64. Tak mi rób!
Teraz już nie zamierzałem odpuszczać jej ani jednego ruchu. Zamykałem i otwierałem nożyczki jednocześnie bezlitośnie cisnąc mocno w jej brzuch. Cały czas próbowałem wykonywać posuwiste ruchy swoim bananem w jej norce, ale było to teraz prawie niemożliwe. Zwarła swoje mięśnie tak mocno, że nie dawała mi do siebie dostępu.
-Och! Tak, tak… tak mi rób! Proszę, nie przerywaj! Tak chcę! - wołała, nie zważając na to, że jesteśmy w budce ochrony.
Jej niesamowita cipeczka doznała tak gwałtownych, intensywnych spazmów, że zdołałem wykonać tylko kilka posunięć swoimi biodrami i strzeliłem w nią olbrzymią ilością nasienia, prawie tracąc przy tym przytomność.
Stało się. Serwowałem na fali szczęścia i rozkoszy, biorąc z tej chwili tyle, ile się da. To było niesamowite. Zapomniałem o całym świecie.
Po kilku boskich chwilach, pozbyłem się całego zapasu mojego nektaru i doznałem niebiańskiego, niesamowicie odprężającego uczucia satysfakcji i spełnienia. Chciałem jeszcze.
Nie miałem zamiaru rezygnować z najdrobniejszych sekund tego cudownego uczucia. Nie miałem zamiaru wyciągać swojego fiuta i chlapać nasieniem na jej plecy tak, jak to dzieje się w filmach porno. Chciałem być tam, w środku.
Postanowiłem, że będę trzymał go w niej jak najdłużej, tyle, ile tylko się da. Przez cały czas czułem gwałtowne szarpanie jej cipeczki.
-Oooooch! Aaaaaach, Boże, Andrzej, Coś ty mi zrobił! Cholera, rozwaliłeś mnie kompletnie! - wyrzuciła ze swojego gardła.
Był to dla mnie najwspanialszy komplement. Byłem najszczęśliwszym facetem na tej planecie. Byłem cool miałem wszystko. Mogłem trwać tak w nieskończoność.
Po jakimś czasie dotarło do mnie, że nie mogę już wykonać żadnego ruchu w jej słodkiej norce. Koniec. Jej cipeczka zacisnęła swoje brzegi tak mocno, jak zamykający się przed napastnikiem małż. Mój kutas był w pułapce. Nie mogłem go ani wypchnąć głębiej, ani wyciągnąć.
Czułem tylko ogromne ciśnienie spermy rozpychające ją od środka. Mój biały budyń, za wszelką cenę, próbował wydostać się na zewnątrz. Przez kilka kolejnych minut moim torsem szarpały konwulsyjne, gwałtownie następujące po sobie, skurcze. Ta kanonada zdawała się nie mieć końca.
Jej ciało, jak u epileptyka, targało się w intensywnie przepływającym przez nie, orgazmie. To było tak intensywne, że w ciągu tych kilku chwil, nie do końca, zdawaliśmy sobie sprawę, co z nami się dzieje.
Doświadczając niesamowitej rozkoszy, wciąż się w niej znajdowałem. Nie miałem zamiaru wychodzić, dopóki mój fiut nie z wiotczeje całkowicie. Widziałem, że to jeszcze może trochę potrwać.
Zastanawiałem się, jak zachować się na koniec: powiedzieć coś, czy też cieszyć się w tym wszystkim, wydając z siebie jedynie odgłosy zadowolenia. Bardzo chciałem, żeby wiedziała jak dobrze, jak cudownie mi z nią jest. Chciałem okazać jej to w najbardziej naturalny, a jednocześnie widoczny, sposób.
Nie powiedziałem jednak ani słowa. Po długich kilku minutach, mój fiut sam stracił swój turgor i pod wpływem ciśnienia spermy wysunął się z jej cipki. Zaraz za nim pojawił się obfity strumień gęstego nasienia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz