1. Polecenie od szefa.
-Czy naprawdę chce pan tam wejść? - zadał mi pytanie niski gruby ochroniarz, który siedział na portierni wielkiego, szklanego biurowca.
-Oczywiście, - odpowiedziałem pewnym siebie głosem, - firma już nie istnieje i trzeba zrobić porządek w biurze. Takie polecenie dostałem od szefa.
Spojrzałem na niego podejrzliwie.
-Czy jest coś czego powinienem się obawiać, - spytałem po chwili.
-Nie. W zasadzie, to nie.
Facet wydawał mi się jakiś dziwny.
-Wydawało mi się, że chciał mi pan coś powiedzieć.
-Już nic, - rzucił zdawkowo.
Na jego twarzy malował się niepokój.
Biuro do którego miałem wejść znajdowało się na siódmym piętrze i od kilku miesięcy było opuszczone. Mój kierownik wysłał mnie, abym zabrał stamtąd ostatnie dokumenty.
-Czy wie pan dlaczego firma, której likwidacją się zajmujecie, upadła? - zapytał po chwili.
-Nie wiem i powiem szczerze, że nie za bardzo mnie to interesuje, - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Jeżeli chce pan tam wejść, to na pana miejscu mnie by to interesowało, - odezwał się przyciszonym głosem.
Zaintrygował mnie jeszcze bardziej.
-No dobrze, w takim razie, co powinno mnie interesować? - odezwałem się patrząc mu w oczy.
Rozejrzał się dookoła niepewnie.
-Mówią, że to biuro jest nawiedzone, - wyszeptał.
Roześmiałem się w głos.
-I co chodzą tam zjawy, czy duchy? - cisnąłem ironicznie.
Pochylił się w moją stronę.
-Na pana miejscu, nie byłbym taki pewny siebie.
Teraz już się zdenerwowałem.
-No dobrze da mi pan te klucze, czy mam powiedzieć, że nie chce mnie pan wpuścić?
Położył pęk kluczy na biurku.
-Proszę. Niech pan idzie, - powiedział.
Wjechałem na siódme piętro. Na końcu korytarza znajdowały się oklejone drzwi. Zerwałem plomby i przekręciłem klucz. Wewnątrz panował bałagan. To było jednak normalne. Otwarte szafy, wysunięte szuflady, na stołach i biurkach pełno segregatorów, kartek i dokumentów. Sporo kurzu i trochę pajęczyn. Wszystko wskazywało na to, że od dawna tutaj nikt nie wchodził.
Rozejrzałem się dokładnie i stwierdziłem, że będą mi potrzebne dodatkowe kartony. Musiałem wyjść po nie do samochodu. Wychodząc na zewnątrz minąłem tego samego ochroniarza.
-I co, jakoś mnie nic tam nie zjadło? - rzuciłem uszczypliwie.
Facet nic nie odpowiedział, tylko uważnie mi się przyglądał. Pomyślałem sobie, że to jakiś wariat.
Jako, że auto miałem zaparkowane po drugiej stronie ulicy na parkingu przejście do niego zajęło mi kilka minut. Kiedy wróciłem i z powrotem wjechałem na górę stanąłem jak wryty. Drzwi do pokoju który zamierzałem opróżnić, były otwarte. Nie powinny być. Byłem pewny, że je zamykałem. Wychodząc, specjalnie, zwróciłem na to uwagę. Tymczasem teraz było otwarte na oścież. Jakby tego było mało, otwarte było, także i okno.
Rozejrzałem się dookoła uważnie, szukając włamywacza lub kogoś w tym rodzaju. Obszedłem stół, znajdujący się na środku i zajrzałem do poszczególnych szaf. Nic jednak nie wskazywało na to, żeby ktokolwiek w tej chwili tutaj się znajdował. Oczywiście oprócz mnie.
W pewnym momencie, kiedy postanowiłem zamknąć okno usłyszałem, że drzwi z trzaskiem uderzyły o framugę. Odwróciłem się w błyskawicznym tempie. Nikogo nie było. Pomyślałem, że to pewnie przeciąg spowodował tak nagłe zamknięcie wejścia.
Odwróciłem się jeszcze raz żeby zamknąć okno kiedy nagle poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. W jednej chwili zmroziło mnie strach. Bardzo powoli odwróciłem głowę, by zobaczyć napastnika. Zbierałem wszystkie siły, by odeprzeć atak.
Jakież było moje zaskoczenie, kiedy obok siebie zobaczyłem kobietę. Była nieco niższa ode mnie, miała jasne, długie włosy, lekko zwijające się w loki i była kompletnie naga.
Ze zdziwienia otworzyłem usta.
Nie była szczupła. Mimo to była bardzo zgrabna. Miała szerokie biodra, jędrne uda, wąską talię i obfity, pełny biust. Między jej nogami kłębił się jasny, kędzierzawy zarost.
Zanim zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować, moja fujara zaczęła unosić się do góry. Wiedziałem że to niedorzeczne. Nie powinno jej tu być. To było puste biuro, a ja byłem w pracy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz