Szukaj na tym blogu

6 marca 2018

Wampir.

74. Wielka pokusa.

Myślałem, że nie żyje, jednak, po jakimś czasie, powoli podniosła głowę, zawróciła i zaczęła czołgać się w moją stronę.
-Laura… - odezwała się cicho, sunąc jak ślimak.
-Co? - szepnęła koleżanka.
-Oh Laura! - powtórzyła.
Rudowłosa zaniepokoiła się o przyjaciółkę. Blondynka zachowywała się jak zombie.
-Sandra, dobrze się czujesz?
-Laura, tak mi się chce ruchać… - rozległ się ponownie głos tej drugiej.
Jej oczy były podkrążone i nieobecne.
-Sandra, ale wiesz, że nie możemy.
-Wiem, wiem...
-Sandra, walcz z tym! Nie zbliżaj się do niego. Spróbuj włączyć wentylację.
-Ależ, Lauro! Spójrz na jego fiuta...  jest… jest taki piękny, taki wielki, majestatyczny...  tak bardzo go chcę.
Koleżanka zdawała się mięknąć, tracić coraz więcej sił. W pewnym momencie myślałem, że poddała się całkowicie.
-Oh Sandra, mnie też się bardzo chce. Ja nie wiem… muszę... wiesz co, spróbuję, może nic się nie stanie.
-Poczekaj, zaraz coś zrobię.
Blondynka, w końcu, podniosła się z podłogi i, chwiejnym krokiem, próbowała iść w stronę panelu umieszczonego na przeciwległej ścianie. Mimo to, w pewnym momencie, zatrzymała się i, walcząc ze sobą, powoli odwróciła w moją stronę.
-Idź, idź, nie odwracaj się, proszę, - usłyszałem głos z przeciwległego końca pokoju.
-Ale, ja nie mogę, rozumiesz, nie mogę! - trzęsła się blondynka.
Przyjaciółka nie dawała za wygraną.
-Zobacz, widzisz to białe pokrętło?!
-Widzę, ale nie dam rady.
-Posłuchaj, jak tylko je przekręcisz w prawo do oporu, to będziesz mogła tu wrócić i... obydwie na niego razem wejdziemy, rozumiesz?!
-Oh, nie mogę.
-Skup się. Dasz radę. Możesz!
Po chwili dziewczyna, wykonała kilka chwiejnych, gwałtownych kroków i, całym ciałem, dopadła do ściany. Jednym, szybkim ruchem przekręciła płaski wyłącznik w prawą stronę.
Od razu rozległ się głośny szum dużych wentylatorów, wyciągających powietrze z wnętrza pomieszczenia. Z drugiej strony poprzez drobne, stalowe kraty wpływał świeży tlen.
Po kilku minutach obydwie dziewczyny znacznie się uspokoiły. Ciężko dysząc, spojrzały na siebie.
-Mało brakowało, co Laura?!
-Tak Sandro, ale mnie nadal bardzo, ale to bardzo się chce.
-Mnie też, ale myślę, że damy sobie radę.
-Czy mogę? Och nie!
-Wiem, co chcesz zrobić kochanie, ale w tej chwili nie możesz dotykać jego prącia. Jest bardzo niebezpieczne, zawiera mnóstwo substancji, które zniewalają umysł i ciało.
-Tak wiem, ale to taka wielka pokusa. Tak trudno się powstrzymać. Cała drżę. Chętnie bym dała mu moją cipeczkę do lizania. Jest cała mokra… albo... wiesz co... zobacz jak jego fiut jest cudowny. Wezmę go w swoje usteczka, zobaczę jak smakuje, co?
-Nie możesz, po prostu, nie możesz. Nie w tej chwili. Poczekaj, zaraz przygotuję kolejny preparat. Chodź, zobaczymy, co będzie się działo z tym skubańcem.
Ruda stanęła tuż obok mojej twarzy i zaczęła śmiać się w dziwny, nienaturalny sposób.
-Och wampirku, wampirze, zwierzaku, bestio! Zobacz, co ze mną zrobiłeś?! Chcesz zobaczyć moją cipeczkę?! Zobacz, jaka jest spragniona! Pulsuje, widzisz, to twoja robota. Tak bardzo chcę się z tobą kochać.
Odwróciła się tyłem, pochyliła do przodu i wypięła w moją stronę swój zgrabny kuperek. Między jej udami, jak księżyc jaśniała, połyskując perlistą substancją, słodka pizdeczka. Teraz to ja zacząłem się szarpać w dziwnych drgawkach, nie mogąc zapanować nad własnym, wciąż rosnącym, pożądaniem.
Dziewczyna zbliżyła się jeszcze bardziej i swoją dupę przysunęła, prawie, do moich ust. Wdychałem jej zapach. Sapałem, jak dziki bawół, schwytany na lasso. Wiedziałem, że długo nie może to już potrwać.
-Dziewczyny, dajcie spokój. Przecież wiecie, że nie macie żadnych szans. Nie wyjdziecie z tego pomieszczenia żywe. Czemu się opieracie? Puśćcie wodze fantazji, będzie cudownie. To będą najwspanialsze chwile waszego życia. Gwarantuję, że zapewnię nam rozrywkę nie z tej ziemi. Proszę, zdejmijcie te pasy z mojego ciała.
Teraz obydwie zaczęły się śmiać.
-O tak, na pewno... to by była ostatnia rozrywka w naszym życiu. Prawda wampirku?! - odezwała się rudowłosa.
Blondynka, kiedy tylko, w miarę, doszła do siebie i otrząsnęła się z pierwszego, nieprzyjemnego wrażenia, podeszła do metalowego stolika, na którym wciąż spoczywały nieużyte jeszcze zastrzyki. Bez zastanowienia wzięła kolejny i zbliżyła się do mojego łóżka. Uniosła do góry igłę, wypuszczając powietrze, a później spojrzała na mnie podnieconym, jednak pewnym siebie, wzrokiem.
-Szykuj pępek, potworze, - powiedziała stanowczo.
-No co ty, nie żartuj. Chyba nie masz zamiaru wpuszczać mi kolejnej porcji?! - zawołałem wystraszony.
-Przykro mi, tak musi być. Niestety, w każdej walce jest wygrany i jest przegrany. Dziś padło na ciebie. To my tu decydujemy. Rozrywkę, owszem, będziemy miały, a jakże. Jak widzisz, to ty, nie masz żadnych szans.
Wyciągnęła starą igłę z mojego brzucha, rzuciła na podłogę obok łóżka, palcami naciągnęła skórę, przyłożyła zastrzyk i, jednym zdecydowanym ruchem, wbiła do samego końca.
Z wrażenia szarpnąłem się do góry, a później opadłem bezwiednie.


Chair hopping sex

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

16. Rozkosz z przerażeniem Później, choć ona już nie zdawała sobie z tego sprawy w pełni, jej pączek – ten delikatny, ukryty skarb między ud...