74. Ja nie chcę żyć.
-Ale świnia! Kawał skurwysyna! - wypaliłem bez namysłu.
Spojrzała na mnie przez załzawione oczy i dodała:
-Na koniec, już po tym wszystkim, przyłapałam go z Kingą w łóżku.
Kingę także dobrze znałem.
-Z tą rudą, piegowatą?
-Tak.
Wszystko wydawało mi się coraz bardziej niemożliwe do zrealizowania w praktyce.
-Wczoraj widziałem ich razem. Wydają się być szczęśliwi.
-Chyba są. Kupił jej pierścionek. Jesienią zamierzają się pobrać.
Starała się jakoś trzymać kupy, ale w tym momencie nie wytrzymała i wybuchła rzewnym płaczem. Objąłem ją ramionami i mocno przytuliłem.
-Już dobrze, Aga, już dobrze… uspokój się. Proszę. Jestem przy tobie. Już dobrze, - powtarzałem słowa, jak mantrę.
Czułem, że sam jestem coraz bardziej roztrzęsiony. Płakała coraz głośniej i wcale nie wyglądało na to, że zamierza się uspokoić.
-Janusz, ja nie chcę żyć, ja nie chcę żyć, nie chcę żyć, - powtarzała w kółko.
Objąłem jej głowę, spojrzałem w oczy i pocałowałem w czoło.
-Co ty mówisz?! Jesteś taka młoda, ładna. Popatrz, tyłu chłopaków się koło ciebie kręci. Masz całe życie przed sobą. Nie możesz tak myśleć. Nie możesz tak mówić, - niemal błagałem.
To, co powiedziała po chwili, całkowicie rozłożyło mnie na łopatki.
-Ja nie chcę już żyć. Nie mam dla kogo. Zabiłam moje dziecko. Jak mogę chcieć żyć?!
Chyba trzęsłem się bardziej od niej.
-Boże, nie wiem co powiedzieć! Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co czujesz.
Po chwili, kiedy trochę się uspokoiłem, wziąłem z jej ręki doniczkę z tym kaktusem. Patrząc na niego odezwałem się:
-Tylko popatrz, on spadł z piątego piętra na beton i nic mu się nie stało. Będzie żył, mimo tak poważnego wypadku. Jest trochę podrapany, stracił nieco kolców, ale będzie żył. Miał szczęście. Poza tym jest bardzo twardy. Popatrz, przecież to jakiś znak.
Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przez łzy.
-Tak, wiem. Skoro on chce żyć to i ja muszę chcieć.
Uśmiechnąłem się do niej, po chwili jeszcze raz bardzo mocno przytuliłem.
-Widzisz?! Tak trzymaj, - mając nadzieję, że nigdy więcej nie dopuści się czegoś podobnego.
Jeszcze tego samego dnia spotkałem Pawła na korytarzu. Wpatrywałem się w niego i, cedząc słowa, zapytałem:
-Posłuchaj Paweł, co jest między tobą a Agą?
Spojrzał na mnie bez zaskoczenia, co jeszcze bardziej wzmogło moje uprzedzenie.
-Nic. A co ma być? - odpowiedział zupełnie naturalnie.
Nie mogłem uwierzyć w to, że zachowuje się w sposób, tak bardzo, zimny. Czułem w sobie coraz większą pasję. Z mojego głosu wiało chłodem.
-Naprawdę?! - syknąłem.
Dopiero to wzbudziło w nim, nieco większe, zainteresowanie.
-Co ona ci powiedziała? - spytał.
Byłem bardzo ciekaw, jakie będą jego kolejne odpowiedzi.
-Czy byliście ze sobą? - dorzuciłem kolejne pytanie.
Zachowywał się tak, jakby rzeczywiście o niczym nie wiedział.
-To znaczy?
-Chodziliście ze sobą? - nie odpuszczałem.
Patrzyłem na niego uważnie i słuchałem.
-I tak i nie, - powiedział.
Był oszczędny w słowach. Z każdą minutą moja złość przechodziła w coraz większe zainteresowanie. Jednocześnie czułem coraz większy mętlik w głowie.
-Nie rozumiem, - napierałem na niego.
Zamiast zareagować się naturalną agresją, był bardzo spokojny.
-Ja też nie, - rzucił cicho.
-Czego? - zadałem kolejne pytanie.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że ta sytuacja przerosła go.
-Jej.
-Co?
-Jej nie rozumiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz