Szukaj na tym blogu

12 grudnia 2017

W PGR-erze.

69. Co za natręt.

W zasadzie, w tym momencie, należałoby dać sobie spokój. Na pierwszy rzut oka, nie było szans, na podtrzymanie jakiejkolwiek relacji. Nie miałem pojęcia, co się stało, ale ona najwyraźniej, nie miała najmniejszej ochoty z nikim rozmawiać. Mimo wszystko, w jej zachowaniu, w jej osobie, było coś, co nie pozwalało, pozostawić jej samej. Całą swoją istotą, wszystkim, czym była, mówiła, a w zasadzie krzyczała: pomóż mi.
Zostałem. Siedziałem i patrzyłem. Nie odzywała się. Widocznie potraktowała mnie, jak zwykły przedmiot. Nie czułem się, jednak z tym, jakoś specjalnie źle. To była po prostu cisza wypełniona jej obecnością.
-Jeszcze tu jesteś, - powiedziała cicho, - myślałam, że już sobie poszedłeś.
Uniosła głowę i spojrzała na mnie. Pierwszy raz na mnie spojrzała i zobaczyłem jej oczy. Właśnie w momencie, kiedy dostrzegłem jej tęczówki, moje serce zaczęło szybciej bić. Wcale nie były niebieskie. To było pierwsze wrażenie. Po przyjrzeniu się dokładniej zrozumiałem, że są błękitne. Spojrzałem na chwilę przez okno i uświadomiłem sobie, że jej oczy mają identyczny kolor jak bezchmurne niebo.
To był ten moment przełomowy. Jeszcze nic się nie zaczęło, jeśli w ogóle kiedykolwiek, cokolwiek się zaczęło, a już wszystko było przesądzone. Poczułem przyjemne ciepło wewnątrz klatki piersiowej. Odruchowo i spontanicznie się uśmiechnąłem.
-Jestem, - powiedziałem równie cicho jak ona,- i nie zamierzam nigdzie iść.
Mój uśmiech udzielił się także i jej.
-Szkoda, - powiedziała, - myślałam, że już cię tu nie ma.
-Nigdzie nie pójdę, dopóki nie powiesz, jak masz na imię.
-Człowieku, czego ty ode mnie chcesz? - powiedziała patrząc mi prosto w oczy i pokazując zęby w serdecznym uśmiechu.
Miałem ochotę ją przytulić. To był zwykły odruch, całkowicie pozbawiony erotyzmu. Chciałem po prostu ją przytulić i być jak najdłużej obok niej. Działa na mnie jak magnes. Miała sobie coś, czego nie potrafiłem wyjaśnić.
-Chcę się dowiedzieć, jak masz na imię? - powtórzyłem swoje pytanie.
-Agata, - odpowiedziała, nie odrywając ode mnie wzroku. - Czy teraz już sobie pójdziesz?
Z mojego gardła wydobył się szczery śmiech.
-Nie.
-O Boże, co za natręt, - odpowiedziała równie naturalnym zachowaniem. - Czy jak zaproszę cię wieczorem na kawę, to teraz dasz mi spokój?
W tym momencie poczułem podwójnie mocne bicie serca.
Wieczorem, z mocno bijącym sercem, stałem pod drzwiami jej pokoju. Zapukałem.
-Proszę, - usłyszałem zupełnie inny głos, niż po południu.
Otworzyłem i nieśmiało przekroczyłem próg. Doznałem rozczarowania. To nie była ta dziewczyna, którą poznałem na stołówce. Na tapczanie siedziała drobna, krucha osoba. Czytała książkę i  zdawała się zupełnie nie zwracać na mnie uwagi.
Straciłem pewność siebie.
-Eeeee… a gdzie Agata? - wydobyło się z mojego gardła coś na kształt pytania.
Wreszcie się ożywiła. Spojrzała na mnie znad wąskich okularów, uśmiechnęła się i powiedziała:
-Proszę, usiądź.
Wskazała mi fotel pod oknem. Trochę się uspokoiłem, ale wciąż czułem się niepewnie. Patrzyłem na nią, bojąc się powiedzieć cokolwiek.
-Mam na imię Renata, - odezwała się, podając mi rękę. - Aga się kąpie. Prosiła, abyś chwilę zaczekał.
W końcu, jakby zaciąganiem, wstała. Była niższa od mojej wybranki i, uczciwie muszę przyznać, dużo od niej ładniejsza. Podeszła do rozsuwanej szafki i wyjęła z niej talerzyk z równo poukładanymi ciastkami.
-Proszę, rozgość się, - powiedziała, stawiając go przede mną na ławie.
-Dziękuję, - odpowiedziałem biorąc jedno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...