Szukaj na tym blogu

12 marca 2018

Wampir.

80. Fala czasu.

Nagle zobaczyłem, że po obydwu moich stronach z sufitu błyskawicznym tempie opadają przegrody, zamykając mnie w ciasnej klatce. Skoczyłem do tyłu i przewróciłem się na podłogę. Kątem oka spostrzegłem, że ściany nie opadły. Błąd. Nie widziałem teraźniejszości, to była przyszłość. To zdarzenie miało stać się dopiero za kilka sekund.
Podniosłem się i w panice zacząłem biec w przeciwną stronę. Dopiero, kiedy wykonałem kilkanaście kroków, usłyszałem trzask zapadni. Nie odwracałem się, by zobaczyć to na własne oczy. Biegłem dalej. Ze strachu, potykałem się o własne nogi.
Korytarz był przeraźliwie długi i prosty. Szybko mijały kolejne drzwi, jednak bałem się otworzyć któreś z nich. Za wszystkimi mógł się czaić napastnik. Słyszałem tupot własnych stóp.
Nagle rozległ się głośny huk, poczułem przenikliwy ból w plecach i upadłem. W kilka sekund później zapadła ciemność.
Błąd. Biegłem nadal. Znów to mylące uczucie postrzegania przyszłości. Bez namysłu rzuciłem się na pierwsze drzwi. Kiedy chowałem się za nimi usłyszałem huk wystrzału i świst przelatującej kuli. Dogoniła mnie fala czasu.
Żyłem. Mało brakowało. Biegli w moją stronę. Echo ciężkich butów niosło się po tunelu. Lekkie odprężenie i chwila zastanowienia.
W pewnym momencie poczułem się nieswojo. Nie byłem sam. Bardzo powoli odwróciłem się do tyłu. Sparaliżowało mnie z wrażenia. Wpatrywało się we mnie dwadzieścia, może trzydzieści par oczu. Nie mogłem uwierzyć. Pomieszczenie wypełnione było metalowymi klatkami, a w każdej z nich siedział jeden osobnik mojego pokroju.
Nim zdążyłem pomyśleć nad następnym krokiem, usłyszałem kobiecy, stanowczy głos:
-Klucze!
Nie musiałem się specjalnie rozglądać. Od razu natknąłem się na jej twarz. Przyklejona do połyskujących prętów, wskazywała palcem stolik za moimi plecami. Odwróciłem się, chwyciłem ciężki pęk i rzuciłem w jej stronę.
Nie byłem pewny, czy dobrze zrobiłem. W tej chwili, jednak, nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Przełożyła dłonie przez kraty i otworzyła zamek. Wyskoczyła na zewnątrz i po kolei zaczęła otwierać pozostałe klatki.
Strażnicy z bronią byli już bardzo blisko. Lada chwila, a weszliśmy do środka. Stałem jak sparaliżowany, nie bardzo wiedząc co dalej robić.
Dziewczyna za to doskonale zdawała sobie sprawę z każdego swojego ruchu. Chwyciła za krzesło cisnęła nim w oszkloną szafkę z bezpiecznikami. Dźwięk tłuczonego szkła ogłuszył mnie na chwilę.
-Odsuń się! - usłyszałem jeszcze jedną komendę.
Uniosłem oczy i zobaczyłem, jak ta sama laska owija szmatą stalowy pręt i wkłada go między grube miedziane styki. Natychmiast oślepił mnie jasny błysk. Rozległ się suchy trzask. Poczułem smród spalenizny i zrobiło się kompletnie ciemno.  
W samą porę. W tym samym momencie usłyszałem jak drzwi do pomieszczenia się otwierają.
-Co jest do kurwy nędzy! Pierdolone wampiry! - usłyszałem zdenerwowany głos jednego z nich.
Nie byli przygotowani na to co się stało, nie mieli ze sobą latarek. Miałem zamiar podziękować, czy wyrazić chociaż swój podziw, bo ktoś, kolejny raz, uratował mi życie. Nie było jednak na to czasu.
Pod osłoną egipskich ciemności, stało się coś, co zmroziło krew w moich żyłach. Nic nie widziałem, ale stałem na tyle blisko, że, bez problemu, mogłem sobie wszystko wyobrazić. To było coś okropnego, nawet jak na moje standardy.
Najpierw był warkot, dziwny, podobny do odgłosu rozcieńczonego psa, tylko o wiele bardziej złowrogi. Później coś rzuciło się na mężczyzn. Usłyszałem odgłosy upadających ludzi i ich przeraźliwy wrzask. Później było charczenie, agonia, bulgot tryskającej krwi i cisza.
Wciąż nie mogłem wykonać żadnego ruchu. To było irracjonalne. Miałem wrażenie, że wciśnięto mnie do jakiejś makabrycznej gry komputerowej.
Po jakimś czasie usłyszałem, jak napastnicy wybiegają na korytarz, a ich kroki cichną po obydwu stronach. Nie mogłem uwierzyć, że to są moi pobratymcy. Byli gorsi niż zwierzęta.
Kiedy próbowałem dojść do siebie, zapaliło się oświetlenie awaryjne. Ostrożnie rozejrzałem się po podłodze. Widok był przerażający.
Jeden ze strażników miał odgryzioną głowę, a drugi rozerwany brzuch, a jego wnętrzności walały się po posadzce. Ledwie powstrzymałem odruch wymiotny. Musiałem stąd jak najszybciej wyjść.


Outdoor sex is great

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...