Szukaj na tym blogu

23 maja 2018

Relacje koleżeńskie.

69. Soczyste łodygi.

Na osiedlu panował kompletny spokój. Ruszyliśmy za budkę ochrony. Między siatką, a barakiem teren był bardzo zaniedbany. Bałagan, który tam panował, był niesamowity. Widocznie to miejsce służyło komuś za wysypisko śmieci i gruzu. Przede wszystkim znajdowała się tam sterta, niepotrzebnej już nikomu, kostki brukowej, stare, butwiejące palety i całe mnóstwo pokrzyw.
Te ostatnie osiągały wysokość prawie dwóch metrów i, ze zwisającymi kiściami kwiatów, przypominały nieco dorodne konopie indyjskie. Czuły się w tym miejscu bardzo dobrze. Bujnie porastały porozrzucane w nieładzie przedmioty i przechylały swoje soczyste łodygi przez zardzewiałą siatkę.
Och, to było to. Przez długą chwilę staliśmy i patrzyliśmy, jak zahipnotyzowani. Mogliśmy się jeszcze wycofać, wejść do środka i ogarnąć do końca. Odruchowo spojrzeliśmy na siebie.
Oczy Ani błyszczały, jak u narkomana. Rozczuliła mnie całkowicie. Pochyliłem się i pocałowałem ją.
Kiedy już mieliśmy zabrać się do roboty, dotarło do mnie, że nie zdołamy żadnej z nich urwać, ponieważ, zamiast naszych pępków, które tego niejako się  domagały, poparzymy sobie dłonie. Tego, przyznam, nie chcielibyśmy.
Po krótkiej wymianie zdań, jak sobie poradzić z tym problemem, szybko wróciliśmy do budki. Wzięliśmy nożyczki i kilka torebek śniadaniowych, przez które mogliśmy bez obaw chwytać te niebezpieczne rośliny. Zabraliśmy też ze sobą jedną większą reklamówkę, aby mieć do czego wrzucać zebrany materiał.
Następnie podeszliśmy do najbardziej wyrośniętych i złowrogo wyglądających okazów.
Ania od razu spytała:
-Które bierzemy?
-Muszą być w młode i dorodne, - wyjaśniłem.
Spojrzała na mnie z podziwem.
-Widzę, że prawdziwy znawca z ciebie.
-Hm… no wiesz, trochę się już orientuję.
Podeszła do rosnącej na uboczu rośliny.
-Ta może być?
Pokręciłem głową.
-Nie. Jest za bardzo przyschnięta. Nie możemy brać wszystkich, bo narobimy sobie tylko bałaganu.
-A ta? - zapytała jeszcze raz.
Uśmiechnąłem się.
-O ta, to tak. Widzisz, ma grube łodygi, a na takich jest najwięcej tych białych, parzących włosków, - powiedziałem wskazując ostrożnie palcem w odpowiednie miejsca.
Odsunęła połówki swojej niebieskiej koszuli, odsłaniając przy okazji nieduże piersi i podrapała się w okolicach pępka.
-Kurcze, już ją czuję, - odezwała się mimowolnie.
Wreszcie zabraliśmy się do pracy. Moja koleżanka trzymała dużą reklamówkę, a ja przez kilka małych torebek, nałożonych na dłonie, obcinałem same czubki. Mniej więcej, o długości trzydziestu centymetrów. Śmialiśmy się przy tym, bo, co chwilę, któreś z nas, mimo wszystko, się parzyło w nieosłonięte części ciała. Rozmawialiśmy na tyle cicho, by nas nikt nie usłyszał.
Kiedy mieliśmy już odpowiednią ilość łodyg, zadowoleni wróciliśmy do pomieszczenia.
-Dobra, co z tym robimy? - spytała zaraz za program.
-Wiesz co, połóż na stole. Trzeba je, jeszcze raz, porządnie otrząsnąć z wody, a później pociąć na mniejsze kawałki, - odpowiedziałem tak, jakbyśmy przed chwilą zrobili zakupy w hipermarkecie.  
Po chwili odezwała się ponownie, zaskakując mnie swoimi słowami.
-Pociąć? Po co? Ja robiłam to całymi pęczkami.
Nie mogłem uwierzyć. Spojrzałem na nią i zacząłem się śmiać.
-Co?! Jeszcze żyjesz?
Znów zrobiła tą swoją maślaną minę.
-Jak widać, - powiedziała cicho.
Po tych słowach, wydawało mi się, że muszę wprowadzić ją w arkana tej, dość nietypowej, zabawy.  
-Posłuchaj, pokażę ci lepszą metodę, - zacząłem. - Odizolowanie samych łodyg i ogonków liściowych, na których są najmocniejsze włoski parzydełkowe daje bardziej precyzyjny efekt. Sama zobaczysz.
Stanęła z boku i uważnie przyglądała się temu, co robię. W pewnym momencie rozejrzałem się nerwowo po otoczeniu. -Wiesz co, potrzebna będzie nam żyletka, - powiedziałem.
-Poczekaj, gdzieś widziałam jakąś, - stwierdziła.
Po czym odwróciła się na pięcie i zaczęła przeszukiwać wszystkie szuflady.

Ból czy przyjemność?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...