Szukaj na tym blogu

14 marca 2018

Wampir.

82. Przeżyć.

Kiedy byłem przekonany, że młode życie w tej sekundzie zostanie zakończone, stało się coś, co wprawiło mnie w kompletne osłupienie.
Chłopak przebiegł pokój, nie zatrzymując się, a następnie wbiegł na ścianę, przebiegł po suficie i zatrzymał się tuż nad wyjściem. Żołnierze nawet tego nie zauważyli. Kiedy zorientowali się w czym rzecz, było już za późno.
Spadł na nich z góry jak upiór. Jednym uderzeniem powalił obydwóch na podłogę i wytrącił karabiny. Później było to, co już widziałem wcześniej. Jednemu z nich, sprawnym ugryzieniem, przerwał tętnicę szyjną. Drugiemu złamał kark przekręcając głowę o sto osiemdziesiąt stopni.
W tym samym momencie zobaczyłem jak do pokoju wpada przedmiot wielkości cytryny. Oślepiający błysk odebrał mi wzrok, przenikliwy świst zabrał słuch, a gaz, uwalniający się z urządzenia sprawił, że straciłem przytomność.
Tym razem wiedziałem już, że była to tylko wizja tego co stanie się za chwilę. Nie myślałem, nie zastanawiałem się. Wyskoczyłem z kryjówki, chwyciłem chłopaka w pół.
W podłodze, na środku pomieszczenia znajdowała się krata. Pod nią był jakiś tunel. Nie wiem jak to się stało, skąd miałem tyle siły. Jednym, zdecydowanym szarpnięciem wyrwałem dwumetrowe zabezpieczenie razem z kołkami mocującymi, rzuciłem w taki sposób, że zablokowało wejście, a sam wskoczyłem, nie zdając sobie sprawy z tego, gdzie wyląduję. Miało to już drugorzędne znaczenie. Najważniejsze było przeżyć.
To była jakaś śliska pochylnia. Pędziliśmy z niewyobrażalną prędkością, biorąc gwałtowne zakręty raz w lewo raz w prawo. Było kompletnie ciemno, słychać było tylko dudnienie naszych ciał o wypukłości.
Wiedziałem, że jeśli przeżyję upadek, będę cholernie potłuczony. Niemniej cieszyła mnie ta sytuacja. Oddaliliśmy się od naszych zabójców. Pozwoliłem sobie nawet na mały myślowy żart. Wyobraziłem sobie, że to szkoda, iż poruszamy się do dołu. Biorąc pod uwagę fakt, że znajdowaliśmy się głęboko pod ziemią, przydałoby się obrać zgoła inny kierunek.
Pędziliśmy przez nieznane czeluście podziemia, niczym przez trzewia jakiegoś olbrzyma. W pewnej chwili uświadomiłem sobie fakt, że koniec tunelu może okazać się bardziej niebezpieczny, niż przypuszczałem na początku. Bez przerwy nabieraliśmy prędkości. Trudno było przewidzieć, co znajduje się po drugiej stronie.
Nagle stała się rzecz, która przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Tunel się skończył, a my w jednej sekundzie znaleźliśmy się w otwartej przestrzeni. W normalnej sytuacji rozpierała by mnie radość dlatego, że poczułem powiew świeżego powietrza. Jednak szybko uświadomiłem sobie, że nie jestem ptakiem i, mimo mutacji, jeszcze nie umiem latać.
Była księżycowa noc, a my szybowaliśmy niczym spadochroniarze, próbując chwycić się powietrza. Zagadką poliszynela pozostawał fakt, jak wysoko się znajdowaliśmy i w jakim miejscu wylądują nasze biedne ciała. W pewnym momencie poczułem, że trajektoria, po której się poruszamy, łagodnie przechodzi w łuk, a po chwili, zaczynamy spadać pionowo w dół niczym dwa kamienie. Nie było w tym nic śmiesznego. Wiedziałem, że kiedyś taki lot musi się tragicznie skończyć.
Liczyłem sekundy 101, 102, 103, 104… nagle upadek. Woda. Szczęście, że wylądowałem na nogach. Przebiłem powierzchnię i zanurkowałem w głąb, licząc na to, że nie spotkam się z dnem zbyt szybko. Było bardzo głęboko. Wyhamowałem bezpiecznie i zacząłem płynąć do góry.
Kiedy wypłynąłem na powierzchnię i chwyciłem pierwszy wdech, zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu kolegi.
-Hej, hej! - krzyknąłem kilkakrotnie.
Odpowiedziało mi tylko echo.
Starałem się uspokoić i zorientować, gdzie się znajduję.
Atmosfera, która tutaj panowała była wręcz nieziemska. Najprawdopodobniej był to krater wygasłego wulkanu wypełniony wodą. Uniosłem głowę i zobaczyłem nad osobą rozgwieżdżone niebo oraz księżyc. Widnokrąg ograniczony był wysokimi, stromymi ścianami.


Awesome Outdoor Sex GIF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...