68. Siedziała sama.
Akcja tej historii rozgrywa się prawie dwa lata wcześniej, zaraz po tym jak moi koledzy z pokoju poszli do wojska. Były to czasy, kiedy pobór był obowiązkowy. Każdy 19-latek musiał stawić się na komisję, a później dostawał kartę mobilizacyjną. Jeżeli taki delikwent się uczył, powołanie do armii było odroczone do zakończenia szkoły.
Tak też było w moim przypadku. Niestety, Ministerstwo Obrony Narodowej nie nigdy zapominało swoich podopiecznych. Po ukończeniu technikum ja także dostałem, tak zwany, bilet. Mnie się jednak udało wywinąć od spełnienia obowiązku na rzecz narodu. Jeszcze będąc w technikum załatwiłem sobie papiery, które miały mi pozwolić nadal cieszyć się wolnością.
Były takie schorzenia, które zwalniały od pełnienia służby wojskowej. Między innymi było to owrzodzenie dwunastnicy. Jako, że moja mama pracowała w szpitalu, nie było problemów z załatwieniem odpowiednich zaświadczeń.
Kartę jednak dostałem i stawiłem się w jednostce. Jednak tylko po to, by zaraz po przysiędze ją opuścić. Chodziło o to, żeby więcej nie brali mnie na żadne ćwiczenia. W papierach nie widniało “zmiana kategorii” tylko “przeniesiony do rezerwy”, a to znaczyło zupełnie coś innego.
Tak więc, wszyscy czterej z pokoju dostaliśmy karty mobilizacyjne i wszyscy, praktycznie w tym samym czasie, stawiliśmy się we właściwych jednostkach. Ja jednak po sześciu tygodniach wróciłem z powrotem do pracy.
Była wiosna. Robiło się coraz cieplej. Drzewa pokryły się delikatnym listowiem. Coraz głośniej rozlegał się radosny śpiew ptaków. Praca w szklarniach była ciężka, ale lubiłem ją. Po ośmiu godzinach przychodziłem do hotelu, brałem kąpiel i szedłem na obiad.
Od razu ją zauważyłem. Siedziała sama przy jednym ze stolików. Skończyła jeść, jednak nie podniosła się, nie zebrała talerzy i nie podeszła do okienka, aby je oddać. Siedziała i patrzyła przed siebie nieobecnym wzrokiem. Zaintrygowała mnie.
Zająłem miejsce dokładnie po drugiej stronie, daleko, ale tak, aby bez problemu móc ją obserwować. Dyskretnie patrzyłem. Była ładna. Może nie piękna, ale ładna. Miała jasne, półdługie proste włosy i niebieskie oczy.
Kiedy skończyłem jeść, ona wciąż tam siedziała. Nie zmieniła nawet znacząco pozycji. Wydało mi się to bardzo dziwne. Zastanawiałem się dlaczego młoda, niebrzydka dziewczyna siedzi sama przy stoliku.
Przyznam się, że zaraz po przyjściu ze szkoły, byłem stosunkowo nieśmiały, jeśli chodzi o relacje damsko męskie. Bardzo wiele dziewczyn w PGR-e mi się podobało, jednak nigdy nie byłem na tyle przebojowy, by podejść i zagadać.
Tym razem, jednak, zebrałem się na odwagę, oddałem talerze i przysiadłem się do niej.
-Cześć, - powiedziałem krótko.
-Cześć, - odpowiedziała jakby od niechcenia.
Po tych słowach zapadła niezręczna cisza. W tym momencie zaskoczyła mnie kolejna rzecz. Miała cudownie dźwięczny, dziecięcy głos.
Wiem, że to bardzo oklepane, ale doznałem wrażenia, jakbyśmy się już gdzieś spotkali. Poza tym, jej obecność, w tajemniczy sposób, wpływała na mnie uspokajająco.
-Czy mogę w czymś ci pomóc? - spytałem grzecznie.
-Nie, nie możesz mi w niczym pomóc, - rzuciła chłodno.
-Może jednak. Widzę, że masz jakiś problem.
Robiła wszystko, żeby mnie od siebie odstraszyć. Mimo wszystko, im bardziej się starała, tym bardziej chciałem z nią być.
-Ja nie mam żadnego problemu, ale chyba ty masz, - powiedziała jeszcze bardziej zimnym głosem niż poprzednio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz