Szukaj na tym blogu

2 marca 2018

Wampir.

70. Fiolki.

Ruda zaczęła podchodzić do szklanych gablot ustawionych pod ścianami. Po kolei wysuwała szuflady i wyjmowała przeróżne fiolki oraz buteleczki. Blondynka w tym czasie przygotowywała cały zapas igieł i strzykawek. Po kilku minutach wszystko to znalazło się na stoliku stojącym na środku.
-Mam obawy? - odezwała się młodsza dziewczyna.
Blondynka zmarszczyła brwi.
-Jakie znowu, kurwa, obawy?!
-On nie przeżyje nawet jednej czwartej tego co tutaj mamy.
-E tam, będziemy ostrożne.
-Niektóre z tych substancji zabiły by nawet konia. W dużych dawkach wszystkie są śmiertelnie niebezpieczne.
-W takim razie zaczniemy od tych łagodniejszych i podamy w nieco mniejszej ilości.
Jeżeli do tej pory wszystko bagatelizowałem, licząc na swoją siłę i odporność, to teraz zacząłem poważnie bać się o swoje życie. Szokiem było dla mnie już samo to, co napisali w moich aktach. Na dodatek, teraz miałem czekać spokojnie na to, co będą robiły te dwie szalone kobiety.
Byłem przywiązany pasami i nie mogłem się ruszyć. W myślach szukałem jakiegoś sposobu ucieczki, ale nic nie mogłem znaleźć.
W tym czasie blondynka wyjmowała igły z foliowych torebek, nakładała na strzykawki i układała w rzędzie jedna, obok drugiej. Jednocześnie rudowłosa segregowania fiolki z substancjami, które za chwilę miały mi wstrzyknąć. Każda z buteleczek oznaczona była symbolem, zawierającym w sobie, zarówno litery, jak i cyfry.
Po kilku minutach kolejne strzykawki wypełniały się różnobarwnymi substancjami i układane były w osobnym rzędzie. Wiedziałem, że nie wróży to niczego dobrego. Zastanawiałem się tylko, jak długo będę się męczył i kiedy nastąpi zgon. Miałem cichą nadzieję, iż moje DNA tak bardzo uległo mutacji, że to uratuje mi życie. Mimo wszystko, tak naprawdę, trudno było przewidzieć, co się stanie. Jeżeli miałem dać sobie radę, już teraz musiałem zacząć działać.
-Posłuchajcie mnie, dziewczyny. Zastanówcie się dobrze, co chcecie zrobić, - starałem się przemówić im do rozsądku, ale usłyszała to tylko Laura.
-Ty, on chce coś powiedzieć, - stuknęła koleżankę w bok.
Ta była zaoferowana wykonywanym zajęciem.
-Dobra, nie słuchaj go. Ułóż to wszystko na tacy, - nakazawa przyjaciółce.
Postanowiłem nie odpuszczać i bronić się dalej. W tej sytuacji pozostały mi tylko słowa i moja zdolność przekonywania.
-Mówię poważnie, puśćcie mnie. Wiecie kim jestem? Na pewno będą mnie szukać.
-No tak, mamy cię puścić? Ty chyba żartujesz?! - żachnęła się cycata blondynka.
-Nie róbcie sobie jaj! Chyba nie chcecie mnie zabić?!
Naga laborantka spojrzała na moją twarz.
-Zabić?! Przecież ty już nie żyjesz, - powiedziała z serdecznym uśmiechem.
-Do kurwy nędzy, to jest modelarstwo!!! Jestem człowiekiem!!! - wrzasnąłem ile sił w gardle.
Baba z wielkimi cyckami roześmiała się w głos.
-Człowiekiem to ty przestałeś być już w chwili zarażenia. Teraz jesteś zombie, czy coś w tym rodzaju… W każdym razie bliżej ci do zwierzęcia, niż do człowieka, - powiedziała dość spokojnie.
Wystraszyłem się jeszcze bardziej. Taka ilość strzykawek oznaczała dla mnie wyrok śmierci.
-Proszę, nie róbcie tego.
Nie reagowały. Ruda przyciągnęła niewielki stoliczek na kółkach. Ułożyły wszystko co tam miały na metalowej tacy, ustawiły ją na jego blacie i przyciągnęły w pobliże łóżka, na którym leżałem.
To było śmieszne, kuriozalne, a jednocześnie przerażające. Dwie nagie laski chciały mi zaaplikować taką dawkę różnych chemikaliów, której na pewno bym nie przeżył. Na dodatek, mój kutas wcale nie opadł. Moje ciało zachowywało się tak, jakby ta cała sytuacja podniecała je jeszcze bardziej.
-Przejdź z drugiej strony i wyjmij mu te igły. Aha,
weź wacik ze spirytusem i przetrzyj pępek, - instruowała blondynka.
-Po co, przecież i tak go zabijemy? Nie sądzisz chyba, że jakieś bakterie mogą mu w tym przypadku zaszkodzić?! - wypowiedziała gorzką prawdę rudowłosa.
Ta druga, najwyraźniej, traktowała to jako świetną zabawę.
-Wiem, ale tak się robi. Rozumiesz, stary nawyk.
Rudowłosa przeszła z drugiej strony kozetki, pochyliła się nade mną, palcami naciągnęła skórę na moim pępku i jednym gwałtownym ruchem wyjęła obydwie strzykawki na raz. Później wilgotnym wacikiem przetarła miejsce wkłucia. Trochę zapiekło, ale to było nic w porównaniu z tym, co za chwilę miało się stać.


Blonde cowgirl mirror sex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...