8. Wrażliwy punkt.
Zdaje się że trafiłem w jej wrażliwy punkt ( dosłownie i w przenośni), bo w tym momencie wybuchła szczerym, radosnym, wręcz pieszczotliwym śmiechem.
-Oooo taaaak… chciałbyś! - zawołała jak małe dziecko.
Nim zdążyłem zorientować się, w czym rzecz, była już za na dworze, przed portiernią. Chciałem o coś zapytać, ale ona znów się odezwała.
-Owszem, mam takie miejsce.
-Tak?!
-Mam, ale tylko jedno.
Teraz ja się roześmiałem.
-He, he… a jednak.
Przestępowała nogi na nogę, tak jakby rzeczywiście miała łaskotki.
-Tam nie dam się nikomu dotknąć.
Wyszedłem za nią. Odsunęła się jeszcze dalej.
-Nikomu? - spytałem z niedowierzaniem.
-Nikomu, - powtórzyła.
-Nie wierzę, niemożliwe.
-Tak, tak…
-Hm… ciekawe dlaczego?
-Bo… - zaczęła i nie skończyła.
Stała kilka metrów dalej i uśmiechała się. Był to gorący, pełen prowokacji, uśmiech. Patrzyła na mnie tak, jakby chciała, abym jak najszybciej się dowiedział, a jednocześnie nie chciała sama zdradzić tajemnicy.
-Powiedz.
Wahała się, albo udawała, że się waha. Wreszcie otworzyła usta.
-... bo wariuję, - powiedziała niepewnie.
Teraz to ona obudziła moją wyobraźnię.
-No proszę, proszę… cóż to za miejsce?
-Ha, ha, ha… tego ci nie powiem.
-Nooo powiedz! - przekomarzałem się.
Kiedy się śmiała, w jej policzkach pojawiały się dołeczki. Jeszcze bardziej chciałem się z nią drażnić.
-A, nie ma mowy!
-No, ale dlaczego?
Spojrzała na mnie spod opuszczonych powiek. Miałem ochotę wziąć ją w swoje ramiona i samodzielnie poszukać tego sekretnego miejsca.
-Bo, nikt o tym nie wie, - odezwała się.
-Poważnie? Nawet mąż?! - udawałem, że się dziwię.
-O, on akurat wie.
W tym momencie czułem się tak, jakbym już uprawiał z nią seks.
-No i co, dotyka cię tam?
-Aha… czasami.
-Hm… jak to, czasami?
Zbliżyłem się. Nie uciekała. Zwróciłem uwagę na to, że bardzo szybko oddycha.
-Jak mu pozwolę, - odezwała się.
Zaintrygowała mnie bardzo. Chciałem kontynuować ten temat. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, o jakie rzeczywiście, miejsce jej chodziło.
-Wiesz… - zacząłem, - ... ja, bardzo boję się, jeśli ktoś mnie łaskocze w stopy. Niesamowicie się boję. Po prostu, wtedy nie mogę powstrzymać się od śmiechu.
Pokręciła głową. W jej oczach były ogniki.
-Nie, nie… jak mnie ktoś tam dotyka, to ja się nie śmieję.
Zaczynało być coraz ciekawie.
-O, a co robisz?!
Na chwilę wstrzymała oddech.
-Nie... ja po prostu...
-No powiedz wreszcie, co to za miejsce!
Kiedy to mówiłem, byłem już obok niej. Pobudzona do maksimum, wyjęła papierosa. Przypaliła. Byłem bardzo ciekawy. Nie mogłem się doczekać.
-No powiedz.
Wreszcie po dłuższej chwili namysłu rzekła:
-To pępuszek.
-Co?! Och nie! - wydobyło się z moich ust.
Poczułem, że w mojej głowie eksplodują różnokolorowe fajerwerki, gra muzyka i unoszę się w chmurach. Po prostu, jakby ktoś wyrzucił we mnie wiadro dynamitu i podpalił. Nie wierzyłem, że to usłyszałem. Niesamowita dziewczyna, niesamowity zbieg okoliczności.
-Wiesz… chyba znalazłem w tobie bratnią duszę, - jęknąłem.
-Co? - spojrzała na mnie zaskoczona.
-A nie… nic, nic… Powiedz mi, co się dzieje, kiedy tam ktoś cię dotyka?
-Ha! O nie, nie… tam mogę dotykać się tylko sama.
-Sama, samiutka?! I co, podniecasz się?
Znów zatrzymała powietrze. Uśmiechała się. Pokręciła głową.
-Nie powiem ci.
Stałem się natarczywy jak paparazzi.
-Podnieca cię to?
Jej policzki stawały się coraz bardziej różowe. Pokiwała głową. Spytałem wprost:
-Szybko dochodzisz w ten sposób do orgazmu?
Jeszcze raz pokiwała głową, a po chwili się odezwała:
-Ja, po prostu…
-Co?
-Wariuję…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz