67. Bardzo tego chciałem.
Po moich plecach przebiegł wyjątkowo silny, chłodny deszcz.
-Wiem.
Spojrzała na mojego penisa. Unosił się i opadał rytmicznie.
-Są ładne…
Teraz już bardzo tego chciałem.
-No…
-Wysokie z dużymi liśćmi i bardzo, ale to bardzo, parzące.
Moim ciałem szarpnął niespodziewany skórcz.
-Dobra jesteś. Nie próżnujesz. Zdążyłaś się już rozejrzeć.
Przejechała dłonią w okolicy moich jąder. Nawet przez moment nie odpuszczała. Chciała tylko jednego i dążyła do celu z pełną premedytacją.
-Rosną tuż za budką. Szkoda byłoby zmarnować taką okazję.
Zupełnie zawróciła mi w głowie. Zresztą, nie po raz pierwszy. Zamiast ją od tego odciągać, zachęcałem jeszcze.
-Nie wiem, czy teraz, po tym deszczu, będą takie parzące, jak trzeba.
Spojrzała mi w oczy.
-Będą, - powiedziała z naciskiem.
Gra w przekomarzanie trwała w najlepsze.
-Nie parzą, jak są mokre.
Targowała się ze mną.
-Parzą, trzeba je tylko otrząsnąć z wody.
Zabrakło mi słów. Czułem się jak dzieciak w podstawówce, wywołany do tablicy.
-Robiłeś to sobie? - spytała i przywoziła mnie swoim wzrokiem.
Miałem mam ochotę ją rozszarpać za tą jej bezczelność, lecz ona znów się uśmiechnęła.
-Wiem, że robiłeś.
Sytuacja znów wyglądała na coraz bardziej napiętą. Patrzyłem na nią i milczałem. Nie chciałem nic mówić, bo wiedziałem, że będzie jeszcze gorzej, a ona spytała:
-Tutaj?
Łup, łup, łup… waliło moje serce.
-Tak… nie… nie tutaj.
Cisnęła mnie coraz bardziej.
-Gdzie?
-Nad rzeką.
-Nad rzeką?
-W krzakach.
Przerwałem, ugryzłem się w język. “Boże, co ja wyprawiam”, - pomyślałem sobie. Zrozumiałem, że ujawniam moje najskrytsze tajemnice.
-Nie! - zawołałem.
-Co, nie?
-Anka!
-Co?!
-W ogóle, nie powinienem mówić o takich rzeczach.
Wiedziałem, że przy tej dziewczynie, zachowanie jakiejkolwiek tajemnicy, czy sekretu będzie niemożliwe.
-Dlaczego?
-Bo… bo nie.
-Przestań zachowywać się jak dzieciak.
Czułem się coraz bardziej nieswojo, ale mimo wszystko, chciałem brnąć w to dalej.
-Nie denerwuj mnie!
-Andrzej, obydwoje wiemy, że to jest zajebiste.
-Ale to jest dziwne.
Na chwilę spoważniała trochę.
-Dziwne? Daj spokój.
-Ale, ja już dawno, zaprzestałem takich praktyk.
-Ja też, i co z tego? Fajnie byłoby to odświeżyć. Nie uważasz?
Dotarło do mnie, że mogę tylko zrobić to co ona chce.
-No, nie wiem.
-Zgadzasz się?
-Tak. Oczywiście. Jezu, już sama myśl o tym, ścina mnie z nóg!
Na jej twarzy ponownie pojawił się uśmiech.
-A jednak trochę się boisz.
Włożyła palec w mój pępek i przekręciła o sto osiemdziesiąt stopni. Westchnąłem z wrażenia.
-A ty nie? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
-Troszeczkę, - odparła.
Kiedy, już przystałem na jej propozycję, atmosfera nieco się rozluźniła i miałem kilka sekund na zebranie myśli.
-Zawsze robiłem to sam, a teraz mam oddać swój brzuch do twojej dyspozycji?!
Złożyła na moich ustach delikatny pocałunek.
-Spokojnie, nic się nie bój. Będzie OK.
Zrobiłem kwaśną minę.
-Ta… cholera wie, co przyjdzie ci do głowy.
Jakby, chcąc jeszcze bardziej rozluźnić atmosferę, zaczęła z innej beczki:
-W porządku, może porozmawiajmy na temat tego, jak ma wyglądać ta zabawa.
Tym stwierdzeniem rozłożyła mnie na łopatki. Czy, nie wystarczyło jej, że przyznałem się do robienia tak i dziwnych rzeczy? Miałem nadzieję, że nie będę musiał odpowiadać na żadne pytania. Wydawało mi się, że nie padną w dalszej części rozmowy. Myliłem się.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz