79. Pożegnanie.
-Paweł? Kochasz go? - zadałem stanowcze pytanie.
-Czy go kocham? Tak, kocham go, ale to nie on.
-Nic już nie rozumiem, - stwierdziłem.
-Moje serce już do kogoś należy. Do kogoś innego.
W tym momencie poczułem, że moje własne o mało nie wyrwie się z piersi. Miałem ochotę skoczyć z mostu. Jakby to wyczuła, spojrzała na mnie i odezwała się cicho.
-Janusz, to nie tak jak myślisz.
-A jak?
-Posłuchaj… znajdziesz sobie kogoś… jakąś fajną dziewczynę… pobierzecie się… będziecie szczęśliwi…
To brzmiało, jak pożegnanie. Jeszcze nic się nie zaczęło, a już się skończyło.
-Myślę, że już znalazłem. Ta dziewczyna siedzi obok mnie.
-Nie. Nie, nie, nie. To nie tak. Ja… - mówiła tak, jakby jej samej było bardzo trudno przez to przebrnąć.
Chociaż byłem skołowany, postanowiłem jej to ułatwić.
-Dobrze… w porządku… zrozumiałem.
Chwyciła mnie mocno za ręce.
-Posłuchaj mnie Januszu. To, co w tej chwili mogę ci obiecać, to tylko przyjaźń. Rozumiesz?
Z moich doświadczeń i wiedziałem, że jeśli dziewczyna proponuje chłopakowi przyjaźń, to, tak naprawdę, oznacza to definitywny koniec. Mimo to, czułem, że za tymi słowami kryje się coś więcej.
-Rozumiem, - powiedziałem, pochylając głowę.
Poczułem się, jakby ktoś przywalił mi czymś ciężkim w potylicę. Przestałem zadawać pytania jej, ale zacząłem, coraz więcej, zadawać sobie. Czy jestem zbyt biedny? Może za mało przystojny? Co jest we mnie takiego, co sprawia, że ona mnie nie chce? Czy mam się zgodzić na tą przyjaźń? Jak przyjąć tak nierówny układ?
Wiedziałem jednak, że nie mam innego wyjścia. Za bardzo się bałem, że ją stracę. Za wszelką cenę pragnąłem być jak najbliżej niej. Tak naprawdę, nie do końca, zdawałem sobie sprawę, co dzieje się w moim sercu. Nigdy wcześniej nie byłem zakochany, to co się działo w moim wnętrzu, było bardzo nietypowe.
Jeszcze raz chwyciła mnie za ręce. Ujęła je w swoje dłonie i, tak patrząc na nie, zamyślona, odezwała się:
-Posłuchaj Januszku. Jesteś dla mnie kimś bardzo, bardzo ważnym. Nie chciałabym cię stracić. O pewnych rzeczach nie mogę ci powiedzieć. Nie chcę, abyś myślał, że to co chcę ci zaoferować, jest mniej wartościowe od tego, co ty chciałbyś ode mnie otrzymać. Zobaczysz, że to jest znacznie więcej, niż sam mógłbyś to sobie wyobrazić. Nie chcę, abyś na mnie się gniewał, czy czuł smutek z mojego powodu. Mam do ciebie gorącą prośbę.
-Tak? - spytałem, czując, że moje serce rwie się na kawałeczki i skleja ponownie.
-Chciałabym, aby to, co ci powiem, na zawsze, pozostało między nami.
-W porządku. Rozumiem.
-Możesz usłyszeć dziwne rzeczy. Z wieloma z nich, na pewno, nie będziesz się zgadzał, ale jeżeli chcesz dowiedzieć się, czegokolwiek, więcej, musisz mi przysiąc, że nikomu o tym nie wspomnisz.
-Przysięgam, - odezwałem się cicho.
Dopiero po dwudziestu w latach dowiedziałem się, że Agata była chora na schizofrenię. Po tej rozmowie, rzeczywiście, zostaliśmy przyjaciółmi. Chociaż tak naprawdę, trudno powiedzieć jednoznacznie, że była to tylko przyjaźń. Może z jej strony tak, ale na pewno nie z mojej. Przeżyłem najcudowniejszą miłość w moim życiu, miłość, która przetrwała lata. Przez kolejne trzy lata była to miłość czysto platoniczna. Jeżeli ktoś powie mi, że coś takiego nie jest możliwe, to zaprzeczę, bo sami jestem tego przykładem. Chociaż, dziś wszystko uległo radykalnej zmianie, to jednak wciąż, gdzieś na dnie mojego serca, pozostaje jej obraz, obraz jak odbicie w studni.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz