4. Elektryzująca gra.
Usiadłem, starając się zachować się, minimalnie przyzwoitą, odległość. Nie dała mi szans. Przysunęła się raz, a później drugi i trzeci, sprawiając, że dystans między nami zmalał do zera. Brakowało tylko tego, abym objął ją ramieniem. Zresztą, bardzo chciałem to zrobić.
Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Było mi zimno i gorąco jednocześnie. Czułem jej zapach. To był pot wymieszany z jakimiś delikatnymi perfumami. Dla mnie był to najcudowniejszy zapach na świecie. Czułem jej ciepło i bliskość. Coś we mnie krzyczało: nie, nie możesz, jesteś żonaty, ona jest mężatką, nie chcesz rozbijać jej rodziny, to niewskazane, niepoprawne, niemoralne! A jednak, druga część wołała jeszcze głośniej: przecież chcesz tego, jak możesz się oszukiwać?! Rzeczywiście, bardzo, ale to bardzo tego chciałem. Każda część mojego ciała i mojej duszy mówiła mi, że to jest dobre. Więc, co było nie tak?
Nie byliśmy świętoszkami. Ta elektryzująca gra między nami toczyła się od samego początku mojej pracy na tym osiedlu.
Ania nie była wysoka, nie miała pięknej figury modelki, mimo to było w niej coś, co przyciągało moją uwagę. Właściwie, nigdy nie potrafiłem określić, co to było. Bardzo dużo ze sobą rozmawialiśmy. Zawsze byłem wobec niej szczery i otwarty. Dobrze czułem się w jej obecności. Była taką małą, roztrzepaną kokietką.
Tak, jak wszyscy inni mężczyźni pracujący na tym obiekcie, starałem się ją poderwać. Jednak, do tej pory, zawsze było to trochę z żartem i na luzie. Chciałem się do niej zbliżyć. Być tak blisko, jak tylko się da. Miałem ochotę ją dotknąć, przytulić, bo była jak maskotka. W większości przypadków nie wychodziło tak, jakbym chciał.
Ona codziennie flirtowała z kimś innym, ale robiła to w sposób przecudowny. Nie było w tym nic wulgarnego ani zdrożnego. Zachowywała się jak mały skrzat. Zaczepiała, a później uciekała. Muszę przyznać, że faceci to uwielbiają.
Kiedy, któregoś dnia, wprost o tym jej powiedziałem, nie chciała przyznać mi racji. Tłumaczyła, że to tylko żarty, że jesteśmy kolegami i nic więcej nas nie łączy. Mówiła, że w pracy jest nudno i, że trzeba się rozerwać, aby czas płynął szybciej.
Rozumiałem to, była mężatką i nie chciała tego w ten sposób nazwać. Do pewnych rzeczy nie chciała przyznać się przed samą sobą. Jednak, patrząc z boku, niestety, mimo wszystko, z całą pewnością musiałem stwierdzić, że to był flirt.
To była taka zabawa, w której obydwie strony czuły się świetnie. Zawsze, tak, jak to zwykle bywa w podobnych sytuacjach, miałem wobec niej kosmate myśli. Trudno ich nie mieć. Jednak, nigdy, nie wychodziło to poza granice moich, i tylko moich, głębokich marzeń. Były piękne, ale nikt o nich nie wiedział. Do tej chwili.
Tak się składało, że teraz, to wszystko, co o niej myślałem, miało przestać być tajemnicą. Teraz miała się wszystkiego dowiedzieć, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wszystko to było w tym, właśnie, opowiadaniu.
Wreszcie przywykłem do jej obecności na tyle, że przestałem się trząść. Rozejrzałem się dookoła. Nikogo w pobliżu nie było, nikt się nie przychodził. Jakby prowokując sytuację, przysunąłem się jeszcze bliżej.
Siedzieliśmy, jak para kochanków. Położyłem telefon na swoich kolanach, wybrałem na ekranie aplikację do odtwarzania dźwięków i puściłem nagranie. Usłyszałem swój własny głos:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz