ciało szarpało się w tak silnych konwulsjach, jakby to były jej ostatnie chwile.
Wystraszyłem się. Nigdy jej wcześniej takiej nie widziałem. Nie grała, nie udawała. Była najbardziej autentyczną dziewczyną, jaką można sobie wyobrazić. I chyba właśnie to ujęło mnie najbardziej.
W tym momencie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, wkroczyłem w kolejny etap mojego orgazmu. Tym razem było to bardzo słodkie, pełne uczucia ciepła i oddania, doznanie. Teraz z większą świadomością przechodziłem przez każdą sekundę tego, co się ze mną działo.
Była tu, była tak blisko, obejmowała mojego kutasa swoją słodką i gorącą cipeczką, pochłaniała go, a mnie było z nią tak dobrze. Oczywiście spuściłem się w nią jeszcze raz i nie była to wcale mała ilość spermy.
-Och, Boże Jola, Jola... och!!! - dyszałem półprzytomny.
Poruszała się coraz wolniej… góra - dół, góra - dół… stopniowo wytracając impet pożądania. Mijały kolejne chwile, mój penis stopniowo wiotczał i opadał. Jemu już starczyło.
Niektórym wyjazd do odessy kojarzył się później z przyzwoitym zyskiem, uzyskanym z, trudno dostępnych wtedy, dóbr. Innym z alkoholem i gigantyczną libacją, podczas której praktycznie nie trzeźwieli. Mnie natomiast, wycieczka ta zawsze przywodzi na myśl rewelacyjny seks z dwiema niesamowitymi laskami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz