Szukaj na tym blogu

13 marca 2018

Wampir.


81. Strzelać bez rozkazu.

Wyszedłem na zewnątrz. Korytarz oświetlony był dwoma rzędami bladożółtych lamp. Lewa strona wydała mi się bardziej bezpieczna od prawej, więc swoje kroki skierowałem właśnie w lewo.
Moje przewidywanie przyszłości działało, najwidoczniej, tylko przy bezpośrednim zagrożeniu życia. Nie byłem pewny, co za chwilę się stanie, więc musiałem być bardzo ostrożny.
Zastanawiałem się, w którą stronę pobiegli, chociaż nie byłem przekonany, czy chcę podążać ich śladem. Mogli ruszyć do wyjścia, jeżeli takowe znajdowało się w pobliżu, ale, równie dobrze, mogli wpakować się w jeszcze większą kabałę. Bezpieczniej więc było, poszukać własnego rozwiązania.
Miałem na sobie jedynie biały, długi fartuch lekarski, który, w tej chwili, na dodatek, był rozpięty. Mój kutas, nawet na odrobinę, nie opadł. Uświadomiłem sobie, że muszę przyzwyczajać się już do tego widoku.
Po pokonaniu kilkudziesięciu metrów, zobaczyłem ciała, kolejnych dwóch mężczyzn, ubranych w uniformy strażników. Widok był równie makabryczny, co poprzednio. Starałem się nie patrzeć i maszerować dalej. Nie uszło jednak mojej uwadze to, że jeden z nich w ogóle nie miał rąk.
Nie mogłem sobie uświadomić tego, jak można było robić takie rzeczy. Najprawdopodobniej był to kolejny stopień mutacji, który zmieniał w ten sposób zakażonych. Wystraszyłem się, że i ja mogę dojść do takiego poziomu deprawacji.
Nagle do moich uszu dobiegł przenikliwy dźwięk syreny alarmowej, a zza zakrętu wyłonił się oddział uzbrojonych po zęby żołnierzy.
Oczywiście wciąż panowała niczym niezmącona cisza i nikogo w pobliżu jeszcze nie było. Miałem kilkanaście sekund, by wskoczyć do najbliższego pomieszczenia i rozejrzeć się za kryjówką.
Kiedy rzeczywiście rozległ się sygnał, siedziałem już we wnęce za jedną z szaf. Grupa wojskowych szła równym krokiem, głośno uderzając o podłogę ciężkimi butami. W pewnym momencie zatrzymali się, a jeden z nich, głośno krzycząc, wydał rozkaz:
-McCormick, Smith, Simson, Kowalski lewa strona, Lenart, Hanson, Bush prawa, reszta z tyłu i ubezpieczać! Nie zdejmować gogli, strzelać bez rozkazu tak, żeby zabić! Żaden skurwysyn nie może wyjść stąd żywy! Zrozumiano?!
-Zrozumiano! - odpowiedzieli chórem.
Po chwili usłyszałem ten sam co wcześniej głos:
-Przeszukać każde pomieszczenie! Zajrzeć za meble!
Dotarło do mnie, że teraz dopiero mam poważne problemy. Na dodatek ani moja intuicja, ani instynkt przetrwania nic mi nie podpowiadały.
Otwierali kolejne drzwi, z głośnym łomotem przewracali krzesła i stoły, tłukli szkło.

W pewnym momencie usłyszałem przerażony krzyk dziewczyny:
-Nie! Proszę, nie jestem wampirem! Błagam nie strzelajcie!
Po czym rozległa się krótka seria z karabinu i było już słychać tylko odgłos syreny oraz bałaganu robionego przez pozostałych.
Byli coraz bliżej. Drżałem ze strachu.
Nagle usłyszałem odgłos szybko biegnącego człowieka. Nie był to żołnierz. Kroki były ciche, klapiące, bose.
-Strzelaj! Strzelaj, do jasnej cholery!!! Tam jest! - wrzasnął dowódca.
W tej samej chwili drzwi do mojego pomieszczenia, z głośnym hukiem, otworzyły się. Przez szparę widziałem, jak wbiega do pokoju młody chłopak. Miał najwyżej dwadzieścia lat. Zaraz za nim wpadło dwóch ludzi w mundurach polowych z karabinami gotowymi do strzału.


Pussy Fucking Closeup Sex GIF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...