49. Będę znosić te męczarnie.
Nie wiedziałem, jak długo będę w stanie znosić te męczarnie.
-Może zajmij się nim?! - jęknąłem.
-Spokojnie, nie tak szybko, kolego, - powiedziała, udając zniesmaczenie.
Miałem już dość.
-Jezu! - wyrwało się z mojego gardła.
Zdławiła w sobie uśmiech.
-Nie wzywaj imienia Boga nadaremno, - odpowiedziała, jak ksiądz dobrodziej z wiejskiej parafii.
-Boże, Boże, Boże!!! - wrzucałem z siebie płaczliwe dźwięki.
-Nie denerwuj się i daj mi to zrobić po swojemu, - powiedziała stanowczym głosem.
-W porządku, - zgodziłem się, ale wcale nie byłem pewny, czy będzie to takie proste.
Moje ciało dygotało jak kawałek galarety. Ze wszystkich sił, starałem się jak najbardziej rozluźnić, ale, tak naprawdę, kiepsko mi to wychodziło. Sprawy poszły już za daleko i mój organizm w domagał się zaspokojenia.
Co tu dużo oszukiwać. Chciałem, po prostu, w nią wejść i dokończyć dzieła. Moje myśli, jak chmara much nad padliną, bez przerwy, oscylowały wokół orgazmu. Zawładnęła mną całkowicie i nie byłem w stanie już nad tym zapanować.
-Boże Aniu! Jesteś taka piękna, taka cudowna… och, tak bardzo cię pragnę! - zacząłem gadać wszystko, co ślina przyniosła mi na język.
Ku mojemu zaskoczeniu, okazała się prawdziwą boginią umęczonych.
-Wiem, wiem… No dobrze, już dobrze, spokojnie, - powtarzała i miałem wrażenie, że za chwilę pogłaszcze mnie po głowie.
Zupełnie jakby był z porcelany, bardzo ostrożnie dotykała główki mojego fiuta. Delikatne, ciepłe i zwinne palce, szybko poruszały się na krawędzi, oplatającej łeb, żyły. Zaraz później tańczyły wokół dziurki na jego czubku.
Byłem przekonany, że długo w ten sposób nie dam rady wytrzymać. Niestety, to było ponad moje siły. Tylko w pornosach kochankowie rąbią się godzinami. To było normalne życie, a ja nie byłem zwierzęciem.
Nie miałem pojęcia, jak mojej partnerce o tym powiedzieć i, czy w ogóle, była taka potrzeba? Przecież, nawet gdyby coś w tej chwili się stało, nie byłby to żaden koniec świata.
Wreszcie włożyła palce za gumkę po bokach moich bioder. Powoli, lecz zdecydowanie, pociągnęła do dołu. Slippy zjechały z mojego penisa, odsłaniając go w całej okazałości.
Bandyta od razu ustawił się pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Na jego końcu pojawiła się pojedyncza przeźroczysta, wyglądająca jak perełka, kropelka gęstej substancji. Skóra na moich jajach była obkurczona i mocno pomarszczona. Tworzyły jeden rozwarty i ciasno wypełniony worek.
Ania dostrzegła te drobne zmiany i przyglądała się z zainteresowaniem. Najprawdopodobniej, w ogóle, nie była świadoma tego, co za chwilę może się stać.
Pełna zaufania i ciekawości, dotknęła owej, ledwie zauważalnej, kropelki. W chwilę później rozprowadziła ją na swoich paluszkach, zbliżyła je do nosa i powąchała.
-Hmmm… - mruknęła cicho.
Zaraz później, jak gdyby nigdy nic, na powrót, skierowała ręce w kierunku mojego twardego zaganiacza. Ku mojemu, pozytywnemu zaskoczeniu, od razu chwyciła go całą dłonią.
Jej uścisk był zdecydowany, pewny, lecz elastyczny. Jakoś trudno było mi uwierzyć w to, że nie mogła się przełamać, żeby wziąć go do swoich ust. Czy penis mógł wzbudzać, aż tak wielkie, obrzydzenie w kobiecie która,w tak bardzo lubi seks?
Mimo wszystko, po pierwszym gwałtownym szoku, stopniowo zaczynałem przyzwyczajać się do jej delikatnego dotyku. Wiedziałem przecież że i tak to wszystko skończy się ostrym seksem, albo przynajmniej niespodziewanym, intensywnym orgazmem.
Niestety, Ania, nawet przez chwilę, nie dawała mi spokoju. Bawiła się moim kutasem zupełnie tak, jakby był jej osobistą zabawką.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz