78. Mówisz moimi słowami.
-To piękne. Mój ojciec robił tak samo, - powiedziałem, czując w niej bratnią duszę.
-Wiesz… uwielbiam ogrody, - odezwała się po chwili.
-Ja też.
-Jeżeli miałbym kiedyś umrzeć…
Zmarszczyłem brwi.
-Umrzeć?! Lepiej nie mów takich rzeczy.
Mocniej ścisnęła moją dłoń.
-O… nie teraz, kiedyś tam… Jeżeli miałabym umrzeć i trafić do raju, to właśnie chciałabym, aby był takim przepięknym, cudownym ogrodem. Tam właśnie chciałabym trafić.
Łup, łup, łup… - uderzało moje serducho, zdając się zagłuszać tą ciszę.
-Agatko?
-Tak?
-Dlaczego mówisz moimi słowami?
Spojrzała na mnie zaskoczona.
-Co?
-Dlaczego mówisz to, co ja chciałbym powiedzieć tobie?
Uśmiechnąłem się. Ona roześmiała się w głos.
-Wcale nie. Mówię to, co ja sama chcę. Nie wiem, co ty miałeś na myśli.
Patrzyła na mnie rozmarzonymi oczami. Znów miałem to, nieodparte, wrażenie, że jest częścią mnie.
-Wierzysz w reinkarnację? - spytałem.
Patrzyła na mnie. Jej usta były tak blisko, iż miałem wrażenie, że za chwilę mnie pocałuje.
-Zdaje się, że nie powinnam, ale chyba tak.
Cały drżałem. Miałem wrażenie, jakbym doświadczał deja vu.
-Wydaje mi się, że poznaliśmy się w poprzednim życiu.
Trąciła mnie palcem w nos i uśmiechnęła się.
-Głupoty gadasz. Poznaliśmy się trzy dni temu na stołówce. Nie pamiętasz?
-Myślę że powinnam już iść, - powiedziała, podnosząc się.
Ująłem jej dłoń.
-Nie chodź.
Uśmiechnęła się ciepło.
-Idę.
Spojrzałem jej w oczy.
-Zostań jeszcze. Proszę.
Dotknąłem ustami jej policzka. Odsunęła się trochę, ale bardzo niewiele. Zanurzyłem twarz w jej włosach. Pocałowałem w tył głowy. Zadrżała.
-Proszę, nie rób tego, - powiedziała.
Wciąż byłem bardzo blisko.
-Czego?
-Tego.
-Nie podoba ci się?
Wyczułem w jej zachowaniu niepokój
-Nie... tak... to znaczy, nie wiem, - gubiła się we własnych słowach.
-Nie chcesz? - spytałem.
-Chcę, bardzo… ale…
Wciąż miałem nadzieję, że między nami do czegoś dojdzie.
-Tak?
-Nie... nie chcę... nie o to chodzi… - mówiła tak, jakbyś chciała zaprzeczyć samej sobie.
-Czy zrobiłem coś nie tak? - próbowałem się upewnić.
-Nie. Jasne że nie. To było… bardzo… przyjemne, - uśmiechnęła się ciepło, ale jej oczy były nieobecne.
-Nie chcesz tego? - spytałem, nic nie rozumiejąc.
-Chcę. Bardzo.
-Więc? - szepnąłem.
Czekałem. Poruszyła się.
-Boże. Czemu zadajesz takie pytania?
-Bo jestem ciekaw, - odpowiedzialnym spokojnie.
-Przecież wiesz o co chodzi.
Nie wiedziałem. Patrzyłem na nią, pragnąc jeszcze raz ją przytulić. Czułem, że mam obok siebie anioła.
-Nie wiem, - powiedziałem drżącym głosem.
-Nie tak, nie w ten sposób, nie w tym miejscu, - wyrzuciła z siebie.
Przecież jeszcze do niczego nie doszło. Co mogło być nie tak? Co zrobiłem źle?
-Przecież mówiłaś, że to było przyjemne. Czy czegoś się boisz?
Trzęsła się.
-Bo… ja… nie mogę… - mówiła z wielkim trudem.
Bałem się o nią. Była taka delikatna, tak bardzo krucha, ulotna. Miałem wrażenie, że przybyła z innego świata.
-Jesteś chora?
-Nie. Myślę, że nie powinniśmy.
Coraz bardziej mnie intrygowała.
-Nie rozumiem.
O czym tak trudno było jej powiedzieć?
-Ja… nie jestem…
-Nie jesteś gotowa?
Uśmiechnęła się. Był to ledwie zauważalny uśmiech. Tak naprawdę się bała.
-Nie.
-Dobrze. Rozumiem to i szanuję.
Przytuliła się. Zrobiła to bardzo spontanicznie.
-Nie rozumiesz, - odezwała się cicho.
Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem.
-Janusz, nie jestem dla ciebie.
W tym momencie, w mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej pytań. Była jedną, wielką zagadką.
-Jak to, nie jesteś dla mnie?
Milczała i patrzyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz