66. Jej łechtaczka.
Hania od razu podchwyciła temat. Wydawało mi się, że nawet nieco się uspokoiła. Drepcząc na kolanach w moją stronę, patrzyła mi w oczy i uśmiechała się. Kiedy była tuż obok mojej głowy, zatrzymała się i spojrzała w dół na swoją gorącą różyczkę.
-Boże, Janusz, proszę zajmij się nią, bo nie wytrzymam, - powiedziała błagalnym tonem.
Nic nie odpowiedziałem. Byłem zbyt podniecony. Patrzyłem na nią, jak głodny pies, na kupę kości. Leżałem na wznak, z głową płasko opartą o materac. Byłem jak bezbronne dziecko, unieruchomiony z jednej strony.
Zaszła mnie od tyłu. Objęła moją szyję kolanami. Patrzyłem do góry na jej nagie, zgrabne ciało. Tuż nad moją twarzą połyskiwała, perlistą rosną, jej cudowna różyczka.
W ostatniej chwili pochyliła się nieco do przodu, w stronę Joli i opadła. Tak normalnie, bez żadnej przymiarki. Po prostu w pewnym momencie poczułem ją na twojej twarzy. Poczułem miękki, wilgotny i gorący dotyk na swoich ustach, nosie i policzkach. Poczułem znajomy, słodki i przyjemny zapach. Nie umiałem utrzymać potężnego, wszechogarniającego podniecenia w ryzach. Moim ciałem szarpnął gigantyczny skurcz, prawie unosząc mnie nad łóżkiem.
-Oooooch! - westchnąłem głęboko.
Czy lizałem? Co tu dużo mówić. Była wszędzie. Jej słodka, nieziemska pizdeczka otaczała całą moją twarz. Jej soki spływały po moich policzkach. Oczywiście wysunąłem język i zacząłem szukać jakiegoś, konkretnego oparcia. Mimo, że była stosunkowo ciasna, zdawało mi się, że tonie w przepastnych czeluściach.
Starałem się bardzo. Miałem wrażenie, że pływam w podziemnej jaskini. Czułem jak drży, jak zaciska się coraz mocniej. Zastanawiałem się, czy moje działania przyniosły jakikolwiek efekt, kiedy nagle usłyszałem jej głos:
-Och tak, tak... Boże, jak mi dobrze! - jęczała głośno.
Mój język, na oślep omiatał ściany i jej jaskini. Pracował wytrwale, bez ustanku, przez kilka dobrych minut. Prężyła się i wyginała na wszystkie strony, dygocąc na całym ciele.
W pewnym momencie nieznacznie się uniosła. Na tyle, żeby dać mi trochę luzu i wytchnienia. Mogłem swobodnie zaczerpnąć powietrza, a przy okazji zobaczyć coś więcej, poza jej gorącą szparką. Jeszcze raz, z pełną siłą, poczułem ten słodki, upadający zapach. Byłem już na granicy orgazmu, jednak osiągnąć go nie mogłem. Byłem przygwożdżony do łóżka dwiema, cudownymi laskami.
Na mojej twarzy, a właściwie na całej głowie, siedziała Hania, ta niepozorna, a jednocześnie wspaniała, cudowna, rudowłosa dziewczyna, z którą tutaj razem się wybrałem. Z drugiej strony, na moim chuju, wciąż dokazywała niesamowita blondynka. Poruszała się w takim rytmie, iż myślałem, że oszaleję. Znów miałem wrażenie, że cały świat należy do mnie. Życie było takie cudowne.
Hanka uniosła się do góry tylko po to, aby przesunąć wyżej, wprost na mój zwinny język, swoją spragnioną i napęczniałą do granic możliwości, wisienkę. To było jak balet. Ta zabawa wciągnęła mnie bez reszty. Byliśmy jak trójka owadów, tańczących gdzieś pośród kielichów kwiatów, w pełnym słońcu lata. Cieszyliśmy się sobą nawzajem, cieszyliśmy się seksem.
Pierwsze dotknięcie było dla mnie zaskoczeniem. Wydawało mi się, że jej łechtaczka powinna być dużo mniejsza i bardziej delikatna. Tymczasem natrafiłem na prawdziwego, grubego i sztywnego olbrzyma. Spotkanie nie było delikatne. Zamiast subtelnego muśnięcia było to mocne intensywne zetknięcie całą powierzchnią mojego języka. Przypuściłem atak od dołu, od strony cipki i przejechałem, aż do samego końca.
Jej reakcja była gwałtowna. Szarpnęła się tak, jakby doznała poparzenia. W pierwszym momencie myślałem, że wyrządziłem jej jakąś krzywdę, że zrobiłem to zbyt mocno.
-Yyyyhhhh!!! - usłyszałem jej głośne westchnienie.
Kiedy zrozumiałem, że chyba jednak nic się nie stało, powtórzyłem dokładnie ten sam ruch.
-Jezuuuu. Ahhhh!!! - wyrwało się z jej gardła.
Wszystko, co się działo, bardzo mnie podniecało. Wszystko to tworzyło w mojej głowie barwną eksplozję. To, że robiliśmy to w trójkę, to, że właśnie lizałem cipkę dziewczyny, w którą, jeszcze tak niedawno, sam się spuściłem, to, że wdychałem ten oszałamiający zapach, oraz to, że, mimo drobnych potknięć, to wszystko tak wspaniale mi wychodziło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz