Szukaj na tym blogu

10 marca 2018

Wampir.

78. Naprzeciw przeznaczeniu.

-Połóż się, - odezwała się ciepłym ale stanowczym głosem.
-Słucham? - spytałem, nie bardzo wiedząc o co chodzi.
-Połóż się. Chcę cię dosiąść. Zróbmy to szybko i sprawnie.
Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem.
-Naprawdę, chcesz na mnie sama wejść?
-Tak. W którym stadium jesteś? - spytała.
-Stadium? To są jakieś stadia? Nie mam pojęcia.
Machnęła dłonią.
-Tak. Zresztą, to nie ma znaczenia, sama widzę, że to już czwarty stopień.
-Wiesz, że to cię zabije? - zapytałem, mając nadzieję, że usłyszę jakieś wyjaśnienie.
-Tak, wiem. ale chcę tego.
W mojej głowie zaczęło rodzić się jeszcze więcej pytań.
-Nie rozumiem. Jak można chcieć własnej śmierci?
-To przez twoje feromony, - odpowiedziała spokojnie.
Pokręciłem głową jakbym miał nadzieję, że cały ten obraz za chwilę zniknie.
-Wciąż nic nie rozumiem.
Próbowała poczęstować mnie przyjacielskim uśmiechem.
-To skomplikowane. Od lat badamy ich sposób działania na organizm człowieka. Wiem tylko tyle, że są jak paszcza krokodyla, raz zaciśnięta, nie może się już otworzyć.
Byłem kompletnie zaskoczony.
-Co?
Kiedy zorientowała się, że jestem w szoku, natychmiast się poprawiła.
-Przepraszam, może to złe określenie. Można porównać to raczej do jadu węża.
Wciąż nic nie pojmowałem.
-Jadu węża? Przecież ja nie jestem wężem, ci nic nie wstrzyknąłem.
-To nie ma znaczenia. Te substancje rozchodzą się w powietrzu, ale działają tak samo. Paraliżują, odbierają własną wolę.
-Aha, to dlatego nie uciekasz.
Pokiwała głową.
Jestem już stracona, chcę tego. To pragnienie jest coraz silniejsze i w żaden sposób nie mogę go pokonać.
Nawet, jeśli to już zrozumiałem, to nie mogłem zaakceptować.
-Silniejsze od instynktu samozachowawczego? Nie potrafię tego zrozumieć.
Znów skinęła.
-Przepraszam. Nie mogę zrobić nic innego.
Postanowiłem wyjść naprzeciw przeznaczeniu. Wszak byłem wampirem i potrzebowałem kolejnej porcji energii. Nowe umiejętności sprawiały, że wyczerpywała się bardzo szybko.
-W takim razie, gdzie mam się położyć, - zapytałem.
Gestem dłoni wskazała na przeciwległą ścianę, pod którą stała niska kozetka.  
Bez zastanowienia, ruszyłem w tamtym kierunku. Odwróciłem się tyłem, usiadłem na krawędzi, a później ostrożnie się położyłem.
Czułem się trochę dziwnie. Miałem nieodparte wrażenie, że znów ktoś będzie przeprowadzał na mnie dziwne doświadczenia. Skojarzenia były silne i trudno było się ich pozbyć. Przecież wciąż byłem bez ubrania, mój fajfus sterczał jak rakieta, a ona miała na sobie jedynie biały fartuch. Była taka śliczna, że nawet gdyby nie ta dziwna sytuacja, pewnie i tak z własnej woli bym ją przeleciał.
-Rozsuń szeroko uda, - powiedziała cicho.
Kiedy rozłożyłem nogi, ona weszła między nie. Przelotnie spojrzała mi w oczy, a później pochyliła się nad, moim ogromnym, przyrodzeniem. Kutas był tak gruby, że ledwo obejmowała go swoją drobną, ciepłą, wilgotną od potu i drżącą dłonią.
Pochyliła głowę, w ostatniej chwili musnęła mnie swoimi delikatnymi włosami i nagle poczułem na swojej wydatnej głowicy jej szeroko rozchylone usta.
Było mi tak dobrze, że jęknąłem tylko głośno i wyprężyłem kręgosłup. Po chwili pochyliła się jeszcze bardziej, dołączyła do zabawy drugą rękę, która zacisnęła się na moim drążku z przeciwnej strony.
Teraz mocniej popchnęła swoją czaszkę w dół. Wdarłem się w jej gardło z całą siłą, rozchylając szczęki do granic możliwości. Miała zamknięte oczy i zabawiała się moim kutasem tylko przez kilka minut.
Później uwolniła się od niego i wsunęła swoją twarz pod worek. wypełniony nabrzmiałymi jądrami. Zdawało się, że wdycha zapach całymi piersiami. Nie powinienem się temu dziwić, był silnym afrodyzjakiem.
W następnej chwili przyjechała językiem od samego dołu po głowicę, uniosła wzrok i spojrzała na mnie bardzo wymownie.
Wiedziałem, że jest gotowa do dokonania tego ostatecznego kroku, jednak wciąż nie mogłem przyzwyczaić się do myśli, że każdy taki, przecież bardzo cudowny akt, kończy się śmiercią mojej partnerki. W jakiś sposób, to było makabryczne i przerażające. Nawet, biorąc pod uwagę to, że byłem wampirem, dzikim, nieokiełznanym zwierzęciem, jakby reliktem przeszłości, wziętym żywcem z czasów Drakuli.
W końcu mnie dosiadła przechyliła głowę na jeden bok, przymknęła powieki i zatopiona we własnych doznaniach stawała się coraz mniej obecna.
Dokładnie wiedziałem, co się stanie. Ten temat w ostatnich dniach powtarzał się już wielokrotnie. Przytrzymała penisa jedną dłonią, włożyła w środek cipeczki i powoli opadła do samego końca. Wjechałem w nią łagodnym, lepkim ruchem. Czułem, jak całe moje istnienie  ogarnia błoga, słodka przyjemność. Dla mnie było to, jeszcze jedno, zdarzenie ofiarujące dodatkową porcję sił, dla niej ostatnia czynność, którą wykonywała w życiu.
Po jakimś czasie, jej twarz wykrzywiła się w uśmiechu. Zastanawiałem się, czy chciała jeszcze coś powiedzieć, czy to był jakiś ostatni gest, który miał ukryte znaczenie. Później szybko o tym zapomniałem.
Po kilku chwilach, podparła się z tyłu na moich udach i, spojrzawszy na moją twarz, szeroko otworzyła oczy.
To działo się samo, jakby bez ingerencji mojej woli. Moje podbrzusze zaczęło się szarpać w intensywnym pulsowaniu. Chwyciłem dłońmi za jej uda od spodu. Próbowałem nadać jej ciału ruch posuwisto-zwrotny. Niestety, było to bardzo utrudnione.
Jej słodka cipeczka bardzo szybko przejęła drgania mojego kutasa, a ciało, w błyskawicznym tempie, pokryło się połyskującą cienką warstwą potu. Jej piersi stały się jeszcze większe, bardziej wypełnione, brodawki ciemniejsze, a sutki sterczące niczym antenki.
Później były już tylko gwałtowne, szarpiące ciałem i umysłem, drgawki. Uniosłem kark i wyciągnąłem ramiona, próbując ją objąć, lecz wszystko się zlało w jedną, wielką galaretę. Uśmiechała się, a mój kutas wysysał z niej życie. Trwało to kilka długich minut.
Na sam koniec uniosła głowę i spojrzała w sufit. Drżała, a ja pozbawiałem ją ostatnich oznak życia.


Standing sex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...