64. Wykańczająca akcja.
Jednocześnie coraz bardziej traciłem poczucie rzeczywistości.
Przesunęła się nieco niżej, pochłaniając go w większej części. Po chwili poczułem, jak jej zwinny, sprężysty język, zaczyna przesuwać się dookoła, robiąc po krawędzi idealną obręcz.
-O Boże, Boże, Boże, - wzdychałem, nie mogąc złapać tchu.
W tej chwili nie pragnąłem niczego innego, jak tylko spuścić się w te jej gorące, wilgotne usteczka. To by byłaby dla mnie sowita i satysfakcjonująca nagroda.
Kiedy tak sobie myślałem, kiedy byłem przekonany, że niechybnie do tego dojdzie, odezwała się, jeszcze raz, blondynka:
-Hej, stary, co się dzieje? Spokojnie. Ona jeszcze nic nie zrobiła. Hahaha... podobno nie miałeś już siły?!
Jechałem, ledwie żywy:
-Boże! Zlituj się nade mną, oh, bo nie wytrzymam!
Wtem, jakby zrozumiała, o co mi chodzi. Otworzyła buzię i, po prostu, go wypuściła. Jeszcze przez długą chwilę moje ciało reagowało intensywnymi konwulsjami.
-Wiesz co Janusz, rozczarowałeś mnie. Myślałem, że z ciebie lepszy ogier, - powiedziała.
Zaraz później zwróciła się do koleżanki:
-Odsuń się Hanka, niech ja go wezmę w swoje ręce.
-Eh nie… no co ty, jeszcze nie skończyłam, - próbowała protestować.
Blondynka spojrzała na nią spod zmarszczonych brwi.
-Nie. Miałaś już swoją szansę. Za bardzo się z nim bawisz, - powiedziała stanowczo.
Wiedziałem, że kiedy ta jasnowłosa cipa zajmie się moim kutasem, wytrysk nastąpi szybciej, niż mógłbym się spodziewać.
Nie czekając na decyzję Hanki, wlazła między moje nogi, uklękła, a później się pochyliła, tak jakby robiła skłon nad moją fujarą. Chwyciła ją ostrożnie samymi palcami obydwu rąk, tak jakby zamierzała zagrać na tym instrumencie.
-No i co, misiaczku, jedziemy z tym koksem? - rzuciła w moją stronę.
Nie czekając na odpowiedź, chwyciła go w swoje gorące wargi. Wyrwało mnie z butów. Jasne, że nie byłem gotowy, chociaż, na początku, tak mi się wydawało. Uścisk jej ust był tak mocny, że od razu poszybowałem do nieba.
“Boże, co ta dziewczyna robi?” - kołatało się w mojej głowie, - “Czy ona nie zamierza dać mi żadnej szansy?!” Miałem nadzieję, że chociaż jeszcze na chwilę, wejdę w jej gorącą cipkę.
Oczywiście, żadnej szansy mi nie dała. To znaczy, od samego początku, robiła ze mną, co tylko chciała. Miałem wrażenie, że w ogóle nie zwraca uwagi na moje doznania. Były to tylko jednak pozory.
Ona, dokładnie, wiedziała co robi. Od samego początku podjęła profesjonalny wyścig. Jej głowa poruszała się tak szybko, że zaczerpnąwszy w płuca powietrza, nie mogłem go wypuścić. Najnormalniej w świecie, mnie zatkało.
Było cudownie. Chciałem wyć ze szczęścia. Góra - dół, góra - dół, raz - dwa, raz - dwa… kompletne szaleństwo, a jednocześnie rozkoszne, wszechogarniające uczucie.
Mimo, że zrobiła to w takim tempie, wytrysk, dziwnym zrządzeniem losu, jednak, nie nadchodził. Muszę powiedzieć, że Jola, pod tym właśnie względem, była taka różna od Hani. Utrzymywała mnie na granicy szaleństwa przez bardzo długi czas. Skręcałem się jak piskorz na posłaniu, będąc na wpół przytomnym, a jednocześnie nie mogąc osiągnąć orgazmu.
-Uh, yh, ah... - dyszałem, kołysząc się na miękkim materacu wraz z ruchami jej głowy.
To, od samego początku, miała być bardzo szybka, wykańczająca akcja.
-No chłopie, żyjesz? - odezwała się, na chwilę, uwalniając mojego kutasa i spoglądając mi w twarz.
Dopiero teraz, z sykiem, wypuściłem powietrze.
-Żyję, - westchnąłem ciężko.
-Aha, no to się przygotuj, bo to dopiero przedsmak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz